Nie żyje Mariusz Osmelak, aktor Sceny Polskiej

Zmarł aktor Sceny Polskiej, Mariusz Osmelak.

Ech, rzeczywiście, spadają jak szalone gwiazdy z cieszyńskiego firmamentu... To wyjątkowo smutny rok dla Sceny Polskiej i Teatru Cieszyńskiego. Rok czarny. Rok żałobny. Jakby niedawna utrata aktora Ryszarda Pochronia to było za mało, jakby jedna żałoba nie wystarczyła... I znowu ten sam dysonans - tam za oknem wesoło igrają promienie słońca, wakacyjna beztroska tonie w radości, a w teatrze cisza. A w teatrze apatia i skołowanie, i chaotyczne myśli w głowie: "Coś Ty, Mariusz, zrobił? I po co to wszystko? Dokąd było Ci tak spieszno?". To dla cieszyńskiego teatru rok absurdalnej w swym wymiarze straty.
Mariusz Osmelak ukończył aktorstwo we wrocławskiej filii PWST w Krakowie w 1985 roku, a do zespołu Sceny Polskiej dołączył w 2002 roku. Zanim zasilił aktorskie szeregi teatru nad Olzą, związał się z życiem teatralnym Wrocławia. Przez blisko dziesięć lat występował na deskach legendy wrocławskiego teartalnego offu - Ośrodka Teatru Otwartego "Kalambur". Zagrał także kilka interesujących ról w filmach polskich i czeskich. Na przestrzeni kilkunastu lat współpracy ze Sceną Polską stworzył wiele kreacji zapadających w pamięć. Za niektóre z nich został nagrodzony, jak na przykład za fenomenalną rolę ojca w "Zaklinaczu deszczu" z 2009 roku w reżyserii Karola Suszki. 
Osmelak sprawdzał się w rolach dramatycznych, trudnych, skomplikowanych, będących wyzwaniem dla aktora. Pamiętam jego wstrząsająco dojmującą rolę pierwszoplanową w "Śmierci komiwojażera", w pamięć wryła się także niedawna dobra kreacja ojca w "Lampce oliwnej". Kiedyś słyszałam jak podczas nieoficjalnego spotkania powiedział, że nie lubi dróg na skróty. Bo nie lubił. Uwielbiał spalać się w tej robocie, chciał dostawać na scenie poważne wyzwania. Chyba jak każdy aktor lubił być dostrzeżony, doceniony. Jednocześnie, co stwarzało paradoks, koncertowo w tej teatralnej robocie także nawalał, zapominał, nie przyjeżdżał na czas... Ile osób w teatrze przez niego osiwiało? Dla ilu osób mimo wszystko pozostał aktorskim autorytetem, dobrym scenicznym partnerem, ukochanym aktorem i po prostu bliskim kolegą?
Od nowego sezonu miał znów pokazać, na co go stać, grając główną rolę Ignacego Paderewskiego w "Fantazji polskiej" Macieja Wojtyszki. Prapremierę polską teago przedstawienia zaplanowano na październik. Pytanie więc dlaczego? Dlaczego i dokąd było Panu tak spieszno, Panie Mariuszu? Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że teraz, tam gdzie Pan się znalazł, nie trzeba już mierzyć się z tym, co Pana przygniotło...
Mariusz Osmelak zmarł w wieku 58 lat. Szczegóły dotyczące pogrzebu i wspomnienia aktora w Teatrze Cieszyńskim są dopiero ustalane. 
16 / 08 / 2018
Małgorzata Bryl-Sikorska

Czytaj też:

Co o tym sądzisz