Stworzymy kryminał z elementami horroru

Już 26 października na Scenie Czeskiej Teatru Cieszyńskiego odbędzie się premiera przedstawienia „Osm žen” Roberta Thomasa. – „Osm žen” jest nie tylko kryminałem, ale ma także elementy horroru. Autor zawarł w dramacie psychologiczną grę i stworzył złożone postaci, których motywy są naprawdę pokrętne – zaznacza w poniższej rozmowie reżyser spektaklu, Jiří Seydler.

Rzadko zdarza się, by teatry wystawiały kryminał. Czy jest to Pana pierwsze spotkanie na scenie teatralnej z francuskim pisarzem, Robertem Thomasem?

W mojej blisko trzydziestoletniej karierze teatralnej nigdy nie reżyserowałem sztuk tego autora. Przypominam sobie jednak, że zanim rozpocząłem pracę reżyserską, na DAMU [Wydział Teatralny Akademii Sztuk Scenicznych – przyp. red.] w Pradze inscenizowałem jego „Pułapkę” w ramach pracy dyplomowej. Tamto przedstawienie zrobiłem zupełnie inaczej niż teraz. To fakt, że teatry sporadycznie sięgają po kryminały, jak sam robię to po raz pierwszy. 

Czy przed rozpoczęciem pracy nad spektaklem „Osm žen” oglądał Pan adaptacje filmowe lub teatralne tej sztuki?

Wiem, że powstał bardzo popularny musical na dużym ekranie, ale nie oglądałem tego filmu. Jednak widziałem inscenizację teatralną. Było to całkiem niedawno w Pidivadle, studenckim teatrze w Pradze. Spektakl pod tytułem „Vánoční škubání anděla” w reżyserii Miloša Horanskiego został oparty właśnie na sztuce „Osm žen”. Wystąpili adepci aktorstwa z praskiego Konserwatorium. 

„Osm žen” to też szczególne przedstawienie z tego względu, że jego obsadę stanowią wyłącznie kobiety, aktorki Sceny Czeskiej. Jak pracowało się Panu w gronie ośmiu kobiet?

Wspaniale. Muszę przyznać, że to nie jest pierwszy raz, gdy pracowałem z obsadą aktorską złożoną wyłącznie z kobiet. Każdorazowo taką współpracę wspominam bardzo dobrze. Aktorki są bardzo konstruktywne, a jednocześnie są cierpliwe, potrafią słuchać, ufają reżyserowi. Z kolei niektórzy aktorzy wtrącają się, przerywają, zawsze muszą coś od siebie dodać…

Aktorki nie wychodzą z inicjatywami podczas prób?

Owszem. Jednak kiedy to robią, jest to uzasadnione, uargumentowane. Przychodzą z pewną opinią lub propozycją i dają mi szansę zastanowić się, czy chcę to wdrożyć czy nie. Natomiast mężczyźni dość często narzucają mi swoje zdanie. Kiedy jestem zmuszony odmówić, obrażają się. Cóż, z kobietami praca nad przedstawieniem jest spokojniejsza. 
„Osm žen” Sceny Czeskiej.

Scenografię i kostiumy „Osm žen” przygotowała Marta Roszkopfová. Gdzie zdecydował się Pan umieścić akcję przedstawienia? Czy jest to współczesność, a może XX wiek?

Nie są to czasy współczesne, ale nie aż tak daleka przeszłość. Akcja rozgrywa się w latach 50. czy 60. XX wieku. Projekt scenograficzny i kostiumy będą to podkreślać. Jednak wcale nie było konieczne przenoszenie akcji spektaklu do czasów, gdy Thomas napisał „Osm žen”, bowiem sztuka jest aktualna także współcześnie. 

Czy w tym przedstawieniu będzie chodzić jedynie o rozrywkę?

„Osm žen” nie jest tylko kryminałem, sztuka ma w sobie także elementy horroru i ja to akcentuję. A jednocześnie autor zawarł w dramacie psychologiczną grę i stworzył złożone postaci, których motywy są naprawdę pokrętne. Ogólnie rzecz biorąc głównym tematem „Osm žen” jest okrucieństwo. Każda z kobiet reprezentuje pewne oblicze okrucieństwa, każda z nich jest samolubna i skupiona wyłącznie na swoich sukcesach. Niestety, w tym przedstawieniu nie będzie bohaterek pozytywnych. Jednak przedstawienia nie odbiera się wyłącznie jako pesymistycznego, bo autor nie sugeruje, iż wszyscy czy wszystkie takie właśnie jesteśmy. To pewien wyrywek rzeczywistości.

Dlaczego warto obejrzeć to przedstawienie?

Mam nadzieję, że widzów zainteresuje doskonałe aktorstwo żeńskiej obsady. Liczę, że zostanie doceniony nasz wspólny wysiłek. Moim zdaniem atutem „Osm žen” są złożone postaci o pogłębionym portrecie psychologicznym. Ponadto ten tekst jest bardzo ciekawy i trzymający w napięciu do samego końca. Jak to bywa w przypadku kryminału, czeka nas oczywiście nieoczekiwany i zaskakujący finał… Ufam, że naprawdę uda nam się zaskoczyć publiczność. 
24 / 10 / 2018
Małgorzata Bryl-Sikorska

Czytaj też:

Co o tym sądzisz