Podsumowanie 18. Festiwalu Teatrów Moraw i Śląska

Dobiegła końca 18. edycja Festiwalu Teatrów Moraw i Śląska. Czas na podsumowanie festiwalowych dni. Pełnoletniość, jaką uzyskała ta impreza artystyczna, to też dobry moment na zaproponowanie nowych dróg jej dalszego rozwoju.

Historia i wybór moralny

Większość tegorocznych przedstawień przeniosła widzów w przeszłość, do początków XX wieku lub jeszcze później. Część z nich nawiązała do historii państw, jak na przykład „Fantazja polska” prezentująca mniej lub bardziej fikcyjne zdarzenia w przededniu uzyskania przez Polskę niepodległości. Niektóre spektakle odniosły się do wydarzeń lokalnych, jak na przykład lalkowy spektakl „Stříhali dohola Josefa Kainara” czy „Chacharije” związane z Ostrawą. Jak słusznie zauważył krytyk Janusz Legoń podczas jednego ze spotkań pofestiwalowych, przedstawienie „Chacharije” w reżyserii Janusza Klimszy wpisuje się w zbiór sentymentalnych spektakli odnoszących się do tożsamości Ślązaków w kontekście zawieruch XX wieku. Przedstawienia o takiej tematyce od ponad dekady dość często pojawiają się w teatrach od Ostrawy, przez Czeski Cieszyn, Bielsko-Białą, Katowice do Sosnowca. Niektóre teatry, jak właśnie katowicki Teatr im. Stanisława Wyspiańskiego, czynią ze spektakli o tej tematyce wiodącą linię repertuarową. 
Jednak przecież nie tylko to łączy przedstawienia prezentowane podczas 18. Festiwalu TMŚ. Jak stwierdził podczas ogłaszania werdyktu krytyk Ladislav Vrchovský, właściwie w każdym spektaklu postaci mierzyły się z dylematami moralnymi, musiały wybierać między osobistym interesem a działaniem dla dobra większej, globalnej sprawy. Czasami bohaterowie żałośnie przegrywali, innym razem przewrotny los niespodziewanie diametralnie odmieniał ich życie, co przykładowo spotkało główną bohaterkę spektaklu „Myszy Natalii Mooshaber”.
Główną nagrodę w tym roku otrzymał spektakl "Wiśniowy sad" w wykonaniu zespołu Słowackiego Teatru Kameralnego Martin.

Spotkanie nie jedno ma imię

Podczas 18. edycji Festiwalu TMŚ słowo „spotkanie” było odmieniane przez wszystkie przypadki. Dyrekcja, jurorzy, artyści i konferansjerzy na scenie podkreślali, że to spotkanie właśnie jest priorytetem podczas tego wydarzenia. Sądzę, że udało się to osiągnąć zarówno podczas minionych edycji, jak i w tym roku. Nie znaczy to jednak, iż nie dałoby się rzeczonego spotkania ulepszyć czy pogłębić. 
Festiwal organizowany przez Teatr Cieszyński zdecydowanie nie jest wydarzeniem, podczas którego artyści grają zamówiony spektakl, a następnie od razu wsiadają w podstawiony autokar i uciekają z miasta. Po spektaklach odbywają się bowiem dyskusje z twórcami, które mają charakter omówienia. Artyści siadają w kole, a obok nich miejsca zajmują jurorzy, którzy wypowiadają się o właśnie obejrzanym przedstawieniu. Całości zaś przysłuchują się inni zainteresowani, zajmujący miejsca z boku. Podczas 18. Festiwalu TMŚ komentarze jurorów były niezwykle łaskawe dla prezentowanych dzieł i nawet jeśli pojawiała się krytyka, to wyrażana w eufemistyczny sposób. 
Na niejednokrotnie kąśliwie celne spostrzeżenia pozwalało sobie za to jury młodzieżowe. Szkoda, że ich wypowiedzi były tak zwięzłe. Czy problemem jest bariera językowa, stres związany z publicznym wystąpieniem, brak doświadczenia (niektórzy młodzi jurorzy pierwszy raz w życiu mieli okazję uczestniczyć w festiwalu teatralnym)? Tak czy owak, jak sądzę, na wagę złota jest fakt, że młodzi ludzie chcą uczestniczyć w tym trwającym blisko tydzień teatralnym maratonie i znajdują czas oraz chęci na siedzenie w teatrze do późnych godzin nocnych. Warto więc dodatkowo pomyśleć o przygotowaniu festiwalowej gazety młodzieżowej, czyli dwóch czy trzech numerów dwujęzycznej gazetki ukazującej się podczas tej imprezy. Dałoby to możliwość młodym na szersze wyartykułowanie swoich ważnych spostrzeżeń. 
Podczas 18. edycji Festiwalu TMŚ słowo „spotkanie” było odmieniane przez wszystkie przypadki. Nie znaczy to jednak, iż nie dałoby się rzeczonego spotkania ulepszyć czy pogłębić.
Ostatecznie, szansą na usprawnienie rzeczonego na wstępie spotkania podczas transgranicznego Festiwalu TMŚ niewątpliwie byłoby także tłumaczenie spektakli. Najwyższa pora, by organizatorzy zdecydowali się na symultaniczne tłumaczenie przedstawień polskich na język czeski i odwrotnie, wychodząc naprzeciw wszystkim tym widzom, którzy nie są dwujęzyczni. Tłumaczenia to też szansa na zainteresowanie widzów z polskiej strony granicy czeskimi czy słowackimi propozycjami teatralnymi. Niezrozumiały język padający ze sceny tworzy przecież granice. 

Osiemnastka, czyli przed zakrętem

Jurorzy tegorocznej edycji Festiwalu TMŚ zgodnie przyznali, że atutem wszystkich prezentowanych przedstawień był doskonały poziom aktorstwa. Poza nielicznymi odstępstwami jestem skłonna zgodzić się z opinią jury, jednak, choć cenię teatry, które zostały zaproszone w tym roku na festiwal, chciałabym, by w repertuarze festiwalowym miała miejsce pewna rotacja. Tymczasem od paru lat w Czeskim Cieszynie goszczą ciągle te same teatry. Idąc dalej, nie mogę zrozumieć, dlaczego podczas imprezy nazywającej się „Festiwal Teatrów Moraw i Śląska” tak często gości teatr z województwa mazowieckiego. Choć każdorazowo z wielkim zainteresowaniem oglądam propozycje Teatru Dramatycznego z Płocka, to myślę, że dla publiczności festiwalowej równie ciekawe mogłyby okazać się przedstawienia teatrów z Bielska-Białej czy Górnego Śląska: Katowic, Zabrza, Chorzowa czy Sosnowca. Pewna rotacja powinna też mieć miejsce wśród zespołów teatralnych przyjeżdżających ze Słowacji i Republiki Czeskiej. W przeciwnym razie powstaje powstaje nie festiwal, a po prostu coroczna prezentacja najnowszych spektakli ciągle tych samych teatrów, które rokrocznie zdobywają główne nagrody.
Jury młodzieżowe za najlepszy spektakl uznało "Chacharije" Sceny Kameralnej Arena z Ostrawy.
Zastrzeżenie budzi także liczba zaproszonych przedstawień z Polski. W tym roku, jak i w roku ubiegłym było tylko jedno takie gościnne przedstawienie, co stworzyło rażącą dysproporcję względem zaproszonych spektakli słowackich czy czeskich. Być może szansą na zainteresowanie czeskiej czy słowackiej publiczności propozycjami z polskich teatrów byłoby to symultaniczne tłumaczenie przedstawień, o czym już powyżej wspomniałam. Moim zdaniem bardzo błędnym jest założenie, że wszyscy widzowie tego festiwalu są dwu- lub nawet trójjęzyczni.
I na koniec, wydaje mi się, że idea Festiwalu Teatrów Moraw i Śląska wymaga pewnego odświeżenia. Być może czas, by położyć nacisk na inne elementy ideologiczne, może ten festiwal powinien dziś po osiemnastu latach działania pełnić już inną misję, może są nowe zadania przed tym artystycznym wydarzeniem? To jest tylko część pytań, na które, jak sądzę, organizatorzy będą musieli sobie odpowiedzieć przed organizacją 19. edycji. A że będzie kolejna edycja – bardzo w to wierzę. Gorąco kibicuję temu festiwalowi i uważam, że po przemyśleniu, jaką misję mógłby pełnić w regionie, może pięknie uzupełniać się z Międzynarodowym Festiwalem Teatralnym „Bez Granic”. A doskonałych rzemieślniczo przedstawień, które odważnie poruszają tematy tabu nigdy nie będzie za wiele na Śląsku Cieszyńskim, gdzie na co dzień można obserwować dojmujący zanik życia teatralnego. 
11 / 11 / 2018
Małgorzata Bryl-Sikorska

Czytaj też:

Co o tym sądzisz