Owacje na stojąco po premierze Sceny Czeskiej

Za nami pierwsza premiera w reżyserii nowego dyrektora Teatru Cieszyńskiego, Petra Kracika. Zaadaptowana na deski czeskocieszyńskiej sceny teatralnej „Gazdina roba” Gabrieli Preissovej to rozbudowana inscenizacja, w której występuje między innymi cały zespół aktorski Sceny Czeskiej. Publiczność, która tłumnie przybyła na premierę „Gazdiny roby” 26 stycznia, zgotowała twórcom owacje na stojąco.

„Gazdina roba” została opublikowana w 1890 roku, a jej premiera miała miejsce rok wcześniej w Teatrze Narodowym w Pradze. Zanim doszło do przeniesienia na deski teatralne, Preissova napisała opowiadanie „Gazdina roba”. Na sztuce zostało oparte libretto opery „Ewa” Jozefa Bohuslava Foerstera. U źródeł inspiracji tego dzieła stoi biografia samej autorki. W 1890 roku młodziutka, zaledwie osiemnastoletnia Preissova wychodzi za mąż i przenosi się z Czech na Morawy. Tutaj pochłaniają ją lokalne zwyczaje, pieśni, rękodzieło i tradycje wsi. 
„Gazdina roba” – jeden z największych czeskich dramatów – opowiada o pasji, pragnieniach i marzeniach, których nie da się zrealizować. Ballada o miłości biednej krawcowej Ewy i bogatego gospodarza Mánka jest umiejscowiona na słowackiej wsi, przedstawionej jako siedlisko wszelkiego rodzaju dogmatów, namiętności i zazdrości. Cokolwiek odbiega tam od powszechnych sądów, jest naganne i wątpliwe – czy to chodzi o światopogląd, wyznanie, zawód czy „tylko” o wiarę w miłość. Walka Ewy z niezrozumieniem i zazdrością otoczenia jest zarówno wielkim, jak i dramatycznym bojem o wolność człowieka i ludzką godność. Warto dodać, że dramat początkowo wywołał skandal, gdyż była to jedna z pierwszych europejskich sztuk otwarcie poświęconych tematowi emancypacji kobiet.
„Gazdina roba” Sceny Czeskiej.
Integralną część tej inscenizacji stanowi oprawa muzyczna kompozytora i instrumentalisty Dalibora Štrunca. Jego pieśni inspirowane są morawską poezją ludową. Nagranie dla przedstawienia „Gazdina roba” (dźwięk z offu) powstało we współpracy z brneńskim zespołem Cimbal classic. I warto od warstwy muzycznej zacząć ocenę tego przedstawienia. Jak przyznał przed premierą reżyser, Petr Kracik, dobór utworów był bardzo pracochłonny, gdyż pisarka nie dookreśliła, jakie piosenki mają towarzyszyć poszczególnym scenom. Natomiast dała jednoznaczną wskazówkę, że adaptacja teatralna ma mieć charakter muzyczny. Reżyser poszedł za sugestiami Preissovej. Ostatecznie utwory zostały dobrane znakomicie, zaś aranżacje i wykonanie Cimbal classic doskonałe, przyprawiające o dreszcze oraz tworzące niepowtarzalny klimat. Moim zdaniem to właśnie linia melodyczna jest największą siłą tego przedstawienia.
Jedyne, do czego mogłabym się odnieść nieco krytyczniej w kontekście muzyki „Gazdina roba”, to wykonania wokalne żeńskiej części obsady. Miałam wrażenie, że Petra Sklářová (główna rola Ewy) i Adéla Krulikovská (Zuzka) nie brzmiały do końca czysto w partiach solowych. Być może była to kwestia stresu podczas premierowego wykonania, a może są to rzeczy, które należy jeszcze dopracować. Natomiast możliwości wokalne aktorki oczywiście posiadają, a świadczy o tym chociażby scena na trzy głosy z Elišką Adamovską.
Utwory zostały dobrane znakomicie, zaś aranżacje i wykonanie Cimbal classic doskonałe, przyprawiające o dreszcze oraz tworzące niepowtarzalny klimat. Moim zdaniem to właśnie linia melodyczna jest największą siłą tego przedstawienia.
Kracik zdecydował się na muzyczno-taneczny charakter spektaklu i dopiął te dwa elementy na ostatni guzik. Układy choreograficzne (Jaro Moravčík) są malownicze i pomysłowe, zaś wykonania aktorów wskazujące, ile siły i czasu włożyli w to, by efekt był tak dobry. Oczywiście, obserwując ruch sceniczny, na pierwszy rzut oka widać, iż nie są to zawodowi tancerze, ale i układy zostały umiejętnie dostosowane do poziomu ich możliwości. „Gazdina roba” to kolejne przedstawienie, które dowodzi, że zespół aktorski Sceny Czeskiej posiada potencjał muzyczno-taneczny.
„Gazdina roba” Sceny Czeskiej.
Mimo że muzyka i taniec odgrywają dużą rolę w przedstawieniu „Gazdina roba” i świadczą o jego charakterze, oczywiście dominuje w nim słowo mówione. Spektakl jest więc też sprawdzianem umiejętności dramatycznych. Jeśli chodzi o obsadę, reżyser Kracik zdecydował się na alternacje. W głównych rolach występują aktorzy Sceny Czeskiej: Markéta Słowiková lub Petra Sklářová oraz Robert Urban lub Petr Sutorý. W premierowym wystawieniu wzięli udział Sklářová (Ewa) i Sutorý (Mánek) i to na nich spoczął ciężar poprowadzenia przedstawienia, zaś osią wszelkich zdarzeń scenicznych jest oczywiście Ewa Sklářovej. 
Ewa to rola-wyzwanie zarówno jeśli chodzi o tekst (aktorka właściwie nie schodzi ze sceny, a chwilę na odpoczynek od dynamicznej gry ma właściwie tylko w antrakcie), wokalne partie solowe i liczne układy choreograficzne. Mówiąc w prost, Kracik nie żałuje głównej odtwórczyni, czasem każąc jej przejść wprost ze skocznego układu choreograficznego w scenę dramatyczną. Petra Sklářová stuprocentowo podołała temu wyzwaniu, świadczą również o tym wiwaty i owacje na stojąco zachwyconej publiczności, ilekroć zmierzała do ukłonów. Mánek Petra Sutorego również robi wrażenie i jest to pierwsza rola tego aktora, która wreszcie zapada mi w pamięć. Jego początkowo zrównoważona, stateczna postać ewoluuje, zmienia się aż do pełnego emocji finału. Sutorý wypada wiarygodnie w scenach ze Sklářovą, ale dopiero w iskrzących się od emocji interakcjach ze swoją sceniczną matką (Šarka Hrabalová) w pełni rozwija skrzydła pełnego pasji aktorstwa. Scena szalonego od złości, a zarazem rozpaczy czardasza, w którym raczej Mánek już nie tańczy, lecz szarpie swoją matkę, jest świetnie pomyślana i zagrana. 
Ewa to rola-wyzwanie zarówno jeśli chodzi o tekst (aktorka właściwie nie schodzi ze sceny, a chwilę na odpoczynek od dynamicznej gry ma właściwie tylko w antrakcie), wokalne partie solowe i liczne układy choreograficzne.
Ilekroć teatr umiejscawia akcję fabularną na wsi w dawnych czasach, sięga po drewno i blask prawdziwych świec w oprawie scenograficznej. Zapewne tak być musi, a ja nic na to nie poradzę, że takie proste, ascetyczne wręcz rozwiązania w teatrze uwielbiam. Ostatni raz rozpływałam się nad taką scenografią w „Lampce oliwnej” Sceny Polskiej w wykonaniu Bogdana Kokotka i myślę, że ma ona z oprawą scenograficzną „Gazdiny roby” pewne cechy wspólne. W tym jednak przypadku Jaroslav Milfajt – twórca oprawy scenograficznej „Gazdiny roby” – zdecydował się otworzyć horyzont sceny, stworzyć kilka planów gry (czasem wykorzystywanych jednocześnie), zaś w centralnej części postawić drewnianą mobilną i rozkładaną konstrukcję, na której dominuje wielki krzyż. Nie wiem, czy kostiumy (Marta Roszkopfová) oddają realia morawskiej wsi przełomu wieków, czy też projekty są tylko luźnymi inspiracjami, ale tworzą spójną całość z oprawą scenograficzną. 
Cieszę się, że reżyser nie zdecydował się na siłę uwspółcześnić dzieła kostiumami, rekwizytami czy elementami scenografii. „Gazdina roba” posiada wszak uniwersalny i ponadczasowy przekaz, zaś los bohaterów, którzy z różnych powodów są skazani na nieszczęśliwą miłość, wzrusza tak samo jak przed stu laty. Najnowsza propozycja Sceny Czeskiej to przedstawienie solidne pod względem teatralnego rzemiosła, proste i przystępne w warstwie tematycznej, a zarazem trzymające w napięciu, zaś na koniec wzruszające. Idealna recepta na miło spędzony czas w teatrze. 
„Gazdina roba” Sceny Czeskiej.
27 / 01 / 2019
Małgorzata Bryl-Sikorska
Sprawdź w dziale "Z afisza", kiedy będzie grane to przedstawienie.

Czytaj też:

Co o tym sądzisz