Teatralny euroentuzjazm nad Olzą

Przed piętnastu laty rozpoczęto przygotowania i próby polsko-czeskiego spektaklu muzycznego „Cieszyńskie nebe – Těšínské niebo” w reżyserii Radovana Lipusa w Teatrze Cieszyńskim. Choć tego przedstawienia od dawna już nie ma w repertuarze czeskocieszyńskiej sceny, przypominamy jego fenomen. To też dobry moment na pytanie o kondycję teatru w regionie Śląska Cieszyńskiego i szanse na stworzenie kolejnego projektu teatralnego o takiej popularności.

To mogło powstać tylko tutaj

Przedstawienie „Těšínské niebo - Cieszyńskie nebe” miało premierę 15 maja 2004 roku i zeszło z afisza dopiero po siedmiu latach. W tym czasie było grane ponad sto razy, wyjeżdżało poza region (m.in. Praga, Brno, Martin, Warszawa, Łódź) i zdobyło nagrody. Z całą pewnością można dziś powiedzieć, że było to jedno z najpopularniejszych przedstawień w historii Teatru Cieszyńskiego. W przygotowanie tego projektu teatralnego zaangażowało się wielu twórców. Co warto podkreślić, bo nie zdarza się często, na scenie wystąpili aktorzy zarówno Sceny Czeskiej, jak i Sceny Polskiej. Reżyserii podjął się Radovan Lipus, który odpowiadał też za przygotowanie scenariusza wspólnie z Renatą Putzlacher. Za oprawę muzyczną odpowiadali z kolei pieśniarz Jaromir Nohavica oraz Tomaš Kočko, muzyk, artysta teatralny i twórca aranżacji piosenek Nohavicy do „Těšínské niebo”. 
Przygotowanie spektaklu w takiej formule, jaką publiczność zobaczyła wiosną 2004 roku, była możliwa tylko pod dachem Teatru Cieszyńskiego w Czeskim Cieszynie. – Gdy doszło do zmian na stanowisku dyrektora naszego teatru, a potem kierownictwa Sceny Polskiej, nowy dyrektor Karol Suszka postanowił zmodyfikować projekt i ta idea była mi bliska – wykonawcami mieli być polscy i czescy aktorzy, realizatorami ludzie związani ze Śląskiem Cieszyńskim, a premiera miała odbyć się w Czeskim Cieszynie – wspomina Renata Putzlacher.

Oburzenie i krytyka

Spektakl „Těšínské niebo” wywoływał skrajne emocje. – Oczywiście, były też głosy krytyki. Przedstawieniu zarzucono trzy rzeczy – mówi Joanna Wania, kierownik literacki Sceny Polskiej Teatru Cieszyńskiego. – Po pierwsze, że jest to sielankowa opowieść o Śląsku Cieszyńskim, takie ujęcie tematu, które zupełnie nie poruszyło momentów krytycznych w historii relacji polsko-czeskich. Po drugie, nawet jeśli te konflikty polsko-czeskie pojawiały się w przedstawieniu, to były przedstawiane w formule komicznej, jako żart i nie całkiem serio. Po trzecie, zarzucono że wydarzenia prezentowane w spektaklu nie zostały ukazane chronologicznie – wymienia.
Przygotowanie spektaklu w takiej formule, jaką publiczność zobaczyła wiosną 2004 roku, była możliwa tylko pod dachem Teatru Cieszyńskiego w Czeskim Cieszynie.
– Ten spektakl dobitnie pokazywał – również dzięki dwujęzycznym widzom – pewne stereotypy – zaznacza Renata Putzlacher. – Czesi częściej przyjmowali żarty z dystansem, umieli się śmiać z samych siebie, Polacy czasem obrażali się, że pewne treści nie były patriotyczne, a niektóre fakty ahistoryczne, nie rozumiejąc, że chodziło nam po prostu o metaforę pogranicza w przededniu wejścia obu naszych krajów do Unii Europejskiej, a nie o traktat historyczny. Kto więc obrywał od widzów „stela”? Najczęściej polska współautorka w myśl tego, że nikt nie jest prorokiem we własnym kraju. I założę się, że gdyby Praga i Warszawa nie przyjęły „Nieba” tak entuzjastycznie, spadłoby po roku z afisza. Przecież pierwsza recenzja w zaolziańskiej prasie była dosyć ponura. A dziś naszą ówczesną radość z tego, że wkrótce znajdziemy się w Europie bez granic, przyćmiłoby pewnie narzekanie na unijną biurokrację i coraz częstsze stwierdzenia, które doprowadzają mnie do szału, że kiedyś – pewnie w ramach RWPG – było nam lepiej – dodaje autorka scenariusza. 
„Těšínské niebo - Cieszyńskie nebe”.

Bunt aktorów

W trakcie prób do przedstawienia „Těšínské niebo” mało kto wierzył, że ten projekt może się udać. Jak wspomina Tomaš Kočko, Radovan Lipus musiał dość długo przekonywać aktorów do wejścia na scenę. – To, co pamiętam do dziś, to niedowierzanie zespołu aktorskiego, że nam się uda. Wcale nie było tak, że Radovan i Renata przyszli do teatru i natychmiast wszyscy entuzjastycznie zabrali się za pracę. Początki były bardzo ciężkie, bo ani polski, ani czeski zespół aktorski nie przypuszczał, że to będzie dobre – twierdzi Kočko. 
Co wpływało na początkową dezaprobatę aktorów? – Zupełnie nowe metody pracy reżysera, który do spektaklu wprowadził trochę teatru alternatywnego, trochę kabaretu, trochę wiersza. Aktorzy przyzwyczajeni do dotychczasowej konwencji gry w Teatrze Cieszyńskim reagowali niechęcią i nie wierzyli w jakość tego, co powstaje. Uwierzyli… dopiero po premierze. Przedstawienie okazało się wielkim sukcesem i zaczęły się wyjazdy zagraniczne. Wtedy już wszyscy bardzo chętnie grali – wspomina muzyk.

Spektakl nowatorski

Zapytałam Bogdana Słupczyńskiego, twórcę, animatora i pedagoga teatralnego z Cieszyna, w czym tkwił fenomen artystyczny spektaklu „Těšínské niebo”. – Środki reżyserskie zastosowane przez Radovana Lipusa były nowością dla tutejszej publiczności (głównie chodzi o zastosowaną stylistykę teatru studenckiego i alternatywnego; zupełnie nową muzykę (odważne aranżacje Tomaša Kočko); nietypowe rozwiązania scenograficzne – minimalizm rekwizytów, te budowle na głowach jako dominanta, zjeżdżanie lamp i innych elementów z góry, otwarty horyzont sceny; nowość w choreografii, czyli nie taniec, a dynamiczny ruch sceniczny). Tego wszystkiego wcześniej tu nie było – wymienia Słupczyński. – Novum była też podjęta tematyka. Nasz teatr opowiedział o tym miejscu, o Cieszynie, o Śląsku Cieszyńskim. Ten spektakl dowiódł, że w ogóle tak właśnie można (jak na przykład w Legnicy) opowiedzieć w teatrze o mieście. Jednak spektakl opowiedział o miejscu, ale nie o ludziach – dodaje.
Słupczyński z przekąsem zaznacza, że gdyby przedstawienie nawiązało do poszczególnych nazwisk, nie powstałoby cieszyńskie niebo, a piekło. – Tematyką spektaklu jest miejsce, jego historia, specyfika. Autorzy położyli duży nacisk na międzykulturowość, relacje między mieszkańcami. Jednak jest to zrobione bardziej z lotu ptaka, ma uniwersalny, ogólny charakter. Oprócz mieszaniny narodowości: polskiej, niemieckiej, czeskiej, żydowskiej, góralszczyzna została wymieszana z mieszczańskością i z robotniczą przaśnością, a nawet z dawną arystokratyczną dumą, choć ta grupa społeczna jest już najbardziej upiornie nieobecna, jak zombie (zresztą w przedstawieniu pojawiła się o tym piosenka) – wskazuje twórca.
W trakcie prób do przedstawienia „Těšínské niebo” mało kto wierzył, że ten projekt może się udać. Jak wspomina Tomaš Kočko, Radovan Lipus musiał dość długo przekonywać aktorów do wejścia na scenę.

Co dalej po „Těšínské niebo”?

Pod koniec 2017 roku samorządy Cieszyna i Czeskiego Cieszyna hucznie świętowały 10-lecie wejścia Polski i Czech do strefy Schengen. Mieszkańcy z obu stron Olzy spotkali się w symbolicznym miejscu – na Moście Przyjaźni, tuż obok kawiarni literackiej „Avion”. 
Tymczasem spektakl „Těšínské niebo” powstał w przededniu wejścia do strefy Schengen, a także zanim ponownie stanęła historyczna kawiarnia. – Właściwie to dzięki temu przedstawieniu kawiarnia została odbudowana. A zatem granice są otwarte, kawiarnia stoi. Marzenia się spełniły. Gdy się spełni twój sen, nie masz już o czym śnić. Teraz czas, żebyśmy zaczęli śnić o czymś nowym – przyznaje Kočko, gdy pytam, co będzie dalej. – „Těšínské niebo” bezpowrotnie zeszło z afisza i nie ma szans na powrót – dopełnia. 
– „Těšínské niebo” to w pewnym sensie pokłosie transformacji ustrojowej, zmian społeczno-politycznych, teatralne określenie miejsca na ziemi, ale też w przededniu wejścia do Strefy Schengen, sztuka wyrażająca optymizm, entuzjastyczne nastroje – stwierdza Słupczyński.
Joanna Wania również zaznacza, że „Těšínské niebo” przeszło już do historii. – Moim zdaniem spektakl nie mógłby być nadal w repertuarze, bo dotyczy zupełnie innej epoki, która minęła – stwierdza i podkreśla, że potrzebny jest dobry pomysł, a potem równie sprawne pióro, które stworzyłoby nowy scenariusz. – Zgodzę się z tym, że ten spektakl coś zaczął, poruszył pewne struny, ale nie przerobił wszystkich tematów, np. właśnie nie odniósł się do tych kwestii kontrowersyjnych, momentów krytycznych w historii. To ciągle zostaje temat otwarty, wymagający przepracowania przez lokalną społeczność. Zgodzę się, że dobrym miejscem do tego jest teatr, teatr ogólnie, ale i nasz Teatr Cieszyński – dodaje.
„Těšínské niebo - Cieszyńskie nebe”.

Czekamy na nowy rozdział

Renata Putzlacher zapytana, czy napisze ciąg dalszy tej teatralnej historii, zarzeka się, że cieszyńskiego piekła nie napisze. – Dzięki politykom i ogólnej atmosferze coś na kształt czyśćca przeżywamy na co dzień. Po co jeszcze zatruwać siebie i publiczność w teatrze infernalną tematyką? Nie mam temperamentu do pisania o rzeczach bolesnych i nie chcę się już tak spalać. Skupiam się na rodzinie, poza tym lubię moją obecną pracę na brneńskim uniwersytecie – przyznaje poetka. – A kolejne projekty? Choć może zabrzmi to naiwnie w naszych cynicznych czasach, myślę, że teraz trzeba wracać do bohaterów, którzy zostali sobą i nie zrezygnowali ze swoich przekonań i pewnych zasad moralnych nawet wtedy, gdy chodziło im o życie. Otrzymaliśmy z Radovanem propozycję przygotowania teraz takiego spektaklu – dodaje. 
***
Moi rozmówcy zapytani, na czym polegał fenomen przedstawienia „Těšínské niebo”, wymieniali różne elementy: trafiające do serc pieśni Jaromira Nohavicy, odważna tematyka i ciekawe ujęcie tematu czy nowatorskie rozwiązania inscenizatorskie jak na Teatr Cieszyński w tamtych czasach. Jednak moim zdaniem fenomen tego spektaklu polegał także na tym, że na Śląsku Cieszyńskim udało się z sukcesem zrealizować artystyczny eksperyment. Udało się wdrożyć na scenę teatralną za jednym zamachem dużą liczbę rozwiązań, do których publiczność i aktorzy Teatru Cieszyńskiego nie byli przyzwyczajeni. Udało się wreszcie mimo głosów sprzeciwu, dezaprobaty, czasem nieprzychylnej krytyki i oburzenia. Zwyciężyła pasja, upór, konsekwentne parcie do przodu i oddanie tej sprawie. Teatr jest najlepszym miejscem na świecie do ziszczania snów, eksperymentowania i tworzenia rzeczy pozornie niemożliwych. Twórcy „Těšínské niebo” w to uwierzyli i naprawdę warto z tej lekcji wyciągać wnioski na przyszłość… 
Reportaż "Teatralny euroentuzjazm nad Olzą" jest podsumowującym i ostatnim z cyklu tekstów o przedstawieniu „Těšínské niebo - Cieszyńskie nebe”, jakie w ciągu minionego roku ukazywały się na blogu "Teatr to my". Więcej tekstów o tej tematyce znajduje się w dziale "Varia".
02 / 02 / 2019
Małgorzata Bryl-Sikorska

Czytaj też:

Co o tym sądzisz