Politycznych karierowiczów wciąż nie brakuje

Już 23 marca o godz. 17.30 na deskach Teatru Cieszyńskiego zespół Sceny Czeskiej wystawi premierowo „Deník ničemy” dramat rosyjskiego twórcy XIX wieku, Aleksandra Ostrowskiego. – W naszej inscenizacji będzie trochę teatru ruchu, trochę teatru dramatycznego, trochę realizmu psychologicznego, a trochę wręcz kabaretu – zapowiada Janusz Klimsza, reżyser przedstawienia.

Wraca Pan do Teatru Cieszyńskiego po blisko trzech latach przerwy, bowiem w 2016 wystawił Pan „Oborę” Helmuta Kajzara na Scenie Polskiej. Tym razem realizuje Pan na Scenie Czeskiej klasykę dramatu rosyjskiego, czyli „Deník ničemy” („Dziennik łajdaka”) Aleksandra Ostrowskiego. Jednak zarówno w Republice Czeskiej, jak i w Polsce ta sztuka występuje pod wieloma innymi tytułami. Jaki jest odbiór Ostrowskiego w Czechach?

W latach 50. ubiegłego wieku Ostrowski był chętnie grany, podobnie jak w Polsce, ale nie był traktowany jako obowiązkowy autor. Jego sztuki są doskonale napisane i dają duże pole do popisu aktorom, stąd ich niezmienna popularność aż do czasów współczesnych. Po prostu jest o czym grać.
Wystawiany teraz przez nas „Deník ničemy” jest przeróbką dramatu Ostrowskiego, czyli adaptacją reżysera Ivana Rajmonta, który u progu lat 90. został szefem jednego z zespołów Teatru Narodowego w Pradze [Činohra Národního divadla – przyp. red.]. To była znana inscenizacja, która odbiła się echem w Czechach, bowiem odpowiadała na nastroje społeczne około 1989 roku. W dramacie pojawiają się kwestie dotyczące polityków, wówczas brzmiące niezwykle adekwatnie. Jednak zagadnienie kariery robionej przez człowieka, który wcześniej był dziennikarzem śledczym, a postanawia z sukcesem dostać się do estabilshmentu, postrzegam za niezmiennie aktualne. 

I o tym właśnie chce Pan opowiedzieć widzom?

Myślę, że to jest główna kwestia tej sztuki i taki widzę sens jej dzisiejszego wznowienia. Nie wystawimy całego dramatu Ostrowskiego. Adaptacja Rajmonta jest okrojona z niektórych wątków damsko-męskich, bowiem w oryginale pojawia się też wątek absolutnego wpływu kobiet na polityków. My jeszcze dodatkowo zwęziliśmy tekst z dramaturgiem Alice Olmovą. Jednak oczywiście pozostał główny problem tej sztuki dotyczący hochsztaplerstwa głównego bohatera, który bezwzględnie pnie się po drabinie społeczno-politycznej. 
Janusz Klimsza podczas próby przedstawienia.

„Deník ničemy” Aleksandra Ostrowskiego porównywany jest do „Rewizora” Mikołaja Gogola. Myśli Pan, że słusznie?

Sądzę, że można się tu dopatrzeć podobieństw, na przykład to zacięcie komediowe albo wręcz przeciwnie – miejscami horrorowe. Zdecydowanie coś zbliża tych dwóch autorów. 

A jakie nastroje ma wywołać Pana inscenizacja? 

Jestem reżyserem teatralnym, a nie politologiem czy socjologiem, więc nie będę stawiał żadnych naukowych, poważnych tez. Sztuka Aleksandra Ostrowskiego ma charakter satyryczny i chcę temu pozostać wierny, aczkolwiek wolałbym teraz nie narzucać widzom, jak mają odebrać to przedstawienie. 

Jednak czy zależy Panu na śmiechu czy może raczej na poważnej refleksji?

Śmiech jest bardzo poważną refleksją. To jest tekst, który daje możliwość zarówno śmiechu, jak i głębszych rozważań. 
Mam nadzieję, że unikniemy nadęcia i patosu. Ta historia jest niesamowicie ludzka, bowiem człowiek robi błędy, co nie zmienia faktu, że może to być bardzo śmieszne. Robienie kariery za wszelką cenę ma wymiar śmieszno-tragiczny. Myślę, że Ostrowski oddał to bardzo realistycznie, bo sam był "insajderem". Wywodził się z rodziny prawniczej, sam skończył prawo i obracał się w środowisku prawników i polityków. Był doskonale zorientowany, jak robi się karierę, znał ówczesne środowisko i tym dramatem wszystko obnażył.
Zagadnienie kariery robionej przez człowieka, który wcześniej był dziennikarzem śledczym, a postanawia z sukcesem dostać się do estabilshmentu, postrzegam za niezmiennie aktualne. 

Oglądając fotografie z prób, wywnioskowałam, że stawia Pan na układy choreograficzne. Czy słusznie?

Nie będzie wielu układów choreograficznych. Na pewno nie idziemy w kierunku teatru ruchu czy tańca, natomiast nie będziemy tylko działać słowem – pojawią się sceny, w których głównym narzędziem ekspresji będzie ruch. Działania bohaterów miejscami są przejaskrawione i wówczas pomocne jest wykorzystanie dosadniejszego gestu czy ruchu aktora. 
„Deník ničemy” Sceny Czeskiej - zdjęcia z próby.

Zapytam jeszcze o rozwiązania scenograficzne Michala Syrovego, w tym kostiumy projektu Marceli Lysáčkovej, i muzykę autorstwa Zbigniewa Siwka.

Te rozwiązania wynikają z adaptacji Rajmonta, która posiada konwencję teatru w teatrze. Zagrywki głównego bohatera są bowiem oglądane przez inne postaci i od razu komentowane. Z kolei główny bohater na samym początku oznajmia widzom, że „teraz będzie grał grę” i zaczyna się wcielać w różne role. Nie wystawiamy przedstawienia historycznego, więc w warstwie scenograficznej i kostiumowej nie pojawi się stylizacja na XIX wiek. Akcja będzie rozgrywać się w swoistym bezczasie i bez konkretnej lokalizacji. Chociaż jeśli chodzi o kostiumy, to będą pewne akcenty typowe dla końca ery radzieckiej. Podobne nawiązania pojawią się w warstwie muzycznej. 

Główną rolę Glumova w inscenizacji Sceny Czeskiej zagra Zdeněk Klusák. Jak pracuje się Panu z tym aktorem?

U Zdenka Klusáka widać, że ma za sobą doświadczenia pracy w teatrze alternatywnym [Divadlo Husa na provázku – przyp. red.]. W związku z tym ma łatwość komentowania tej roli i podejście brechtowskie do swojego rzemiosła, co nas zbliża. Z racji tego, że Zdenek nie pierwszy raz spotyka się z taką pracą nad rolą, nasza praca jest szybsza, jeśli chodzi o docieranie do sedna. Jednak to nie jedyny aktor w zespole Sceny Czeskiej, który posiada takie doświadczenie. Dałem zespołowi pewną wolność w pracy nad rolami, bo i dramat ma taki charakter, że nic tam nie jest dookreślone na sto procent. Z tego względu w naszej inscenizacji będzie trochę teatru ruchu, trochę teatru dramatycznego, trochę realizmu psychologicznego, a trochę wręcz kabaretu. 

Czego można Państwu życzyć na kilka dni przed premierą?

Żeby to było grane jakiś czas, bo ostatnio w teatrach, poza nielicznymi wyjątkami, przedstawienia bardzo szybko schodzą z afisza. W związku z tym życzyłbym sobie, żebyśmy mieli na tyle widzów, by dłuższe granie tego przedstawienia było realne. 
16 / 03 / 2019
Małgorzata Bryl-Sikorska

Czytaj też:

Co o tym sądzisz