Długo nie wiedziałem, o czym jest „Tango” 

27 kwietnia o godz. 17.30 Scena Polska zaprezentuje premierowo „Tango” Sławomira Mrożka w reżyserii słowackiego reżysera, Michala Spišáka. – „Tango” jest dojmująco realne. Największe absurdy przecież pisze samo życie. Wszystko, co wyprawia się w tym dramacie, mogłoby mieć miejsce w rzeczywistości, a może i nawet nasza codzienność bywa jeszcze bardziej absurdalna – zauważa reżyser przedstawienia.

Pański ojciec, Karel Spišák był przez wiele lat związany ze Starym Teatrem w Nitrze. Przedstawienia reżyserował tam także Pański brat Ondrej Spišák – rozpoznawalny również poprzez tworzony alternatywny zespół Teatro Tatro, który często odwiedzał polskie i czeskie miasta. Pan również jest powiązany z teatralnym środowiskiem Nitry? 

Z Nitrą jest przede wszystkim związane nasze życie. Tam żył mój ojciec, mama nadal tam mieszka. W Nitrze urodziliśmy się – ja, brat i siostra. Natomiast nie jestem związany z teatrem w Nitrze tak silnie jak na przykład mój ojciec, który przez wiele lat był tam dyrektorem artystycznym. Na Słowacji mówimy, że nikt nie jest prorokiem we własnym kraju i akurat to powiedzenie można odnieść do mojej pracy w Starym Teatrze. Oczywiście, realizowałem tam gościnne kilka przedstawień, ale na co dzień nie pracuję etatowo w żadnym teatrze. Przygotowuję przedstawienia w różnych miejscach. Teraz trafiłem pierwszy raz w życiu do teatru polskojęzycznego.

Rozumiem, że nie tylko reżyseruje Pan pierwszy raz w Teatrze Cieszyńskim, ale również debiutuje Pan w pracy teatralnej z polskim zespołem. Ciśnie się na usta pytanie, jakie są Pańskie wrażenia na finiszu tej współpracy?

Ta współpraca jest dobra i bardzo ciekawa. Dzięki niej zbliżyłem się do polskiego języka, kultury i sposobu myślenia. Pobyt w Czeskim Cieszynie traktuję jako wizytę studyjną, która umożliwiła mi poznanie polskiej mentalności. Po ponad dwudziestu latach pracy artystycznej to dla mnie bardzo cenne doświadczenie. 
Podczas próby czytanej „Tanga” Sceny Polskiej.

Coś Pana zaskoczyło?

Słowacy i Polacy nie różnią się znacząco, jednak uderzyło mnie, że tak niewiele wiemy o sobie nawzajem. My Słowacy bardzo słabo orientujemy się w meandrach bieżącego i minionego polskiego życia artystycznego. Przed przyjazdem do Teatru Cieszyńskiego starałem się przybliżyć sobie podstawy polskiej sztuki – najważniejsze dzieła literackie, plastyczne, teatralne i filmowe. Jednak dopiero na miejscu wielokierunkowo zajrzałem w rozległą tradycję polskiej kultury. 

Kanonem polskiej literatury XX wieku jest dramat „Tango” Sławomira Mrożka, który właśnie przenosi Pan na deski teatralne z zespołem Sceny Polskiej. Jest to Pana pierwsze zetknięcie z dziełami tego pisarza? 

Niezupełnie, bowiem blisko trzydzieści lat temu, jeszcze na studiach realizowałem jednoaktówkę Sławomira Mrożka „Na pełnym morzu”. Teksty Mrożka przez wiele lat były na Słowacji cenzurowane. Jednak ówczesne władze przymknęły oko na nasz studencki teatr. Później bardzo długo, aż do lat 90. nie widziałem Mrożka w słowackich teatrach. Kiedy otrzymałem propozycję współpracy ze Sceną Polską, przedstawiłem kierownictwu kilka tytułów – nie tylko polskojęzycznych. Ostatecznie wybrali „Tango” i bardzo się z tego cieszę.
Słowacy i Polacy nie różnią się znacząco, jednak uderzyło mnie, że tak niewiele wiemy o sobie nawzajem.

O czym według Pana jest „Tango”?

(Śmiech) To jest bardzo ciężkie pytanie. Muszę szczerze przyznać, że podczas pierwszych prób jeszcze do końca tego nie wiedziałem. Do tematu podszedłem też z duszą na ramieniu, bowiem inscenizacje, które widziałem w latach 90., przeszły bez większego echa i nie do końca były zrozumiałe dla słowackiej publiczności. Dziś sądzę, że to przez dygresje, kryptocytaty z kanonu polskich dzieł i aluzje do romantyzmu, którymi usiany jest ten dramat. Jest to zdecydowanie tekst, który łatwiej odebrać Polakowi niż Słowakowi. Tradycja polskiego romantyzmu jest nieporównywalnie większa od słowackiej, stąd parodia figury romantycznego bohatera może nie być zrozumiała dla słowackiego widza. 

Teraz ma Pan okazję zwrócić się do polskich widzów.

Tak, jednak zdecydowałem się szukać w tej sztuce elementów uniwersalnych, aktualnych współcześnie niezależnie od szerokości geograficznej. 

To znaczy?

Cała fabuła „Tanga” mogłaby mieć miejsce w każdym ze współczesnych domów lub szerzej – środowisk. Przychodzi młody chłopak i z wyrzutem zwraca się do rodziców, że nie ma się przeciw czemu buntować, bo żyje w rzeczywistości, w której wszystko jest dozwolone. Jego pytanie: „Co ja mam robić? Czym ja mam się zająć w takim świecie?” pozostaje bez odpowiedzi. W domu panuje bałagan, rozwiązłość, wyswobodzenie z norm społecznych i kulturowych. Chłopak irytuje się, bo nie może oprzeć się na żadnym systemie – wszystko leży w gruzach. Jest tak sfrustrowany, że wszelkimi sposobami będzie próbował stworzyć jakikolwiek system, który miałby przynieść mu stabilizację. I w tym punkcie dostrzegam most, który wiedzie mnie ku współczesności. Pytam bowiem, przeciw czemu dziś się buntujemy, w jaki sposób to robimy i jakie to może mieć konsekwencje? Co może się stać, kiedy w trakcie tego buntu damy się zaślepić ideologii? Ideologii, która na pierwszy rzut oka może wydawać się właściwa, ale im głębiej w nią wchodzimy, tym bardziej toksyczna staje się rzeczywistość wokół nas. Czasem wystarczy jeden charyzmatyczny człowiek, który pociągnie za sobą tłumy, które nie dostrzegają (a to sugeruje plakat naszego przedstawienia), że za tym ideologiem stoi stoi brutalna siła. 

Jaką ideologię ma Pan na myśli?

Jednoznacznie faszyzm. A „Tango” jest poruszające z tego powodu, że to słowo ani razu tam nie pada. Mrożek zamknął w mieszkaniu konkretną rodzinę, jednak przy głębszej interpretacji rodzina okazuje się metaforą całego społeczeństwa. Fascynuje mnie ta warstwa „Tanga”, która nie jest wypowiedziana wprost, to wszystko, co ma miejsce między słowami, w niedopowiedzeniu czy aluzji. I nie mam tu już na myśli tylko wspomnianych aluzji do literatury, ale swoistą grę psychologiczną między bohaterami i procesy społeczne, które generują narodziny konkretnej myśli – bardzo niebezpiecznej ideologii. Fakt, że ten dramat jest niedosłowny i niejednoznaczny, powoduje, iż nie traci na aktualności także i dzisiaj. Mam nadzieję, że widzowie też dojdą do tego wniosku, gdy obejrzą szokujące zakończenie. 
Pytam bowiem, przeciw czemu dziś się buntujemy, w jaki sposób to robimy i jakie to może mieć konsekwencje? Co może się stać, kiedy w trakcie tego buntu damy się zaślepić ideologii? Ideologii, która na pierwszy rzut oka może wydawać się właściwa, ale im głębiej w nią wchodzimy, tym bardziej toksyczna staje się rzeczywistość wokół nas.

Wspomniał Pan o plakacie teatralnym i na jego podstawie wnioskuję, że będzie Pan chciał nieco uwspółcześnić tę sztukę kostiumem czy teatralnym rekwizytem.

Tak i bierze się to z tego, że nie chciałbym umiejscawiać akcji przedstawienia w latach 60. ubiegłego wieku. W warstwie kostiumu czy scenografii można pozwolić sobie na pewne odstępstwa od zapisów w didaskaliach, bo dla przekazu tej sztuki nie jest to tak ważne. Moim zdaniem sam autor sugeruje, iż nie ma znaczenia, w jakich czasach toczy się akcja. Przedstawiona przez niego historia jest niezwykle uniwersalna, a humor „Tanga” jest stale żywy. Przy pierwszym czytaniu stwierdziłem, że to typowy dla Mrożka absurd i surrealizm, ale przy kolejnych podejściach do tego dramatu zauważyłem, że „Tango” jest dojmująco realne. Największe absurdy przecież pisze samo życie. Wszystko, co wyprawia się w tym dramacie, mogłoby mieć miejsce w rzeczywistości, a może i nawet nasza codzienność bywa jeszcze bardziej absurdalna. I to jest dla mnie najcenniejsze spostrzeżenie.
18 / 04 / 2019
Małgorzata Bryl-Sikorska

Czytaj też:

Co o tym sądzisz