Ta premiera pozostawia niedosyt

Scena Czeska sięgnęła po znakomity dramat Tennessee Williamsa „Kotka na gorącym blaszanym dachu” („Kočka na rozpálené plechové střeše”). Premierowe wystawienie tej inscenizacji w reżyserii Petra Kracika miało miejsce 11 maja na deskach Teatru Cieszyńskiego. Najnowszy spektakl śmieszy i wzrusza, ale mógłby poruszyć znacznie mocniej, gdyby wszystkim aktorom udało się stworzyć przekonujące postaci. 

Tennessee Williams, jeden z najważniejszych dramatopisarzy XX wieku, dwukrotnie uhonorowany Nagrodą Pulitzera, pochodził z południa Stanów Zjednoczonych i akcję swoich sztuk umieszczał w rodzinnych stronach. Opublikowana w 1955 roku „Kotka na gorącym blaszanym dachu” również rozgrywa się na żyznych ziemiach Południa, gdzie rozciąga się warta miliony dolarów plantacja bawełny. Biali – właściciele majątku pławią się w luksusach, a czarni – służący usługują swoim panom. Jednak Williams nie skupia się na kwestiach rasowych (te pobrzmiewają gdzieś z boku), a odmalowuje portret konkretnej rodziny. Autor zamyka postaci w domu, a później dosłownie w jednym pokoju, tworzy zdarzenie kryzysowe (zbliżający się zgon śmiertelnie chorego ojca – głowy rodziny dysponującej olbrzymim spadkiem) i obserwuje to niczym w laboratorium. Konflikty między krewnymi narastają, a upływający czas i wypijany alkohol rozwiązują języki, prowokując do coraz większej szczerości czy może nawet okrucieństwa. Co ciekawe, z przeżyciami postaci współgra pogoda – najpierw jest bardzo duszno, później wybucha burza z piorunami, a następnie na plantację spada przynosząca ukojenie ulewa. Bohaterowie zaś tego wytchnienia nie zaznają… 
„Kotka na gorącym blaszanym dachu” ma dwie wersje – pesymistyczną i poniekąd optymistyczną. Tą pierwszą wersję, w której główny bohater nie zmienia się, Tennessee Williams ujął w pierwowzorze. Natomiast druga wersja, dająca trochę nadziei widzom, powstała na potrzeby premiery na Broadwayu w 1955 roku. Reżyser, Elia Kazan poprosił autora o zmienienie trzeciego aktu tak, by na koniec dało się doprowadzić fabułę do jakiego takiego happy endu. Właśnie po ten drugi wariant „Kotki…” sięgnął Petr Kracik, reżyser adaptacji na Scenie Czeskiej Teatru Cieszyńskiego. Jednocześnie nie jest to pierwszy raz, gdy Kracik wystawia ten dramat Williamsa, bowiem w wywiadzie przed premierą przyznał: – Reżyserowałem tę sztukę w latach 90. w Teatrze pod Palmovkou. Jednak w Teatrze Cieszyńskim pracuję w innej przestrzeni i z innymi aktorami, a zatem to nie będzie takie samo przedstawienie
„Kočka na rozpálené plechové střeše” Sceny Czeskiej.
Reżyser postanowił nadać inscenizacji charakter tragikomiczny. Jak podkreślił w wywiadzie: – Zachowując wspomniany tragikomiczny wydźwięk przedstawienia, pozwalam aktorom Sceny Czeskiej na rozwinięcie kreacji inaczej niż statycznie. Te rodzinne kłótnie bohaterów, owszem, są straszne, ale jednocześnie strasznie… śmieszne
I rzeczywiście „Kotka…” Sceny Czeskiej posiada sceny o charakterze komediowym, ale wprowadzają je tylko niektóre postaci, na przykład matka (Lenka Waclawiecová) w relacjach z księdzem (Miroslav Liška) czy sporadycznie w dialogach z umierającym mężem (Vítězslav Kryške), który zmuszany jest do hucznej celebracji swoich urodzin. Z pewnością rysy komediowe posiadają też Gooper (Petr Sutorý), jeden z synów pana domu i jego ciężarna żona Mae (Jolana Ferencová). Wspomniani bohaterowie są do tego stopnia zafiksowani na zdobyciu spadku, że ich zachowanie staje się coraz bardziej groteskowe. To pozwoliło reżyserowi i aktorom na narysowanie tych postaci grubą, satyryczną kreską. 
Jednak relacje w kolejnym małżeństwie, czyli między drugim synem, Brickem (Ondřej Frydrych) i Maggi (Petra Sklářová) mają charakter poważniejszy. Szarpanina tej dwójki w nieudanym, wyniszczającym związku ma wręcz wymiar tragiczny. Aktorzy musieli tu zagrać realistycznie, a to, jak sądzę, jest trudniejsze niż komediowa gra z dystansem do postaci. O ile Ondřej Frydrych okazał się w miarę przekonujący w tej roli, o tyle największym rozczarowaniem aktorskim tego spektaklu jest według mnie Petra Sklářová. Patos w grze i wykrzyczenie niemal wszystkich kwestii przez Sklářovą uniemożliwiły mi wczucie się w przeżycia bohaterki, która przecież przechodzi niemało. Myślę, że człowiek znajdujący się w sytuacji Maggi daleki jest od wygłaszania tyrad patetycznym tonem. Nawet jeśli tokuje godzinami w nerwach (co bohaterka czyni), to jednak w inny sposób. Moim zdaniem byłoby lepiej, gdyby krzyk był tylko jednym z środków ekspresji, zaś kwestie były podawane z dbałością o różnorodność intonacji – emocje Maggi raz narastają, to znów słabną. 
„Kočka na rozpálené plechové střeše” Sceny Czeskiej.
Pozytywnym zaskoczeniem w „Kotce…” Sceny Czeskiej jest natomiast scenografia autorstwa Samihy Maleh j.h. Doceniam dbałość o każdy detal, ogólny smak w grze kolorami i odpowiednie ustawienie oświetlenia. Brawa dla twórców za piękną scenę z prawdziwym deszczem, którego strugi zalewają suto i wystawnie zastawiony stół. Obawiam się jednak, że ten deszcz na drugim planie może konkurować z ważną sceną z przodu wyjątkowo graną przez aktorów zniżonym głosem, co może wytrącać widzów ze skupienia. Szumiąca woda zagłusza dialog, więc tu, jak sądzę, odtwórcy przede wszystkim powinni zatroszczyć się o to, by zrozumiale podawać tekst.
Zdradziłam już, że „Kotka…” Sceny Czeskiej skończy się w miarę optymistycznie. Niech będzie to zachętą dla tych odbiorców, którzy nie przepadają za przygnębiającymi spektaklami. Na koniec podkreślę, że zgadzam się z reżyserem, iż w tej sztuce podobnie jak w życiu komizm miesza się z tragizmem, a wyjście z patowej sytuacji czy możliwość naprawienia małżeństwa pojawia się w najmniej oczekiwanym momencie. Tylko czy umiemy tę możliwość wykorzystać? Najnowszy spektakl Sceny Czeskiej śmieszy i wzrusza, ale mógłby poruszyć znacznie mocniej, gdyby wszystkim aktorom udało się stworzyć przekonujące postaci. 
„Kočka na rozpálené plechové střeše”, Tennessee Williams, reż. Petr Kracik, premiera: 11 maja 2019, Scena Czeska Teatru Cieszyńskiego. 
13 / 05 / 2019
Małgorzata Bryl-Sikorska
Sprawdź w dziale "Z afisza", kiedy będzie grane to przedstawienie.

Czytaj też:

Co o tym sądzisz