Przypowieść o moralnym upadku 

Za zespołem Sceny Czeskiej już druga premiera w tym sezonie. Tym razem publiczność Teatru Cieszyńskiego obejrzała adaptację powieści Klausa Manna „Mefisto” w reżyserii Petra Kracika. Tłem fabularnym spektaklu jest rzeczywistość Niemiec w przededniu narodzin hitleryzmu. 

Powieść „Mefisto” Klausa Manna opisuje historię utalentowanego aktora Hendrika Höfgena z lat 1926 - 1936, który za cenę podpisania paktu z diabłem wspina się po szczeblach kariery zawodowej. Höfgen staje się tytułowym Mefistem, znanym z najważniejszej roli w jego życiu, czyli Mefistofelesa w „Fauście”. Bohater zostaje ulubieńcem premiera Trzeciej Rzeszy Hermanna Göringa i z jego pomocą przeobraża się z prowincjonalnego aktora w rozpoznawalnego artystę.
Co ciekawe, inspiracją dla głównego bohatera powieści „Mefisto” był dla autora prawdziwy aktor, czyli Gustaf Gründgens, któremu zarzucał służenie reżimowi hitlerowskiemu. Warto tu też nawiązać do historii tego artysty już w czasach powojennych. Gründgens po zdobyciu Berlina przez Armię Czerwoną w 1945 roku trafił do radzieckiego obozu jenieckiego na dziewięć miesięcy. Ówczesne środowisko artystyczne w Niemczech angażowało się bowiem w jego uwolnienie. Gründgens po II wojnie światowej znowu robił karierę teatralną, był aktorem i dyrektorem najważniejszych niemieckich scen. Z kolei próba wydania powieści Manna w Niemczech zaraz po wojnie nie powiodła się – żaden z wydawców nie chciał współpracować. Powieść ukazała się w Niemczech najpierw w NRD dopiero w 1956 roku, znacznie później kilkakrotnie w RFN. Powieść „Mefisto” i jej tematyka stała się rozpoznawalna na całym świecie dopiero dzięki oscarowemu filmowi Istvána Szabó z 1981 roku, czego nie dożył już ani Mann, ani Gründgens.
"Mefisto" Sceny Czeskiej.
Kiedy zapytałam reżysera spektaklu, o to, w czym upatruje aktualności „Mefista” w XXI wieku, odparł, że widzi paralele między historią Gründgensa (czyli teatralnego Höfgena) a współczesną rzeczywistością Republiki Czeskiej, gdzie takich „Höfgenów” jest wielu. Jak wyraził się Kracik: „Jeszcze za czasów Gründgensa, studiowałem, zaczynałem robić teatr i widziałem, ilu moich ówczesnych kolegów ze szkoły sympatyzuje lub współpracuje z władzą komunistyczną. Dziś ci sami ludzie obsadzają stanowiska dyrektorskie szeregu teatrów. Do dzisiaj bowiem w Republice Czeskiej nie wskazano, kto i jak współpracował w władzą komunistyczną, stąd stwarza to patologiczne sytuacje, że ci ludzie wciąż pojawiają się na różnych wpływowych stanowiskach. To mnie nieprawdopodobnie denerwuje”. Nie jestem jednak pewna, czy akurat ten aspekt wybrzmiał w najnowszej inscenizacji Sceny Czeskiej… 
Powieść Klausa Manna na pewno nie traci aktualności w kontekście tego, że ludzie dla sławy, sukcesu zawodowego i pieniędzy nadal są w stanie zrobić wszystko, a dziś może to zjawisko jest jeszcze powszechniejsze niż w ubiegłym wieku. I to zagadnienie z całą pewnością wybrzmiewa w inscenizacji Sceny Czeskiej. Nie widzę natomiast na tyle jasnych nawiązań, by dało się ten spektakl odczytać jako aluzję do komunistów, którzy nadal trzymają się władzy we współczesnej czeskiej rzeczywistości. „Mefisto” Sceny Czeskiej to piękna pod względem plastycznym baśniowa przypowieść o upadku moralnym człowieka. Przedstawienie też pyta, czy artysta może angażować się w politykę, na ile powinien sympatyzować z jakąkolwiek władzą i dokąd to go może doprowadzić. 
Powieść Klausa Manna na pewno nie traci aktualności w kontekście tego, że ludzie dla sławy, sukcesu zawodowego i pieniędzy nadal są w stanie zrobić wszystko, a dziś może to zjawisko jest jeszcze powszechniejsze niż w ubiegłym wieku.
Plusem najnowszej inscenizacji prezentowanej na deskach Teatru Cieszyńskiego jest scenografia, oświetlenie i kostiumy autorstwa Samihy Maleh. Przy minimum środków udało się stworzyć przekonujący świat teatru w teatrze, w którym rządzą wygórowane ambicje aktorskie, żądza sławy i kłamstwa. Petr Kracik po raz kolejny dowiódł w Teatrze Cieszyńskim, że jest sprawnym inscenizatorem – tworzy spektakle będące spójnymi całościami, trzymające w napięciu, dopracowane pod względem estetycznym. „Mefisto” nie urzeka niczym konkretnym, na pewno brak tu oryginalnych czy pomysłowych rozwiązań, ale przedstawienie broni się jako całość i nie odczuwa się w nim dłużyzn. Na pewno ważnym elementem „Mefista”, który budował napięcie i „zszywał” poszczególne sceny-obrazy była muzyka, oczywiście wagnerowska, za którą odpowiadał Viktor Bartha.
Mam świadomość, że bardzo niepopularne będzie to, co teraz napiszę (biorąc pod uwagę owacje na stojąco po premierze), ale moim zdaniem minusem „Mefista” jest aktorstwo. Oczywiście, widzę, jak pod wodzą Petra Kracika zespół Sceny Czeskiej rozwija się pod względem rzemiosła aktorskiego. Doceniam także to, co już zostało zrobione i naprawdę wierzę w to, że zespół Sceny Czeskiej daje z siebie wszystko na obecny czas, jednak sądzę, że do ról w „Mefiście” Scena Czeska jeszcze nie dorosła. 
Być może jest tak, że nigdy do końca nie zrozumiem czeskiego aktorstwa i zawsze będę je na jego niekorzyść porównywać z aktorstwem polskim, ale to, co zobaczyłam w „Mefiście” po prostu mnie nie przekonało.
"Mefisto" Sceny Czeskiej.
Jeśli spektakl opowiada o realiach, jakie możemy znać wyłącznie z kart historii i mamy do czynienia ze spektaklem kostiumowym, to moim zdaniem linią porozumienia i kontaktu ze współczesnym widzem (swoistym elementem aktualizującym adaptację) powinna być emocja. Mam na myśli emocję, którą wywołuje w odbiorcy aktor poprzez umiejętną grę. Chodzi o to, żebyśmy utożsamiali się z bohaterami, żebyśmy razem z nimi współodczuwali namiętności. Tymczasem „Mefista” oglądałam z dystansu i poza nielicznymi bohaterami wszyscy wypadli na scenie nienaturalnie. 
Do tych bardziej przekonujących ról zaliczyłabym małżeństwo dyrektorskie Miloslava Čížka i Adéli Krulikovskiej, a także sympatyzujących z władzą hitlerowską pracowników teatru w wykonaniu Josefa Bičiště i Lenki Waclawiecovej – jednak w tych przypadkach mowa o rolach drugoplanowych. Z kolei tytułowy Mefisto, czyli Hendrik Höfgen w wykonaniu Petra Sutergo to tak ekspresyjnie zagrana postać, że ostatecznie wypada nienaturalnie i mechanicznie. Aktor stworzył jednowymiarowego Mefista – okrutnego szaleńca, gdy tymczasem w powieści postać nie jest tak płasko sportretowana. W intymnych scenach, które tłumaczyłyby, dlaczego bohater decyduje się zaprzedać swą duszę diabłu, aktor nie powściąga tembru głosu i emocji, ciągle krzycząc lub balansując na granicy szału czy nadnaturalnego wręcz pobudzenia. Jest jedna jedyna scena, w której skulony w łóżku i wreszcie milczący Höfgen wydaje się być przerażony swym czynem i to dokładnie pod sam koniec przedstawienia. Jednak bohater nie wywołał mojej litości w finale, bo w ciągu całej akcji przedstawienia nie zdołałam utożsamić się ani z nim, ani z większością pozostałych bohaterów, których Höfgen skrzywdził.
Jak już wspomniałam, „Mefista” odebrałam jako piękną pod względem plastycznym baśniową przypowieść o upadku moralnym człowieka umiejscowioną w minionej epoce. Raczej nie znajduję w tym przedstawieniu czytelnych nawiązań do realiów współczesnej czeskiej polityki. Najnowszy spektakl Sceny Czeskiej to sprawnie wyreżyserowane, trzymające w napięciu dzieło, któremu trudno zarzucić brak dbałości o najmniejszy nawet detal. Aktorstwo, które oddałoby wielowymiarowość postaci stworzonych przez… życie, a mistrzowsko opisanych przez Manna, dopełniłoby sukces „Mefista”. Tego jednak niestety mi zabrakło. 
„Mefisto”, Klaus Mann, reż. Petr Kracik, premiera: 21 września 2019, Scena Czeska Teatru Cieszyńskiego.   
23 / 09 / 2019
Małgorzata Bryl-Sikorska
Sprawdź w dziale "Z afisza", kiedy będzie grane to przedstawienie.

Czytaj też:

Co o tym sądzisz