Wierzę, że to ma sens

Panie, Panowie pierwszy dzwonek. Panie, Panowie drugi dzwonek. Panie, Panowie trzeci dzwonek. W ciągu ostatnich trzech lat usłyszałam te frazy wielokrotnie, siedząc na widowni Teatru Cieszyńskiego i oczekując niecierpliwie na kolejne przedstawienie. Dziś robię krok na przód – chciałabym przejść przez rampę i poznać od środka świat tego teatru i jego twórców. Czy mi na to pozwolą?

Pierwszy dzwonek

Zanim trafiłam do Cieszyna, kojarzyłam to miasto z Uniwersytetem Śląskim, Teatrem Cieszyńskie Studio Teatralne i kolegami, z którymi znałam się jeszcze z okresu studiów w Katowicach. Czy wiedziałam, co to jest Zaolzie? Nie. Chyba kojarzyłam, że jest tu polsko-czeskie przejście graniczne, ale to, co się za nim rozciąga, było dla mnie jakąś abstrakcyjną krainą pełną niewiadomych. Czy znałam tradycje i specyfikę Śląska Cieszyńskiego? Nie, i wydawało mi się, że północ i południe Śląska to jedno i to samo. Czy wiedziałam, że w Czeskim Cieszynie działa jedyna na świecie profesjonalna scena polska poza granicami kraju? Ależ skąd. A może chociaż zdawałam sobie sprawę z tego, że na odwrotnej stronie banknotu o nominalne 20 złotych jest rysunek XII-wiecznej rotundy z Cieszyna? Niestety, nie.
Jestem dzieckiem Górnego Śląska, wychowałam się w zielonej dzielnicy Katowic – Panewnikach, zupełnie niepasującej do czarnego górniczego stereotypu. W trakcie studiów rozpoczęłam współpracę z Instytutem im. Jerzego Grotowskiego we Wrocławiu. Potem była niezapomniana współpraca z wrocławską Fundacją Teatr Nie-Taki, bliższe poznanie z polskim środowiskiem teatralnym, dziesiątki artykułów o teatrze, wiele akcji oraz inicjatyw społecznych.

Drugi dzwonek 

Do Cieszyna przyjechałam na początku 2014 roku, a wkrótce dostałam pracę w lokalnej gazecie. Czy popełniałam błędy? Oczywiście, wiele i tak prawdopodobnie jest nadal. Poznaję od podstaw pracę lokalnego samorządu i kulturę Śląska Cieszyńskiego. Po trzech latach mogę jedynie stwierdzić, jak wiele jeszcze na ten temat nie wiem. 
Na szczęście, w każdej pracy, jaką dotąd tu wykonywałam, trafiałam na fajnych ludzi, którzy mieli cierpliwość korygować moje błędy i odpowiadać na dziesiątki pytań. Co daję od siebie? Najczęściej słyszę od współpracowników, że nie jestem stąd (nie jestem tu stela, jak mówią miejscowi) i dzięki temu mam dystans do tego regionu, widzę inaczej, może też czasem zauważam więcej. Jednak dla niektórych mieszkańców ten mój „niestelanizm” jest powodem braku zaufania. Wiem już, że na zaufanie trzeba tu sobie ciężko zapracować. 

Trzeci dzwonek

Nie mogę usiedzieć w miejscu. Z czasem oprócz pracy dziennikarskiej postanowiłam zrobić coś dla tego regionu, wykorzystując inspiracje zdobyte we Wrocławiu czy Katowicach. W dobie kultu sukcesu dziś mało kto przyznaje się do porażek, ale ja to zrobię. Na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy kilkakrotnie wychodziłam do lokalnego środowiska z różnymi inicjatywami. Włożyłam w nie wiele pracy, ale niestety nie wszystko udało się zrealizować. Nadal jednak pozostaję optymistką.
Zasiadając przez ostatnie trzy lata na wszystkich premierach Sceny Polskiej Teatru Cieszyńskiego, poznałam jej specyfikę. Przeżyłam już w tym teatrze etap bezkrytycznej fascynacji, krytycznego zanegowania, wycofania, powrotu, aż wreszcie zrozumienia. Czy zdarza się, że propozycje repertuarowe tego teatru podobają mi się? Tak. Czy bywa, że przedstawienia tego teatru mnie zawodzą? Tak. Niezmiennie jednak podziwiam ludzi tego teatru za ich szczerą pasję, zaś widzów za ich wierność. Chciałabym pisać o Teatrze Cieszyńskim z prostego powodu: bo wierzę, że ma to sens i wierzę, że uda się.
Małgorzata Bryl

02 / 01 / 2017
Małgorzata Bryl-Sikorska

Czytaj też:

Co o tym sądzisz