Muzyczne show zamiast opery

Za nami premiera „Prodané nevěsty” („Sprzedanej narzeczonej”) Bedřicha Smetany według libretta Karela Sabiny – jednego z najpopularniejszych dzieł operowych w Republice Czeskiej. I choć „Sprzedana narzeczona” głównie kojarzy się z salami operowymi, recytatywami i orkiestrą symfoniczną, to reżyser tego spektaklu, Petr Kracik postanowił iść zupełnie inną drogą inscenizatorską. Czy to się udało?

Jeszcze przed premierą twórca spektaklu, będącego wspólnym projektem Sceny Czeskiej i Sceny Lalek „Bajka”, zapowiadał, że sięgnie do genezy powstałej w 1866 roku „Sprzedanej narzeczonej”. Utwór w pierwszych, dziewiętnastowiecznych wystawieniach wcale nie był stricte operą, a tak zwaną śpiewogrą, w której śpiew i taniec uzupełniały się ze scenami, w których dominowało słowo mówione. Jednak późniejsze realizacje „Sprzedanej narzeczonej” przez ponad sto lat przyzwyczaiły publiczność do charakteru operowego dzieła. 
Wystawienie „Sprzedanej narzeczonej” bez arii, duetów i tercetów, a także orkiestry symfonicznej, którą zastąpiły dźwięki jazz bandu, mogło więc okazać się ryzykowne. Sądząc jednak po długich oklaskach i słowach zachwytu we foyer tuż po premierze, pomysł Kracika przypadł publiczności do gustu. 
„Sprzedana narzeczona” Sceny Czeskiej i Sceny Lalek „Bajka” pędzi do przodu niczym szalona lokomotywa. Nie ma miejsca na przystanki i spokojniejsze sceny. Ma to swoje uzasadnienie, ponieważ według fabuły „Sprzedanej narzeczonej” w wiosce właśnie trwa dzień świąteczny, mieszkańcy wsi w odświętnych strojach szykują się do wspólnej zabawy, a do tego nad wszystkim wisi perspektywa hucznego wesela, bowiem rodzice głównej bohaterki – Marzenki zamierzają wydać ją za mąż, w czym pośredniczy cwany swat Kecal. Wszystko zaczyna się z przytupem i kończy równie dynamicznie. Zanim widzom ścierpną nogi, nadchodzi finał, bowiem spektakl trwa zaledwie godzinę bez przerwy, co jest również pewną nowością na scenie dla dorosłych w Teatrze Cieszyńskim. 
Za dynamikę spektaklu odpowiada muzyka o charakterze ludowym (Jiří Vyšohlíd i Zbigniew Siwek), a także ruch sceniczny inspirowany głównie skocznymi polkami czy oberkami (Jaroslav Moravčík i asystentka Gabriela Klusáková). Jednak rozbudowanych czy skomplikowanych układów tanecznych nie ma, bowiem najzwyczajniej w świecie zabrakło na nie miejsca. Scena pudełkowa czeskocieszyńskiego teatru do dużych nie należy, a po umieszczeniu na niej scenografii (Jaroslav Milfajt), zespołu muzycznego, kilkudziesięcioosobowego chóru i aktorów (w sumie blisko sześćdziesiąt osób) zostało już niewiele miejsca na złożoną choreografię.
Niestety, te układy taneczne, które udało się ostatecznie stworzyć, nie wypadły za dobrze z powodu wspomnianej ciasnoty. Aktorzy poruszali się skrępowani, by wzajemnie się nie potrącać, co i tak kilkakrotnie się zdarzyło. Zamieszanie i chaos ruchowy, pasujące np. w scenie korowodu za wędrownymi aktorami, już mniej mi odpowiadało w innych scenach, gdzie wolałam mieć lepszą widoczność układów, a to było niemożliwe, bo aktorzy tańczyli niemal jeden na drugim. Zaczęłam się wówczas zastanawiać, czy scena Teatru Cieszyńskiego jest rzeczywiście na tyle duża, by pomieścić tego typu inscenizacje. Scena ta została zbudowana dla teatru dramatycznego i nie wiem, czy to w przyszłości nie będzie przeszkodą i nie będzie krępowało pomysłów artystycznych zdążających w kierunku szeroko pojętego teatru muzycznego, tworzonego z nieporównywanie większym rozmachem. 
„Prodaná nevěsta” Sceny Czeskiej i Sceny Lalek „Bajka”.  
Słusznym pomysłem reżysera Petra Kracika było oddanie głównej roli w tym spektaklu zespołowi chórzystów, którzy próbowali pod okiem Miroslava Liški. Cały czas obecny na scenie chór w „Sprzedanej narzeczonej” nie tylko przejął warstwę wokalną tej opery, ale jego funkcją było także posuwanie akcji do przodu i komentowanie zdarzeń scenicznych i postaw głównych bohaterów. Ta ostatnia komentatorska funkcja chóru (niczym w teatrze starogreckim) jest moim zdaniem bardzo ciekawa. Chór czasem komentuje akcję zabawnie, ale innym razem poprzez swoje reakcje buduje aurę grozy i przytłoczenia – mam tu na myśli scenę, w której Marzenka mylnie przeświadczona, że jest tytułową sprzedaną narzeczoną, mierzy się z natłokiem silnych emocji. Chór, który dosłownie wisi nad główną bohaterką, powtarzając „Co teraz zrobisz? Co teraz zrobisz?”, współtworzy scenę daleką od sielankowości, mimo że charakter muzyki dalej wskazywałby, że nic się nie stało, że to „tylko histeria” kobiety, z której możemy się pośmiać. Kracik, który jeszcze przed premierą podkreślał, że libretto Sabiny w swym wydźwięku wcale nie jest takie sielankowe, jak stworzona do niego muzyka Smetany, pokazał między innymi tą sceną, że ten dysonans można w interesujący sposób przedstawić na scenie. Za inscenizatorski pomysł oddania głównej roli chórowi, za blisko półroczną pracę, którą włożono w dopracowanie warstwy wokalnej i ostatecznie tak dobry efekt artystyczny należą się twórcom duże brawa.
„Sprzedana narzeczona” Sceny Czeskiej i Sceny Lalek „Bajka” pędzi do przodu niczym szalona lokomotywa. Nie ma miejsca na przystanki i spokojniejsze sceny.
Kiedy usłyszałam, że najnowsza inscenizacja Petra Kracika będzie inspirowała się legendarnym wystawieniem „Sprzedanej narzeczonej” w Teatrze Drak z Hradec Kralove, na przykład w kwestii zaproszenia do współpracy lalkarzy, od razu nastawiłam się na interesujące rozwiązania sztuki lalkarskiej na scenie dla dorosłych. Moje zainteresowanie wzrosło tym bardziej, że zespół Sceny Lalek „Bajka” widziałam dotąd w pracy wyłącznie dla widowni dziecięcej. 
Gdy dochodzi do ostatniego, trzeciego aktu opery, w którym ma miejsce dramatyczne rozwiązanie kwestii narzeczeństwa Marzenki, a jednocześnie (jakby dla kontrastu) do wioski nagle przyjeżdża trupa wędrownych komediantów, scena zaczyna należeć głównie do artystów „Bajki”. Aktorzy wcielili się w popularnych niegdyś kuglarzy, którzy wozem jeździli od wsi do wsi, prezentując różne „dziwy” – przebierańców, cudaków czy ludzi o nadprzyrodzonych zdolnościach. Jednak oprócz ogólnej malowniczości scen stworzonych przez aktorów „Bajki” zabrakło mi w nich ciekawych i oryginalnych rozwiązań sztuki lalkarskiej. Chodzenie na szczudłach, kręcenie parasolką, krótkie animacje dwoma lalkami i granie gagów w tak zwanym żywym planie nie stworzyły okazji do rozwinięcia skrzydeł lalkarskich. Czasem było mi wręcz przykro, patrząc na dobrych aktorów, że dostali tak niewymagające zadania sceniczne. Chciałabym tu z całą mocą podkreślić, że zadania, które dostali aktorzy „Bajki”, zagrali dobrze. Natomiast moim zdaniem reżyserowi zabrakło pomysłów inscenizatorskich, jeśli chodzi o wykorzystanie świata teatru lalek – a ten jest przecież ogromny i może olśnić oryginalnym rozwiązaniem.
„Prodaná nevěsta” Sceny Czeskiej i Sceny Lalek „Bajka”.  
„Sprzedana narzeczona” w Teatrze Cieszyńskim jest teatralną hybrydą – jak już zostało napisane, łączy taniec z muzyką, zawiera sceny lalkowe, ale znalazło się też w niej miejsce na sceny teatru dramatycznego. Tu pole do popisu mieli aktorzy Sceny Czeskiej oraz Ewa Kus – aktorka na co dzień związana ze Sceną Lalek „Bajka”, która zagrała pierwszoplanową rolę Marzenki. Kus zagrała poprawnie, a w niektóry scenach zapadała w pamięć, na przykład w duecie z równie dobrym Tomaszem Hábą (w roli przedmiotowo traktowanego fajtłapowatego amanta, podobnie tragicznej figury co Marzenka) czy we wspomnianej już scenie przytłoczenia, gdy chór próbuje wywrzeć na niej presję. Na uwagę z całą pewnością zasługuje też rola Zdenka Klusáka jako cwanego swata Kecala – brawa dla aktora również za wykonania wokalne. 
Sceny teatru dramatycznego zostały zagrane poprawnie i przekonująco, nie można jednak w ich przypadku mówić o głębszym psychologicznym aktorstwie, bo to wykluczała konwencja tego spektaklu – przeważały w nim sceny muzyczne z układami choreograficznymi. Ostatecznie też bardzo dobre kostiumy Marty Rozskopfovej i charakteryzacja aktorów (pobielone, mocno uszminkowane twarze przypominające maski) stworzyły aurę odrealnienia świata przedstawionego i bohaterów. Zdarzenia sceniczne oglądało się więc z dystansu, jak baśń o miłości, o wierności w związku, ale też o pozostaniu wiernym samemu sobie i swoim przekonaniom. 
Najnowszy spektakl na deskach Teatru Cieszyńskiego cieszy oko i ucho. Widać, jak duża praca została włożona w przygotowanie układów choreograficznych, ale przede wszystkim opracowanie wokalne i dobre przygotowanie chóru. Spektakl ogląda się z zapartym tchem – reżyser Petr Kracik, który w poprzednich realizacjach w Czeskim Cieszynie dowiódł już sprawności w budowaniu dynamiki spektaklu bez zbędnych dłużyzn, w przypadku „Sprzedanej narzeczonej” tak rozkręcił akcję, że sceny mienią się jak w kalejdoskopie. Najnowsza premiera Sceny Czeskiej i Sceny Lalek „Bajka” jest więc przyjemnym w odbiorze muzycznym show, które ma szansę długo nie schodzić z afisza. 
„Prodaná nevěsta”, Bedřich Smetana, Karel Sabina, reż. Petr Kracik, premiera: 23 listopada 2019, Scena Czeska i Scena Lalek „Bajka”.  
26 / 11 / 2019
Małgorzata Bryl-Sikorska
Sprawdź w dziale "Z afisza", kiedy będzie grane to przedstawienie.

Czytaj też:

Co o tym sądzisz