Opowiemy tę historię na nowo

Czy jest ktoś, kto nie zna kultowego kryminału Agathy Christie „Morderstwo w Orient Expressie”? Twórcy najnowszej inscenizacji Sceny Czeskiej Teatru Cieszyńskiego mają świadomość, że nawet jeśli istnieją tacy odbiorcy, to znajdują się w przeważającej mniejszości. – Wyzwaniem dla mnie było stworzenie świeżego spojrzenia na ten utwór, bo widzowie nie przyjdą na historię, ale na jej współczesną interpretację – przyznaje reżyser, Vojtěch Štěpánek. Premiera w Czeskim Cieszynie już 25 stycznia o godzinie 17.30.

Pochodzi Pan z Pragi, gdzie wiele lat pracował Pan jako reżyser teatralny i aktor. Aktualnie jest Pan dyrektorem artystycznym zespołu teatralnego w Narodowym Teatrze Morawsko-Śląskim w Ostrawie. Gościnnie reżyseruje Pan spektakl na Scenie Czeskiej Teatru Cieszyńskiego, co jest Pańskim debiutem, jeśli chodzi o ten teatr. Jakie są Pańskie wrażenia pod koniec prób spektaklu „Vražda v Orient expresu”?

Rzeczywiście, urodziłem się i wiele lat pracowałem w stolicy Republiki Czeskiej, ale po czasie stwierdziłem, że jeśli kocham teatr i dalej chcę w nim pracować, to nie mogę tego robić w Pradze.
W Pradze niestety nie realizuje się teatru dla wszystkich grup społecznych, czyli dla szerokiego spektrum widzów. Teatry atomizują się na małe grupy odbiorców, co zupełnie mi nie odpowiada, bowiem jako reżyser potrzebuję więcej spokoju i wolności w pracy artystycznej. W Ostrawie dopisuje zróżnicowana publiczność, a jako twórca mam korzystniejsze warunki pracy. Z kolei w Czeskim Cieszynie, jak sądzę, publiczność jest jeszcze bardziej różnorodna, bo tutejszy teatr jest ciągle w drodze, podróżuje ze spektaklami między miejscowościami, co postrzegam jako bardzo interesujące i cenne. Reżyserowanie spektaklu w Teatrze Cieszyńskim dało mi radość, bo było spokojnie, komfortowo, bez narzuconej mi presji – mogę więc powiedzieć, że praca tutaj miała dla mnie wymiar niemalże terapeutyczny.

Amerykański dramatopisarz, Ken Ludwig kilka lat temu napisał adaptację teatralną kryminału „Vražda v Orient expresu” Agathy Christie, zaś jej realizacja w wykonaniu Sceny Czeskiej Teatru Cieszyńskiego jest jedną z pierwszych w Republice Czeskiej. Jak zareagował Pan na propozycję dyrektora Petra Kracika, by właśnie Pan odpowiadał za reżyserię tego spektaklu?

Myślę, że ta realizacja będzie istotna zarówno dla mnie, jak i dla dyrektora Teatru Cieszyńskiego. Oboje odczuwamy też satysfakcję, że dochodzi do tej premiery. Wiem, że Petr Kracik dość długo starał się o pozyskanie praw autorskich do wykorzystania sztuki, bo „Vražda v Orient expresu” to takie jego „wyśnione dziecko” – fascynuje go głębsza tematyka utworu, ale także temat legendarnego pociągu i sama intryga. Z kolei dla mnie ten spektakl to może nie spełnienie snów, ale z pewnością zawodowe wyzwanie. Po pierwsze dlatego, że nie realizowałem jeszcze w teatrze kryminału, a po drugie dlatego, że to jest bardzo specyficzny utwór. Wyjątkowość „Vraždu v Orient expresu” polega na tym, że każdy ją zna, każdy wie, jak to było i każdy już domyśla się, jak to się skończy. Wyzwaniem dla mnie było więc stworzenie świeżego spojrzenia na ten utwór, bo widzowie nie przyjdą na historię, ale na jej współczesną interpretację. Musieliśmy postarać się, by ten kryminał jeszcze kogoś zainteresował.
„Vražda v Orient expresu” Sceny Czeskiej. Zdjęcia z próby czytanej.

Mówi się, że kryminał to mało wymagający gatunek, po który odbiorca sięga dla rozrywki. Czy tak samo łatwe i przyjemne jest przygotowywanie kryminału w teatrze?

Na pewno tak nie jest. To bardzo ciężka praca, która wymaga specyficznej gry aktorskiej. Bohaterowie kryminału intrygują, lawirują między prawdą a fałszem i nigdy nie należy traktować dosłownie tego, co mówią. W związku z tym najważniejsze jest to, co dzieje się między słowami. Stwarza to dla aktora ogromną przestrzeń do wykorzystania – dla jego przemyśleń, tropów czy odnajdywania logicznych zagadek. Równolegle aktor musi także sprowokować widzów, by zaczęli kombinować razem z nim, zastanawiać się nad motywami postaci i tak dalej. Dlatego nie zgodzę się, że kryminał jest lekki w odbiorze dla widza, a w szczególności dla twórcy.

„Vražda v Orient expresu” była już kilkakrotnie ekranizowana. Czy w toku pracy nad spektaklem inspirował się Pan filmami?

Widziałem te ekranizacje, ale praca nad spektaklem ma zupełnie inny charakter. Film jest dosłowny, w detalach odzwierciedla realia epoki, pojawia się tam prawdziwy pociąg, a nawet prawdziwa kawa i ciastko. Z kolei teatr jest o wiele bardziej abstrakcyjny, co powoduje, że buduje się w nim różne metafory czy znaki, które jedynie sygnalizują i nakreślają wspomniane realia. Musieliśmy znaleźć sposób, by z jednej strony spełnić oczekiwania widzów, którzy przyjdą z określonymi wyobrażeniami zbudowanymi po odbiorze książki i filmów, ale z drugiej strony sprawić, by przeżywali tę historię tak, jakby widzieli ją po raz pierwszy. Mam świadomość, że sama Agatha Christie jest legendą, zaś główny bohater jej kryminału Hercule Poirot jest ikoną choćby taką, jak Miki Maus. Jednak razem z Zdeňkem Hrabalem, który zagra kultowego detektywa, musieliśmy znaleźć miejsce dla własnych interpretacji, przemyśleń czy skojarzeń i mam nadzieję, że to się nam udało.
Bohaterowie kryminału intrygują, lawirują między prawdą a fałszem i nigdy nie należy traktować dosłownie tego, co mówią. W związku z tym najważniejsze jest to, co dzieje się między słowami. Stwarza to dla aktora ogromną przestrzeń do wykorzystania – dla jego przemyśleń, tropów czy odnajdywania logicznych zagadek.

Co było dla Pana największym wyzwaniem przy tej inscenizacji?

Pociąg! (śmiech) Z początku rozważałem opcję, że na scenie w ogóle nie pojawi się pociąg, a aktorzy będą jedynie sugerować jego obecność sugestywną grą. Surowość i umowność scenografii miała sprowokować widzów do tego, by sami sobie ją dookreślili, jak w filmie „Dogville” Larsa von Triera. Ostatecznie jednak zaniechałem tego eksperymentu i umieściliśmy pociąg na scenie. Później jednak okazało się, że zbyt duża liczba urozmaiceń technicznych i detali może wytrącić odbiorcę ze skupienia. Obawialiśmy się, iż widz za mocno skupiając się na formie, utraci z pola widzenia treść. Finalnie postawiliśmy konstrukcję, która jest pociągiem, ale w zależności od sceny może być także innym miejscem akcji. Z czasem nauczyliśmy się pracować z tą teatralną umownością. Poza abstrakcyjnym elementem scenografii, jakim jest pociąg, postawiliśmy na realizm. Staraliśmy się utrzymać na scenie styl art déco, a kostiumy i rekwizyty będą przypominać te, które publiczność zna już z ekranizacji kryminału Agathy Christie.

Filmy, komiks, gra komputerowa, a wreszcie też adaptacja teatralna kultowego kryminału Agathy Christie. Jak Pan sądzi z czego wynika rosnąca popularność tego utworu także w XXI wieku?

Myślę, że wiąże się to z charakterem opowieści stworzonej przez tę autorkę. Czy to w komiksie, czy w grze komputerowej, czy filmie lub teatrze ta opowieść daje radę odnieść się do konkretnych realiów, wciąga współczesnego odbiorcę, uruchamia w nim szczere emocje i prawdziwe przemyślenia. Dzieje się tak dlatego, że historia Christie u swych podstaw jest archetypowa, a temat uniwersalny niemalże jak w starogreckiej tragedii. Autorka pyta, czy jeśli społeczeństwo nie poradzi sobie ze zgodnym z prawem ukaraniem ciężkiego przestępstwa, to czy w imię sprawiedliwości ma prawo dokonać samosądu. Akurat w tej historii chodzi o najcięższy czyn, czyli morderstwo małego dziecka i ciekawy jest sposób interpretacji motywów ludzi, którzy poprowadzą rytuał sprawiedliwości. Z naszego punktu widzenia osoby te są winne, ale nie zasłużyły na poniesienie kary. I kiedy spojrzymy na to zagadnienie jeszcze szerzej, poza konkretną historię morderstwa w luksusowym Orient Expressie blisko sto lat temu, to okazuje się, że ten utwór może dotyczyć każdego, niezależnie od epoki. Otwiera to też szansę na przenoszenie tej historii do różnych gatunków artystycznych.
20 / 01 / 2020
Małgorzata Bryl-Sikorska

Czytaj też:

Co o tym sądzisz