Spektakl dobry, lecz nie dla każdego

15 lutego na Scenie Polskiej Teatru Cieszyńskiego w Czeskim Cieszynie odbyła się premiera „Nory” Henrika Ibsena w reżyserii Michała Zdunika. „Nora” Sceny Polskiej to przedstawienie ciekawe, nietuzinkowe, nowoczesne i bardzo przemyślane, jednak nie dla każdego.

Najnowsza inscenizacja Sceny Polskiej stworzyła szansę dla aktorów na stworzenie pogłębionych portretów psychologicznych swoich postaci. Aktorzy grali subtelnie. Joanna Gruszka w roli Nory zaprezentowała przestraszoną i uległą kobietę, która stopniowo ulega przeobrażeniom. Z pozoru beztroska Nora reagująca idealnie wyćwiczonym śmiechem na każde trudne pytanie, w rzeczywistości zmaga się z ciężarem podjętej w tajemnicy kluczowej decyzji i jej konsekwencji. Jej życiu towarzyszy ciągły strach i napięcie, bo sekret musi ukrywać przed rodziną, a w szczególności przed zaborczym i agresywnym mężem. Główną bohaterkę poznajemy w przededniu momentu, w którym jej tajemnica przez przypadek wychodzi na jaw, a Nora w obliczu tej nieobliczalnej sytuacji musi samodzielnie podjąć najważniejsze decyzje dotyczące swojego przyszłego życia. Na scenie było widać konflikt wewnętrzny bohaterki (wybrać niezależność i wolność czy też tkwić w pozornie bezpiecznym, ale toksycznym związku). Początkowy strach i bezradność Nory zamieniły się na końcu przedstawienia w niebywałą siłę, by opuścić ojca swoich dzieci, Torwalda Helmera.
W męża Nory wcielił się Marcin Kaleta. Aktor przedstawił dumnego mężczyznę, traktującego żonę przedmiotowo, porywczego, ale, jak okazało się w chwili pożegnania, bardzo od niej zależnego – nie na płaszczyźnie materialnej, a życiowej. Oglądając przedstawienie, czuło się gniew do agresywnego Helmera, jednak gdy całkowicie zrozpaczony leżał przy odejściu żony i błagał ją, by została, wkradało się do serca troszkę współczucia dla tej postaci. 
Do interesujących ról tego przedstawienia należy również zaliczyć Krogstada granego przez Łukasza Kaczmarka i Krystynę Linde w wykonaniu Joanny Litwin. Wspomniane postacie, mimo że podobnie jak Nora i Helmer zmagały się z poważnymi problemami, na koniec dały widzom nieco nadziei dzięki prezentowanym postawom. Krogstad został zagrany na wysokim poziomie. Opanowanie przeplatające się z desperacją tego bohatera dało się odczuć nawet w ostatnim rzędzie, ale na szczęście zdołał zapełnić swoją pustkę. Z samotności udało się także wyjść pani Linde, która mimo swoich konserwatywnych poglądów potrafiła otworzyć się na uczucie. Moment połączenia się tej pary był niezwykle prawdziwy, oglądając go, czuło się spełnienie tej dwójki. Wspaniale zagrał także Zbyšek Radek, który wcielił się w poczciwego doktora, pragnącego jedynie trochę miłości przed śmiercią, a także Anna Paprzyca, prezentująca nianię, znającą życie kobietę, pełną szacunku, miłości i zrozumienia.
Reżyser zainscenizował dziewiętnastowieczną sztukę Henrika Ibsena w nowoczesnym wydaniu. Przedstawienie zostało przeplecione dodatkowymi wierszami poetek tworzących w XIX, XX wieku i współcześnie, a także utworami muzyki rozrywkowej (muzyka: Hanna Raniszewska). Czy było to potrzebne? Zdecydowanie, dzięki tym elementom przedstawienie nabrało charakteru i to już od pierwszego wypowiedzianego słowa Nory, rozpoczynającej spektakl wierszem Urszuli Kozioł „Nagle powiało na mnie chłodem”. Recytacji towarzyszyła świetnie zastosowana gra światłem. Myślę, że całości tej inscenizacji towarzyszyła dopracowana i przemyślana gra oświetlenia, która dodała przedstawieniu głębi. Minimalistyczną scenografię przygotowała Karolina Fendrejewska, a za projekt kostiumów odpowiada Urszula Wasilewska. Scenograficznym elementem dominującym była odziana w biel scena, na której pojawił się tylko stolik i dwa fotele. Moim zdaniem scenografia była bardzo symboliczna, gdyż przedstawiała wielką i otwartą przestrzeń, dając pozór wolności dla głównej bohaterki, a w rzeczywistości był to zamknięty i toksyczny dom lalki, w którym główna bohaterka nie mogła podejmować żadnych znaczących decyzji, bo o wszystkim decydował za nią mąż. 
 „Nora” Sceny Polskiej to przedstawienie ciekawe, nietuzinkowe, nowoczesne i bardzo przemyślane, jednak nie dla każdego. Jest to wolno opowiedziana historia, w której reżyser bardziej dbał o jakość niż o ciągłe zabawianie widza, co może nie każdemu przypaść do gustu. W mojej opinii jest to świetnie zrobiony spektakl, ze wspaniałą estetyką, pomysłem i wykonaniem. 
Julia Lorek 
 „Nora”, Henrik Ibsen, reż. Michał Zdunik, premiera: 15 lutego 2020, Scena Polska Teatru Cieszyńskiego w Czeskim Cieszynie.  
20 / 02 / 2020
Małgorzata Bryl-Sikorska

Czytaj też:

Co o tym sądzisz