O skrajności aktorstwa

Relacja z próby spektaklu.

1 lutego miałam okazję uczestniczyć w próbie spektaklu „Nora” Sceny Polskiej w reżyserii Michała Zdunika. Zajęcia zaczęły się o godzinie 9.00 rano w Teatrze Cieszyńskim w Czeskim Cieszynie. 
Odtwórczyni tytułowej roli, Joanna Gruszka przybyła na próbę najwcześniej, powtarzając zawiły tekst. Po chwili dołączył do niej Marcin Kaleta, aktor, który wcieli się w Torwalda Helmera – męża Nory. Jako ostatni na próbę dołączył reżyser. Atmosfera wydawała się bardzo przyjacielska, widać było, że pracowników teatru łączą bliższe relacje niż tylko zawodowe i że dobrze im się razem współpracuje. Podczas próby była także obecna suflerka Iwona Bajger, która okazała się być bardzo potrzebna, ponieważ podpowiadała aktorom zapomniany tekst. Odtwórcy nie ukrywali, że brakuje im jeszcze płynności w tekście, mówili o tym otwarcie, bez wstydu. Po krótkim przygotowaniu związanym z przyszykowaniem sobie czegoś do picia ekipa rozpoczęła pierwsze działania teatralne, podczas których reżyser podpowiadał aktorom, jak mogą zagrać dany fragment scenariusza, jak przekazać konkretne kwestie i jakie emocje mogą temu towarzyszyć. To, co bardzo mi się spodobało na tym etapie próby, to nieskrępowane rozmowy twórców na temat przedstawienia. Każdy z aktorów mógł dodać do przedstawienia coś od siebie, mówiąc w jakiej pozycji jest mu niekomfortowo lub z czym czułby się lepiej. Reżyser każdą sugestię brał pod uwagę, był bardzo elastyczny i wyrozumiały.
Nie zmieniało to jednak faktu, że emocje podczas próby sięgały zenitu z powodu trudnego do opanowania tekstu dramatu i jego przekazu. Gdy po przerwie artyści w skupieniu wrócili do intensywnej pracy, ja oraz Hania obserwowałyśmy z podziwem wyczyn i emocje wkładane w to, co robią, próbując zapisać pytania, które chcielibyśmy zadać ekipie na koniec spotkania. Dodam, że podczas dyskusji na temat dramatu, poprawiania scenariusza oraz usuwania z niego pojedynczych słów lub fragmentów, wyłaniały się inne kontrowersyjne tematy, niezwiązane ze sztuką, ale moim zdaniem pozwalające na jeszcze większe wczucie się aktorów w odgrywane sytuacje. Pani Joanna była bardzo skoncentrowana, więc czasem przerywała dyskusję i wracała do próbowania w parę sekund. Z kolei pan Marcin był tak rozemocjonowany, że czasem używał wulgaryzmów, aby rozładować w sobie napięcie i stres. Widoczne było u niego zdenerwowanie wynikające z niepełnego jeszcze opanowania tekstu.
Po próbie miałam bardzo wiele przemyśleń dotyczących zawodu aktora. Nie sądziłam, że granie może być tak trudne, bolesne, wymagające i skrajne. Fascynowało mnie to, że ten zawód jest taki trudny. Uważam, że ta praca jest bardzo obciążająca psychicznie i fizycznie, choć gdy zadałyśmy z Hanią pytanie dotyczące ewentualnych obciążeń, aktorzy nie wydawali się przejęci. Są przyzwyczajeni do tego typu wyzwań. Próba, w której miałam okazję uczestniczyć, bardzo mnie poruszyła, dyskutowałam z innymi o tym, co zaobserwowałam i żyłam tym jeszcze przez parę dni, nie potrafiąc uporządkować wszystkiego w głowie. 
Udział w próbie Sceny Polskiej zaowocował tym, że jestem bardzo ciekawa premiery. Podczas ćwiczeń nie każda scena była odegrana tak samo, więc interesuje mnie, jak ostatecznie wypadnie premierowe wykonanie. Wiadomo przecież, że premierze towarzyszą skrajniejsze i trudniejsze emocje, z którymi aktorzy muszą poradzić sobie na scenie. Sama jako osoba śpiewająca i występująca na co dzień na scenie wiem, jak trudno opanować swój głos, gestykulację i jaką trudność sprawia trema. Na pewno artyści mają ogrom myśli podczas odgrywania swoich ról, dokładnie tak jak ja, gdy stoję na scenie. Moim najnowszym małym marzeniem jest obserwowanie większej liczby takich prób teatralnych. Podczas zajęć nauczyłam się wiele. Jestem wdzięczna, że mogłam tego doświadczyć. Informacje, które stamtąd wyniosłam, będą mi towarzyszyć przez długi czas. 
Julia Kaczmarczyk 
20 / 02 / 2020
Małgorzata Bryl-Sikorska

Czytaj też:

Co o tym sądzisz