Dziennikarsko-aktorski „mecz stulecia”.  może by to powtórzyć?

Gazeta „Głos Ludu” z 1968 roku donosiła: „15 czerwca o godz. 15.00 na stadionie Slavoja w Czeskim Cieszynie klub dziennikarzy polskich rozegra po raz pierwszy w historii sportu, teatru i dziennikarstwa mecz „w kopane” (czyli wielka frajda!) z aktorami Sceny Polskiej”. Przeczytajcie, jaki dystans do siebie i poczucie humoru mieli 50 lat temu nasi regionalni dziennikarze i aktorzy. 

Najważniejsza w tej imprezie była zabawa, relaks, atmosfera i tę postaramy się Państwu odtworzyć, chociaż w części, nie mogąc przy okazji powstrzymać się od powtórzenia za panem Bogdanem Tomaszewskim: Jaka szkoda, że państwo tego nie widzieli! – zaczyna komentator. Już na początku tej rozgrywki (okrzykniętej później w regionie „meczem stulecia”) można było z powodzeniem obstawiać, która z drużyn ma większe szanse na zwycięstwo. „W przeciwieństwie do aktorów, którzy od dłuższego czasu pilnie trenowali, zapracowany jak zawsze do ostatniej chwili słynny team dziennikarzy spotkał się dopiero na godzinę przed meczem, aby przekonsultować podstawowe zasady gry w piłkę nożną” – czytamy w reportażu. Na efekty nie trzeba było długo czekać...
„Mijała druga połowa meczu, trup piłkarski ścielił się gęsto, dziennikarze walczyli jak lwy. Niemniej gwoli histerycznej prawdzie przyznać trzeba, że piłka-niewdzięcznica najbardziej upodobała sobie właśnie ich bramkę. Trzy piłki wpakował do dziennikarskiej siatki wyborowy strzelec Sceny Polskiej pan Karol Suszka, jednym golem błysnął też pan Marek Mokrowiecki z fantastycznego podania kierownika organizacyjnego widowni, Władysława Niedoby”. 
Aktorom pomogła strzelić gola należąca do aktorki Wandy Łysek suczka Szarunia. Dziennikarze nie kryli oburzenia. Sędzia pozostał jednak nieugięty.
„Złośliwi podejrzewają, że w zdobyciu bramki pomogła panu Mokrowieckiemu prawdopodobnie przekupiona suczka Szarunia (rasowy piesek aktorki Wandy Łysek), która wyzwolona ze smyczy wpadła na boisko jak szatan, groźnie ujadając i zwracając na siebie powszechną uwagę (ta Szarunia, nie pani Wanda). I wtedy to właśnie padł czwarty strzał”. Jak donosi dalej korespondent, zdesperowane dziennikarki chciały jeszcze dopomóc swym kolegom, zanosząc piłkę do bramki aktorskiego przeciwnika, ale wtedy właśnie sędzia odgwizdał koniec meczu z wynikiem 4:0 dla zespołu aktorskiego.
Po tak sromotnej klęsce dziennikarzom pozostało jedynie napić się Pilznera. Reporter podaje: „Ponieważ cała impreza okazała się przedsięwzięciem niedochodowym, wdzięczni kibice poskładali swoje z trudem uciułane grosze i ufundowali sobie i graczom ową tak reklamowaną przez „Głos Ludu” nagrodę dla zwycięzców w postaci beczki piwa. Wszyscy, to znaczy zwycięzcy, pokonani i kibice spożyli ją w zgodnej harmonii”. Jak donosi na koniec korespondent, wzajemnym „życzliwościom” obu drużyn nie było końca. Władysław Niedoba wyrażał zachwyt nad „czołgowymi” możliwościami redaktora naczelnego „Zwrotu”, Jana Rusnoka. Z kolei redaktor „Zwrotu” nie mógł wyjść z podziwu, że jeden z najniższych aktorów Sceny Polskiej nie stracił orientacji w zbyt wysokiej trawie... 
Kiedy czyta się takie relacje, aż przychodzi chęć, by ponownie rozegrać mecz nad Olzą. Chcielibyście zobaczyć na murawie nowe drużyny dziennikarzy i aktorów? Kogo widzielibyście w piłkarskich drużynach? 
04 / 04 / 2017
Małgorzata Bryl

Czytaj też:

Co o tym sądzisz