Teatr to bezustanne poszukiwanie

Rozmowa z kierownikiem artystycznym Sceny Czeskiej, Miloslavem Čížkiem.

Sceny Polska i Czeska, choć działają odrębnie jako dwa zespoły aktorskie, są częściami większego organizmu, czyli Teatru Cieszyńskiego. Czy można zatem mówić o zbieżnościach repertuarowych obu tych scen?

U samych podstaw te repertuary kształtowane są dokładnie w ten sam sposób, bo obie sceny mają zbliżoną misję. Teatr Cieszyński chce swojego widza przede wszystkim zainteresować oraz nawiązać z nim kontakt. Te repertuary muszą się po prostu podobać. Programy artystyczne obu scen wpływają na siebie i uzupełniają się, co umożliwia im twórczą pracę. Natomiast co się tyczy gry aktorskiej, pomysłów i gatunków dramaturgicznych wystawianych na tych scenach, to z pewnością są między nimi pewne różnice. Polskie aktorstwo jest bardziej emocjonalne i realistyczne, natomiast w czeskim aktorstwie jest więcej myślenia czy analizy niż uczucia. W czeskim teatrze jest też może więcej metafory, ale mimo tego dąży się ostatecznie, by w ten sposób wywołać w odbiorcy prawdziwe emocje. Nie jestem jednak teoretykiem teatru, więc nie chciałbym dopuścić się pewnych uproszczeń. Mówię jedynie o swoich spostrzeżeniach.
Tutaj nie ma podziałów: ty jesteś Polak, ja jestem Czech. Po prostu wszyscy razem tworzymy ten teatr.

W ubiegłym roku obchodził Pan okrągły jubileusz 70. urodzin, zaś z Teatrem Cieszyńskim jest Pan związany od szesnastu lat. Proszę opowiedzieć, jak Pan trafił do tego teatru.

Studiowałem aktorstwo w Wyższej Szkole Artystycznej im. Janáčka w Brnie (JAMU). Następnie jako świeżo upieczony absolwent w 1967 roku rozpocząłem pracę w Teatrze Słowackim (Slovácké divadlo) w mieście Uherské Hradiště w Republice Czeskiej, gdzie spędziłem dwa lata. Moja dalsza artystyczna droga miała miejsce w Teatrze im. Petra Bezruča w Ostrawie, gdzie pracowałem blisko czterdzieści lat. W 2001 roku otrzymałem propozycję od dyrekcji Teatru Cieszyńskiego, bym został kierownikiem artystycznym Sceny Czeskiej. Jako że całe życie pracowałem zarówno jako reżyser, jak i jako aktor, miałem wiele pomysłów na rozwój tej sceny. Aktualnie mam najdłuższy staż jako kierownik Sceny Czeskiej w jej historii.

Taka stabilizacja ma też miejsce na innych stanowiskach kierowniczych w Teatrze Cieszyńskim.

I to jest dla teatru bardzo dobre, bo teatr to jest praca długodystansowa: od stworzenia zespołu, przez jego wychowanie, po wreszcie systematyczne poszerzanie jego możliwości artystycznych. Zespół artystyczny bowiem rozwijając się, może z czasem sięgać po coraz trudniejsze czy wymagające sztuki. A to można osiągnąć tylko i wyłącznie przy stabilnej, konsekwentnej i trwającej wiele lat pracy.
Piętnaście lat wykładałem w Konserwatorium im. Janáčka w Ostrawie, więc sprowadziłem do Czeskiego Cieszyna swoich uczniów. Dziś stanowią oni większość najmłodszego składu aktorskiego Sceny Czeskiej. Przyszli tu także moi znajomi z Teatru im. Petra Bezruča. Miałem wielkie szczęście, że mogłem tutaj stworzyć ten zespół aktorski.
Przedstawienie „Kubo – muzikál na lidovou notu” (2016) w reżyserii Miloslava Čížka na Scenie Czeskiej.

Czy w ciągu tych szesnastu lat pracy w Czeskim Cieszynie powstało takie przedstawienie, które jest dla Pana najważniejsze? 

Trudno mi wybrać to jedno jedyne. Wszystkie przedstawienia, które tu przygotowujemy, są dla mnie tak samo ważne. Dziękuję przeznaczeniu za to, że ten teatr jest dla mnie nie tylko pracą, ale i pasją. Dlatego we wszystko tu wkładam sto procent siebie. Mam taką teorię, że jedni mają większe, a inni mniejsze uzdolnienia. Nie mamy wpływu na posiadanie talentu, natomiast to, na co mamy wpływ, to wykorzystywanie w pełni tych uzdolnień, które posiadamy. To jest obowiązek każdego artysty, by dał odbiorcy jak najwięcej z siebie. Nie przychodzi to aktorowi bez pracy, bo teatr to bezustanne poszukiwanie. 

Zakulisowe życie teatru to też skarbnica anegdot, śmiesznych wpadek lub niezwykłych historii. Opowie Pan jakąś anegdotę?

W teatrze takie śmieszne zdarzenia mają miejsce właściwie bezustannie (śmiech). Jednak myślę, że nie wszyscy widzowie wiedzą, że parę lat temu współpracowałem z regionalną czeską telewizją, prezentując prognozę pogody. To była nietypowa prognoza pogody, alternatywa dla zwykłych programów informacyjnych. Chcieliśmy przekazać widzom nie tylko informacje „jak jutro będzie”, ale też poprawić im humory. Myślę, że to udało się, bo w ciągu czterdziestoletniej pracy artystycznej nie zdobyłem takiej rozpoznawalności jak właśnie jako pan Rosnička (pan Pogodynka). 

Jakie są najważniejsze wyzwania dla Pana jako kierownika Sceny Czeskiej?

Najważniejsze dla mnie jest to, by to, co robimy jako zespół, było szczere, profesjonalne i aby poruszyło widza. Bezustannym wyzwaniem jest też poszukiwanie rozwiązań, co zrobić, by widz wyszedł z naszego teatru wzbogacony o pewne wartości, ale też by chciał do nas wrócić. Myślę, że sztuka, w tym teatr, pomaga człowiekowi przeżyć swój żywot. Daje mu nadzieję, że warto żyć. 

Czy posiadacie wierną publiczność, która do was wraca?

Podobnie jak Scena Polska mamy wierną publiczność. Żyjemy tu w zgodzie i nie ma między nami rywalizacji. Nie ma podziałów: ty jesteś Polak, ja jestem Czech. Po prostu wszyscy razem tworzymy ten teatr. To jest bardzo ważne, więc chciałbym, by to wybrzmiało. Dzięki dyrektorowi teatru mają miejsce też wspaniałe sytuacje, kiedy czeska widownia zasiada na przedstawieniach Sceny Polskiej i odwrotnie. I to jest właśnie filozofia Teatru Cieszyńskiego.  
10 / 04 / 2017
Małgorzata Bryl-Sikorska

Czytaj też:

Co o tym sądzisz