Ta komediowa bomba nie wybuchła

Pierwszą premierą na Scenie Czeskiej Teatru Cieszyńskiego w 2017 roku jest „Jak důležité je mít Filipa” na podstawie sztuki Oskara Wilde'a znanej w Polsce pod tytułem „Bądźmy poważni na serio”. Choć przedstawienie reżyserowane przez Petra Gábora zdecydowanie posiada potencjał komediowy, nie wszystko poszło tak, jak powinno. 

Jak napisał Hesketh Pearson, zmarły w 1964 roku brytyjski aktor, reżyser teatralny, scenarzysta, a także autor popularnych biografii, w tym książki na temat życia Oskara Wilde'a, „Bądźmy poważni na serio” stanowi „doskonałą fuzję niedojrzałości emocjonalnej Wilde'a z nad wiek dojrzałą stroną intelektualną”. I dalej: „Ta sztuka ośmiesza wszystko, co ludzie robią na serio: urodzenie, chrzest, miłość, małżeństwo, śmierć, pogrzeb, nieprawe pochodzenie i «szacowność», a wszystko czyni z tak lekkim sercem i w sposób tak absurdalny, że tylko pozbawieni humoru duchowni mogliby się obrazić”. 
„Bądźmy poważni na serio”, jak podkreśla Pearson, nie jest podobna ani do farsy, ani do komedii, ani do żadnej krotochwili na świecie. Wilde prezentuje kompletnie niedorzeczną historię, piętrząc nadzwyczajne zbiegi okoliczności, a na koniec (z prawie) śmiertelną powagą każe w nią uwierzyć. Śledząc farsowe perypetie głównych bohaterów, ich groteskowe motywy i absurdalność świata przedstawionego, w którym nader często brak logiki, widać co najmniej jedną rzecz, do której autor podszedł całkiem serio. Oskar Wilde starał się bowiem wykpić przywary XIX-wiecznej brytyjskiej burżuazji i udało mu się to znakomicie. Satyra brytyjskiego autora jest aktualna także w XXI wieku, ponad 120 lat po jej prapremierze. Nonszalancki główny bohater, dandys Jack Worthing jest bowiem protoplastą dzisiejszego hipstera. 
Postać Worthinga przypominająca samego Wilde'a za nic ma kurtuazje XIX-wiecznej mieszczańskiej rzeczywistości. Im poważniejsza mina nadętego społeczeństwa wiktoriańskiego, tym większa zapamiętałość dandysa w rozsadzaniu sytuacji komediowymi, ironicznymi czy wręcz obrazoburczymi działaniami. Nonszalancja i ekstrawagancja w wyglądzie i zachowaniu XIX-wiecznego dandysa stawiała go w kontrze wobec ówczesnej mieszczańskiej rzeczywistości. W podobnej opozycji do mainstreamu i społeczeństwa konsumpcyjnego próbuje ustawić się współczesny hipster – rimbaudowski typ, przesadnie dbający o wygląd i ubranie, odróżniające go od „szarej masy”, chwalący się na Instagramie czy Facebooku niszowymi zainteresowaniami, dookreślający się permanentnym buntem wobec wszystkiego, co akceptuje większość. Podobnie jak w przypadku XIX-wiecznego dandysów, i wśród współczesnych hipsterów są ludzie, którzy nigdy z tego nie wyrastają.
Teatr Cieszyński nie wystawił po raz pierwszy komedii Oskara Wilde'a. Sztuka trafiła bowiem na deski tej sceny 7 czerwca 1949 roku z tytułem „Jak důležité je mít Filipa” (przekład Jiří Zdeněk Novák) i w takim tłumaczeniu Nováka tytuł sztuki w Republice Czeskiej występuje najczęściej. W 2017 roku dzieło wróciło na deski sceniczne Teatru Cieszyńskiego pod tym samym tytułem, ale tym razem w przekładzie Pavela Dominika. Oryginalny tytuł sztuki Oskara Wilde'a brzmi „The importance of being Earnest”, polskiego widza może więc intrygować, dlaczego Czesi zdecydowali się zastąpić tytułowego Ernesta Filipem. Wytłumaczenie jest podyktowane popularnym w Republice Czeskiej powiedzeniem. Zwrot „mieć filipa” użyjemy w Republice Czeskiej do określenia inteligentnego spryciarza. Jak wyjaśnia tłumacz, Filip jest popularnym czeskim imieniem pochodzenia greckiego. Imię zrodziło się z dwóch greckich słów „philos”, co znaczy kochać i „hippos”, czyli koń. W dosłownym tłumaczeniu Filip to kochający konie. Imię to związane jest wzniosłością, szlachetnością, talentem i sprytem. I stąd czeskie powiedzenie „mieć filipa”. Ideałem kobiet w sztuce Wilda jest więc Filip, który ma filipa. Dzięki zamianie imion sztuka dla czesko-języcznej publiczności nie traci zupełnie humoru i tak ważnej w tym dramacie komediowej gry słów. 
Satyra brytyjskiego autora jest aktualna także w XXI wieku, ponad 120 lat po jej prapremierze. Nonszalancki główny bohater, dandys Jack Worthing jest bowiem protoplastą dzisiejszego hipstera.
Reżyserii najnowszego przedstawienia Sceny Czeskiej podjął się urodzony w Nitrze, wielokrotnie nagradzany słowacki reżyser teatralny Peter Gábor. Głównymi bohaterami są bogaci młodzieńcy Jack Worthing (Ondřej Frydrych) i Algernon Moncrieff (Robert Urban). Pod wymyślone przez siebie historie oboje podają się za wymyślonego Filipa – w ten sposób zaczynają wieść podwójne życie i kim innym są w mieście, a kimś zupełnie innym na pobliskiej wsi. Ich życie upływa pośród wystawnych bankietów w oryginalnie urządzonym miejskim apartamencie Worthinga, w którym każdy niemal przedmiot pokrywa wzór czarnych wąsów na białym tle – symbolu brytyjskiego dżentelmena (scenografia: Michal Syrový). Z chęci wymigania się od nieprzyjemnych obowiązków (jak na przykład odwiedzin ciotki), poderwania młodych dziewczyn lub po prostu z nudów bohaterowie wymyślają kolejne niestworzone historie na swój temat, bawiąc się kosztem innych. W ich intrygi uwierzą wszyscy, na czele z obracającą się w wyższych sferach ciotką Lady Bracknell (świetna Lenka Waclewiecová) oraz zdobytymi przez sprytnych dandysów dziewczynami – Gwendoliną (Markéta Glosová-Słowiková) oraz Cecylią (Eliška Adamovská). Choć na niestworzone i absurdalne historie Jacka i Algernona nabiorą się także żyjący na wsi opiekunowie Cecylii, kanonik Chausuble (Zdeněk Hrabal) oraz skrycie podkochująca się w nim panna Prism (Šarka Hrabalová), to w końcu nadzwyczajny zbieg okoliczności i nietypowy detal wyda obu chłopaków. Mimo wszystko zakończenie, jakie przygotował autor sztuki, Oskar Wilde, zaskakuje, bowiem to, co miałoby pogrążyć spryciarzy, ostatecznie zapewni szczęśliwy finał dla wszystkich bohaterów. 
Choć aktorzy Sceny Czeskiej instruowani przez Petra Gábora dwoili się i troili w komediowo-farsowym rytmie, sypiąc jak z rękawa mistrzowskimi żartami słownymi sztuki Wilde'a, to publiczność Teatru Cieszyńskiego pozostała raczej niewzruszona na tego typu komizm. Poza paroma widzami, których raz po raz dusił nerwowy śmiech, a którego niestety nie chcieli w pełni eksponować na absolutnie cichej widowni, publiczność zachowała dystans w stosunku do absurdalnego świata wymyślonego przez Wilde'a. Wielka szkoda, że poczerwieniała od ukrywanej ekspresji pani z przedostatniego rzędu nie zagrzmiała swym śmiechem na głos; żałuję, że nie wtórował jej tubalnym śmiechem pan z środkowych rzędów, po którego twarzy płynęły łzy wielkiego rozbawienia; doprawdy, to wielka strata, że młodzi widzowie na balkonie śmiali się tylko w rękaw. Mówi się, że śmiech bywa zaraźliwy. Może gdyby ci nieliczni widzowie pozwoliliby na wybrzmienie swojego rozbawienia, odbiłoby się ono od grających na scenie aktorów, a tak potrzebny tej sztuce śmiech zatoczyłby koło w całym teatrze.
A może najnowsze przedstawienie Sceny Czeskiej grane w strojach z epoki w połączeniu z celowym absurdem fabuły i świata przedstawionego sztuki Wilde'a były zbyt odległe dla publiczności Teatru Cieszyńskiego? Być może gdyby reżyser przedstawienia, Peter Gábor zdecydował się przenieść fabułę do współczesności, stałaby się ona bardziej przystępna dla widzów. Jak zostało już napisane, odpowiednikiem XIX-wiecznego dandysa jest do pewnego stopnia dzisiejszy hipster. Może więc opowieść w krzywym zwierciadle o współczesnej „hipsteriadzie” bazująca na klasyce dramaturgii Wilde'a byłaby atrakcyjniejsza dla widzów, w tym także młodszych generacji, których nie brakowało na widowni? Pozostają jedynie przypuszczenia, dlaczego przedstawienie Sceny Czeskiej nie zachwyciło widzów, choć przecież mogło zachwycić. Prześmieszny brytyjski humor, doświadczony reżyser i dobry zespół aktorski, a w szczególności aktorki, odnajdujące się w specyfice tej komedii – wszystko to razem stanowi bombę komediową, która niestety nie wybuchła.
„Jak důležité je mít Filipa”, Oskar Wilde, reż. Peter Gábor, Scena Czeska Teatru Cieszyńskiego, premiera: 14 stycznia 2017.

16 / 01 / 2017
Małgorzata Bryl
Sprawdź w dziale "Z afisza", kiedy będzie grane to przedstawienie.

Czytaj też:

Co o tym sądzisz