Teatr, który wchodzi do mieszkań

Być może teatralna alternatywa na Śląsku Cieszyńskim jest w odwrocie, ale ten projekt daje cień nadziei, że jeszcze nie wszystko stracone. Z oddolnego ruchu aktorów Sceny Polskiej Teatru Cieszyńskiego i ich kilku przyjaciół powstało niedawno ciekawe przedsięwzięcie „Sztuka pod adresem”.

Inicjatywa „Sztuka pod adresem” zrodziła się z marzenia jednej z aktorek Sceny Polskiej Teatru Cieszyńskiego, Katarzyny Bonev. Po prostu pewnego dnia wpadł jej do głowy szalony i niespotykany dotąd na Śląsku Cieszyńskim pomysł grania przedstawień m.in. w prywatnych mieszkaniach. Według tej koncepcji to nie widz wychodzi do teatru, a teatr wychodzi do widza, wręcz wkracza do jego domu. Natomiast odbiorca na swojej prywatnej kanapie czy fotelu, w kapciach, z kubkiem ulubionej herbaty w dłoni może zatopić się w magii teatralnej historii. Niemożliwie? Brzmi fantastycznie? Nie do wykonania? Pewnie wszyscy malkontenci właśnie pukają się w czoło. A jednak Katarzynie Bonev i jeszcze kilku innym pozytywnie zakręconym aktorom znad Olzy to się udało...

Podobne rzeczy już były i... odniosły sukces

Pamiętam, jak Małgorzata Bulanda, jedna z najciekawszych współczesnych polskich scenografek, opowiadała mi w jednym z wywiadów o początkach Teatru Modrzejewskiej w Legnicy za dyrekcji Jacka Głomba. Kiedy w latach 90. ubiegłego wieku Bulanda i Głomb przyjechali do Legnicy, stanęli przed wyzwaniem wykształcenia wśród mieszkańców zainteresowania melpomeną. Jak wspominała Małgorzata Bulanda, legniczanie nie bardzo garnęli się do teatru. A bo to i trzeba było się wystroić, domyć, uczesać, wyjść, wrócić, zapłacić za bilet. A w tym teatrze, wśród aksamitnych czerwonych foteli to też i trzeba się jakoś dystyngowanie zachowywać, w antrakcie prowadzić we foyer towarzyskie dysputy, odkrywczo interpretować, co też reżyser miał na myśli, i broń Boże nie chrapać w trakcie przedstawienia, nawet gdy po ciężki tygodniu pracy w hucie spać się chce jak cholera. Tak sobie myśleli ci, którzy jednak woleli zostać w domu niż maszerować na premierę w legnickim Teatrze Modrzejewskiej. 
Pewnego dnia Małgorzata Bulanda stwierdziła, że skoro mieszkańcy nie chodzą do teatru, to teatr wybierze się do nich. Z inicjatywy temperamentnej scenografki Teatr Modrzejewskiej wyszedł w miasto. W internetowej „Encyklopedii Teatru Polskiego” czytamy: „Teatr Modrzejewskiej zaczął anektować dla celów artystycznych przestrzenie nieteatralne, zrujnowane pofabryczne budynki, kościoły, opuszczone osiedlowe sklepy, magazyny i bunkry, co w efekcie doprowadziło do zapoczątkowania Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego «Miasto»”. I dalej: „W przestrzeniach nieteatralnych Bulanda silny nacisk kładzie na wydobywanie i ogrywanie oryginalnych, zastanych faktur; szuka też miejsc, których kubatura może stać się jednym z bohaterów opowieści. Tak było na przykład w „Otellu” (2006), gdzie akcja umieszczona na statku mieściła się na niewielkiej (i składanej w transporcie do kompaktowych rozmiarów) platformowej konstrukcji, opasanej olinowaniem masztów, a pokaźna, zadymiona powierzchnia kompleksu ruin, w którym wystawiany był dramat, stawała się przestworem oceanu”.
Skoro mieszkańcy nie chodzą do teatru, to teatr wybierze się do nich!
Oczywiście, Teatr Modrzejewskiej nie gra wyłącznie na ulicach miasta, ale wyrasta ze społecznikowskiego zaangażowania. Z czasem Małgorzacie Bulandzie i Jackowi Głombowi udało się oswoić i wykształcić wrażliwą widownię, która dziś chętnie przychodzi też do budynku teatru. W ten sposób stworzyli jeden najciekawszych ośrodków teatralnych w Polsce.

Wspólna zabawa na wagę złota

Katarzyna Bonev też chce grać przedstawienia w mniej lub bardziej nieoczywistych przestrzeniach miasta, ale idzie jeszcze dalej – jej marzeniem są kameralne spektakle w prywatnych mieszkaniach w Cieszynie i okolicach. – To trochę tak, jak w filmie „Zakazane piosenki”, w którym bohater siedząc w swoim mieszkaniu, opowiada o przeżyciach wojennych – mówi Grzegorz Widera, jeden z aktorów Sceny Polskiej, który jest zaangażowany w to przedsięwzięcie artystyczne. Główny cel inicjatywy z Cieszyna jest podobny do tego, który przyświecał twórcom z Legnicy. Chodzi o popularyzowanie teatru, wychodzenie z projektami artystycznymi do tych mieszkańców, którzy z własnej woli pewnie nie wybraliby się do teatru, a także umożliwianie kontaktu z melpomeną na Śląsku Cieszyńskim, gdzie poza teatrem instytucjonalnym inicjatywy teatru alternatywnego znajdują się w przygnębiającym zaniku. 
Przedstawienie „Ość w gardle” w restauracji Kamienica Konczakowskich w Cieszynie (2017). Grają Marcin Kaleta i Anna Glanowska.
Inicjatywa została powołana do życia w 2016 roku wraz z rozpoczęciem działalności stowarzyszenia Sztuka pod adresem. W ramach pracy tego stowarzyszenia planowane są m.in. spektakle teatralne, akcje społeczne, wydarzenia multimedialne oraz wszelkie inne działania propagujące sztukę, które zostaną przenoszone do restauracji, hoteli, kawiarni, klubów, aż wreszcie prywatnych mieszkań. Jak podkreśla Katarzyna Bonev, równie ważnym celem przedsięwzięcia jest łączenie sztuki ze spotkaniem towarzyskim, przebywanie razem i po prostu dobra zabawa w gronie przyjaciół. 
Marzeniem twórców z Cieszyna są kameralne przedstawienia grane w prywatnych mieszkaniach.
Wszyscy twórcy zaangażowani w projekt „Sztuka pod adresem” przyjaźnią się ze sobą. Współpracuje tu czworo aktorów Sceny Polskiej Teatru Cieszyńskiego: przebywająca aktualnie na urlopie macierzyńskim Katarzyna Bonev, która podejmuje się reżyserii przedstawień w ramach „Sztuki pod adresem”, a także aktualnie występujący na deskach Sceny Polskiej w Czeskim Cieszynie: Małgorzata Pikus, Marcin Kaleta i Grzegorz Widera. Zespół aktorski zasila też Anna Glanowska, z zawodu restauratorka i instruktorka jogi, która dawniej występowała z amatorskimi zespołami teatralnymi z Cieszyna. Jak mówi tzw. aktorka-amatorka, odchowała swoje dzieci i może teraz z radością wrócić do dawnej pasji teatralnej. Oprócz tego przy projekcie „Sztuka pod adresem” działają Bernadeta Weber (kostiumy i charakteryzacja), Adam Bietka (grafika, strona internetowa projektu), a także Iwona Fatalska (fryzury). 
Próba „Ości w gardle” (2016), od lewej: Małgorzata Pikus, Katarzyna Bonev i Grzegorz Widera.

Widownia płacze ze śmiechu

– Scenariusz tego przedstawienia powstał pewnego letniego wieczora w moim ogródku, gdy sączyliśmy dobre wino – Katarzyna Bonev opowiada o genezie pierwszego przedstawienia „Ość w gardle”. – Powstała historia miejscami absurdalna, czasem bardzo śmieszna, ale przecież jakże prawdziwa. Samo życie. Autorami tej sztuki są wszyscy aktorzy, którzy występują w przedstawieniu – dodaje. Kiedy scenariusz został wreszcie napisany, rozpoczęły się próby, a po nich prapremiera w grudniu 2016 roku. Od tego czasu przedstawienie zostało zagrane kilkukrotnie w restauracjach w Cieszynie i Ustroniu. Specyfiką spektaklu jest absolutnie minimalistyczna scenografia. Odtwórcy wchodzą w nieteatralną przestrzeń rozedrganą głośnymi rozmowami klientów oraz brzdękiem talerzy i zaczynają grać. Zdezorientowani odbiorcy ze zdziwieniem spoglądają przez ramię, ale w końcu dają się ponieść teatralnej historii. Rozmowy milkną, a dotychczas podzieleni między restauracyjne stoliki klienci stają się dzięki przedstawieniu teatralnemu wspólnotą jednej widowni.
Jak podkreśla jedna z aktorek Małgorzata Pikus, dotąd zespół nie miał problemów z brakiem zainteresowania. Choć bilet wstępu na komedię „Ość w gardle” kosztuje 50 złotych, bilety rozchodzą się jak świeże bułeczki jeszcze przed oficjalną informacją o planowanym przedstawieniu. – Zazwyczaj pocztą pantoflową zaczyna krążyć po regionie informacja, że warto to obejrzeć, że na scenie tylko dwóch facetów, dwie baby, zero scenografii, ale i tak płacze się ze śmiechu. I to działa. Mamy swoją roześmianą widownię, a to największe szczęście dla aktora – zaznacza Małgorzata Pikus. 
Ostatnie wystawienie „Ości w gardle” w cieszyńskiej Kamienicy Konczakowskich poskutkowało zamówieniem, na które zespół tak czekał. – Prawdopodobnie zagramy wreszcie „Ość w gardle” w prywatnym mieszkaniu. Na pewno będzie bardzo wesoło, bo to będą urodziny i już się na to cieszę. Takie zainteresowanie mieszkańców oraz ich chęć do wejścia razem z nami w ten projekt dają mi energię do dalszej pracy. A pomysłów nam nie brakuje. Mogę zdradzić tylko tyle, że jest w planach fabularna kontynuacja historii „Ości w gardle” – zapowiada Katarzyna Bonev, uśmiechając się szeroko. 
Bieżący program przedstawień można znaleźć na stronie internetowej sztukapodadresem.pl.
20 / 01 / 2017
Małgorzata Bryl

Czytaj też:

Co o tym sądzisz