Kulisy pracy teatralnej bileterki 

Ich zawód jest nietuzinkowy. W sezonie artystycznym oglądają kilkadziesiąt przedstawień rocznie, a bywają spektakle, które widziały po kilkanaście razy, ale jak twierdzą, nie nudzi ich to wcale, bo każde przedstawienie jest inne. Porozmawiałam z szatniarkami i bileterkami Teatru Cieszyńskiego, które znają na wylot teatr, a także doskonale orientują się w repertuarze.

Część z zespołu bileterek Teatru Cieszyńskiego jest związana z tym miejscem od kilkudziesięciu lat. – Najpierw pracowałam trzydzieści lat jako krawcowa, a że trudno pożegnać się na zawsze z teatrem, nadal dorabiam jako bileterka – mówi Marie Urbániecová. Z kolei Helena Husová wcześniej pracowała jako sprzedawczyni, a teraz od dwóch lat jest związana z teatrem. – To miał być po prostu sposób na dorobienie do emerytury, ale z czasem praca stała się miłym nawykiem oglądania przedstawień – przyznaje. 

Z pasji do teatru

Irena Jaroszová, która jest bileterką w Teatrze Cieszyńskim już od siedmiu lat, zaznacza, że nie mają obowiązku oglądania wszystkich przedstawień od początku do końca, ale robią to z przyjemnością. Z zainteresowaniem śledzą ewolucję spektaklu. – Premiera premierą, ale przedstawienie grane po raz trzeci z rzędu jest najlepsze. Aktorzy są już spokojniejsi, już się rozegrali i mają mniejszą tremę – mówi Jaroszová. Jednak oczywiście praca bileterki nie polega tylko na podziwianiu sztuki. – Obeznanie z repertuarem to dodatek do naszej pracy, przydatny w momencie, kiedy widzowie pytają nas o opinię lub zadają pytania w antrakcie. Jednak przede wszystkim musimy pilnować porządku i ciszy w trakcie przedstawienia. A jeśli komuś coś się stanie, to jako pierwsze musimy umieć udzielić pierwszej pomocy. Jesteśmy przygotowane na wypadek omdlenia, ponadto zawsze mamy przy sobie miętowe cukierki na wypadek, gdyby ktoś dostał ataku kaszlu – wyjaśnia bileterka.
Czy oglądanie po raz dziesiąty tego samego przedstawienia już nie nudzi? Bileterki zgodnie odpowiadają, że nie, co swoją drogą dowodzi ich pasji teatralnej. – Oczywiście bywają przedstawienia, które mniej urzekają, sporadycznie są i takie, podczas których przysypia widownia, a my razem z nią, ale większość oglądamy z dużym zainteresowaniem – opowiadają. – Po premierze sporo dyskutujemy. Zdarzają się spektakle, które z początku nie za bardzo nam się podobają, ale im dłużej je oglądamy, przekonujemy się do niego – dodają. Kiedy pytam o przedstawienia, które w ostatnich latach wywarły na nich największe wrażenie, wymieniają jednym tchem propozycje Sceny Polskiej i Sceny Czeskiej: „Księżycowy demon”, „Enron”, „Sala numer 7”, „Rajska jabłonka”, „Franciszek z Asyżu”, „Báthoryčka” czy „Písničkář”. Zgodnie też podkreślają, że najśmieszniejsze komedie robił Rudolf Moliński, zaś najlepiej w reżyserii bajek sprawdza się Karol Suszka. Podziwiają także pracę reżyserską Michaela Taranta, Andrzeja Sadowskiego czy Ivana Krejčí.

Widownia jak sejsmograf

Bileterki Teatru Cieszyńskiego znają widownię lepiej niż ktokolwiek inny. Siedząc z publicznością w trakcie przedstawienia, wyczuwają nastroje widzów i po tym oceniają, czy spektakl spodobał się czy nie. Jak mówią, do najczęstszych wyrazów aprobaty należy zaliczyć oklaski czy śmiech w przypadku komedii. Wielu widzów po przedstawieniu podchodzi do nich, by podzielić się spostrzeżeniami. – Jeśli nas nie zagadną, to prawdopodobnie premiera nie przypadła im do gustu – podkreślają pracownice. – Jednak już wcześniej, w trakcie premiery wyczuwamy, że coś poszło nie tak. Na przykład wiercą się niespokojnie na siedzeniach lub pokasłują, bywa, że opuszczają salę. Zdarzyli się nam też widzowie, którzy w trakcie przedstawienia pochrapywali i trzeba było ich budzić – opowiadają z rozbawieniem bileterki. Najczęstszych ucieczek w antrakcie przedstawienia dopuszczają się młodzi widzowie, a kiedy siedzą do końca, to niechybny znak, że spektakl spodobał się.
W trakcie premiery wyczuwamy, że coś poszło nie tak. Na przykład widzowie wiercą się niespokojnie na siedzeniach lub pokasłują, bywa, że opuszczają salę. Zdarzyli się nam też i tacy, którzy w trakcie przedstawienia pochrapywali i trzeba było ich budzić.
Jakie nietypowe zdarzenia w trakcie przedstawienia pamiętają bileterki? – Zapamiętałam mrożącą krew w żyłach sytuację. Było to przedstawienie grane do południa, którego akcja fabularna rozgrywała się w minionej epoce. W pewnym momencie aktor tak mocno szarpnął za rękojeść miecza, że ten mu wypadł i poleciał na widownię. Na szczęście nikomu nic się nie stało, bo była to tylko atrapa broni – wspomina Jaroszová. – Innym razem też z napięciem wstrzymałyśmy oddech, bo aktor z takim impetem zeskoczył ze stołu na krzesło, że przebił nogą siedzisko. Szczęśliwie nie zakończyło się to żadną poważniejszą kontuzją – dodaje. Bileterki podkreślają, że są pełne podziwu dla aktorów, że nawet w takich nieoczekiwanych sytuacjach potrafią zachować zimną krew i po prostu grać dalej. 

Teatralny savoir-vivre

Czy widzowie Teatru Cieszyńskiego wiedzą, jak zachowywać się w teatrze czy może są na bakier z teatralnym savoir-vivrem? Bileterki odpowiadają, że najczęściej nie ma z tym problemu. Jednak znacznie gorzej jest z zachowaniem dzieci. – Najgorsza sytuacja jest podczas szkolnych przedstawień i czasami naprawdę nie możemy sobie z tym poradzić – zaznacza Husová. – Ciekawe jest to, że niejednokrotnie polskie dzieci z Czech zachowują się lepiej niż polskie dzieci z Polski. Krzyczą i nie zachowują się dobrze, a kiedy wychodzą z teatru, wszędzie jest pełno papierków – mówi z kolei Jaroszová. – Bardzo wiele zależy od nauczycieli, którzy powinni wcześniej przygotować dzieci i wytłumaczyć im, jakie zasady obowiązują w teatrze. Przede wszystkim powinni dać dobry przykład, a czasem widzimy, że nauczyciele całe przedstawienie siedzą z włączonym smartfonem lub w ogóle nie wchodzą na przedstawienie z uczniami i wtedy wszystko zostaje na naszych głowach – dodaje. Podobno raz niegrzecznego zachowania dzieci nie wytrzymali nawet aktorzy i przerwali przedstawienie komunikatem, że dopóki uczniowie nie uspokoją się, nie będą dalej grać. 
Było to przedstawienie grane do południa, którego akcja fabularna rozgrywała się w minionej epoce. W pewnym momencie aktor tak mocno szarpnął za rękojeść miecza, że ten mu wypadł i poleciał na widownię. Na szczęście nikomu nic się nie stało, bo była to tylko atrapa broni.
Jednak praca bileterki ma też pozytywne strony w relacji z widzami. Wszak do Teatru Cieszyńskiego przychodzi liczna grupa wiernych widzów, którzy od wielu lat nie opuszczają żadnej premiery. Z tą częścią publiczności bileterki mają największą więź. – Zawsze przyjdą przywitać się, nie tylko do garderób, by porozmawiać z aktorami, ale i do nas. Natomiast przy rozpoczęciu nowego sezonu zawsze wypytują, co będzie najciekawsze, na którą premierę powinni wybrać się w szczególności. Wiemy, że są także widzowie, którzy przychodzą na spektakle obu scen, a dodatkowo przyprowadzają swoje dzieci na spektakle Sceny Lalek „Bajka”. W ten sposób rośnie kolejna generacja naszej publiczności – podkreśla Jaroszová. 
– Teatr dostaje też sporo listów od widzów. Komentarzami dzielą się również w internecie oraz podchodząc do nas w przerwie. Od jednej pani, która jest widzem Sceny Polskiej, zasłyszałam taką historię, że pamięta jeszcze założyciela tej Sceny, Władysława Niedobę. Wspomina, jak krążył po wiosce i zachęcał ludzi do przyjścia do teatru, a dziadek tej pani był pierwszym z tej wsi, który wykupił teatralny abonament. To naprawdę szczególne i wręcz wzruszające, że są tu nadal widzowie tak mocno związani z tym miejscem – zaznacza na koniec spotkania Marie Urbániecová. 
28 / 07 / 2017
Małgorzata Bryl

Czytaj też:

Co o tym sądzisz