Na 90. urodziny żartów i wspomnień co niemiara 

4 września w Teatrze Cieszyńskim 90-te urodziny świętował aktor, reżyser i współzałożyciel Sceny Polskiej, Witold Rybicki. Nie zabrakło aktorów, z którymi występował na scenie w trakcie kilkudziesięcioletniej kariery, życzenia złożył również współczesny zespół Sceny Polskiej, a do owacji i gromkiego „Dwieście lat” dołączyła się także młodzież gimnazjalna, która tego samego dnia uczestniczyła w teatrze w otwarciu roku szkolnego. 

Aktor i reżyser Witold Rybicki to legenda Teatru Cieszyńskiego w Czeskim Cieszynie. Twórca zatrudniony był tu od kwietnia 1951 roku do marca 1963 roku jako aktor, zaś od lipca 1966 roku do lipca 1994 roku jako reżyser i aktor. Jest ze Sceną Polską nierozerwalnie związany od początków jej założenia aż do dziś. Choć zmaga się z problemami ze wzrokiem i porusza się o lasce, nadal chętnie przychodzi do Teatru Cieszyńskiego i utrzymuje kontakt ze wszystkimi pracownikami.
Za oddaną pracę na rzecz Teatru Cieszyńskiego Witoldowi Rybickiemu w dniu jego urodzin podziękował dyrektor teatru, Karol Suszka. – Chciałbym ci pogratulować, a przede wszystkim podziękować za całokształt twojej pracy – zwrócił się do jubilata. – Rozpoczynałeś działalność Teatru Cieszyńskiego, nie tylko w Scenie Polskiej, ale przede wszystkim w Scenie Czeskiej, a później cały czas zostałeś wierny Scenie Polskiej. To są szlachetne idee, szlachetne poczynania. Twoje zaangażowanie w pracy świadczy o głębokim uświadomieniu sobie swej roli i funkcji w danej społeczności i w danym teatrze. Dziękuję ci za opiekę nad młodzieżą, nad literaturą, nad teatrami, nad śpiewami i niech ci gwiazda pomyślności nigdy nie zagaśnie – dodał dyrektor.
A jak przebiegały same urodziny jubilata? Nietuzinkowo… 

Czerwony dywan jak w Hollywood

Od rana w Teatrze Cieszyńskim trwają nerwowe przygotowania do okrągłego jubileuszu Witolda Rybickiego. Zaczyna się od rozłożenia czerwonego dywanu, który zostaje kilka razy starannie odkurzony. Architekt odpowiedzialny za projekt placu teatralnego, Karel Cieślar widząc z jezdni te przygotowania, podjeżdża zaaferowany pod teatr, bo myśli, że prezydent Zeman zmienił plany odwiedzin Czeskiego Cieszyna i zaraz tu będzie. Dyrektor Karol Suszka postanawia w tym czasie, że szacowny senior podjedzie pod teatr czarną limuzyną. Pomysł dyrektora święta rzecz, pracownicy biegną więc po samochód. Kiedy już wszystko zostaje dopięte na ostatni guzik, aktorzy Sceny Polskiej w kostiumach stoją na placu przed teatrem, z budynku wyłania się też liczna grupa młodzieży gimnazjalnej, kamery włączone, spusty migawek aparatów fotograficznych odbezpieczone – pojawia się jeden problem. Nie ma jubilata...
Witolda Rybickiego wyraźnie cieszyło całe zamieszanie; na zdjęciu obok: Karol Suszka, Witold Rybicki i aktorki Sceny Polskiej Halina Paseková, Emilia Bobek i Anna Rzyman-Kaleta.
Zaczyna się więc gorączkowe oczekiwanie, a wszyscy nerwowo spoglądają po sobie, czy aby Rybicki nie zapomniał. Przecież jest tak częstym gościem Teatru Cieszyńskiego, zagląda tu niemal co tydzień, bo mieszka niedaleko, a tym razem nie przyszedł…? Wtem, jest! Idzie dziarsko chodnikiem, podpierając się laską, macha do zgromadzonego tłumu. Chce wejść do teatru po prostu, jakoś ominąć tą całą ceremonię. Nie, nie, nie, tym razem nie będzie tak łatwo! Już ciągną go za rękaw sekretarka Urszula Przywara i dyrektor Karol Suszka. Tym razem Witold Rybicki musi wjechać na plac teatralny limuzyną. Czarną. A potem po czerwonym dywanie. No to z powrotem do samochodu. 
Wtem, jest! Idzie dziarsko chodnikiem, podpierając się laską, macha do zgromadzonego tłumu. Chce wejść do teatru po prostu, jakoś ominąć tą całą ceremonię. Nie, nie, nie, tym razem nie będzie tak łatwo!
W końcu pojawia się. Aktorzy Sceny Polskiej intonują „Sto lat”, co jubilat z właściwą mu ironią puentuje, że też im nie wstyd, bo jemu trzeba już śpiewać „Dwieście...”. No to jeszcze raz „Dwieście lat”, żwawo i tym razem wespół z młodzieżą! Oklaski, flesze, życzenia, uśmiechy. Z twarzy Witolda Rybickiego nie znika uśmiech. Widać, że cieszy go to całe szaleństwo, kamery go nie onieśmielają, a tylko dodatkowo potęgują jego tendencję do błazenady. Od wieloletniej partnerki scenicznej Emilii Bobek dostaje medal „numer 1”. – Kupiłam mu to w takim sklepie z duperelami. Chciałam mu kupić Oscara, ale nie było – stwierdza z powagą aktorka. Doprawdy, zacny prezent. Po chwili do życzeń dołącza Anna Rzyman-Kaleta, kolejna nestorka grająca w pierwszym zespole Sceny Polskiej. Z życzeniami i kwiatami pospiesza także Halina Paseková. – Baby, w życiu mnie tak nie całowałyście. Dlaczego? – żartuje Rybicki. Idą dalej, po schodach i wreszcie są w teatrze. Albo jednak nie… Aktor-senior nagle zatrzymuje się tuż przed progiem. – Ćwiczę codziennie i na dowód tego pokażę wam teraz taki głęboki skłon. O, proszę! Bez zadyszki! A teraz zapamiętajcie sobie, że kluczem długowieczności są odpowiednia dieta, aktywność fizyczna i pozytywne myślenie – podkreśla Rybicki. I w końcu możemy wejść do teatru. – On taki był zawsze? – pytam Halinę Pasekovą. – Zawsze, od kiedy go znam – odpowiada z uśmiechem aktorka.

Wycieczka do teatralnego archiwum

Warto zagłębić się w recenzjach teatralnych sprzed pół wieku, wehikule czasu do początków aktorskiej drogi Witolda Rybickiego i pierwszych kroków zespołu Sceny Polskiej. W końcu tamte czasy dziś wydają się współczesnej widowni już najodleglejsze. Scena Polska zainaugurowała działalność 14 października 1951 roku premierą sztuki Aleksandra Maliszewskiego „Wczoraj i przedwczoraj” w reżyserii Władysława Delonga i ze scenografią autorstwa Władysława Cejnara. Zasadniczą rolę przy powstaniu Sceny Polskiej miał Władysław Niedoba, ale w tym ważnym, historycznym wyzwaniu wspierał go także Witold Rybicki, oddając swoje serce temu miejscu na następne kilkadziesiąt lat. 
Zaczęło się od premiery „Paweł Krieczet” w 1952 roku. U progu lat 50. o przedstawieniu i obsadzie aktorskiej premiery przedstawienia „Paweł Krieczet” Kornejczuka recenzent „Głosu Ludu” pisał następująco: „Pawła Krieczeta gra kierownik zespołu Sceny Polskiej, Władysław Niedoba, gra kulturalnie i gładko, a przecież oblicze Krieczeta, jakie nadał mu autor radziecki, powinno być wyrazistsze i bardziej twórcze, przekonywujące, a zarazem rzucające urok – nie urodą zewnętrzną, ale raczej swym pięknem porywów twórczych. Przeciwieństwem Krieczeta jest Arkadiusz (Witold Rybicki), który potrafi zdobyć się na zdrową samokrytykę i odnaleźć właściwą drogę. Razem z nim idą nasze najszczersze życzenia. Błądzenie, to ludzka rzecz, należy tylko nauczyć się dostrzegać błędy i wyzbyć się ich w przyszłości”. Rybicki zagrał także rolę Pawła Eszteraga w adaptacji teatralnej sztuki węgierskiego autora Aleksandra Gergely’ego „Mój syn” (1953). Partnerką sceniczną Rybickiego w roli matki bohatera była Stefania Dzidowa. Recenzent „Zwrotu” napisał o tym przedstawieniu tak: „«Mój syn» jest dotąd najlepszym przedstawieniem artystycznym Sceny Polskiej. Jest to przedstawienie chlubne, a zarazem zapowiedź, że Scena Polska nie stoi w miejscu, idzie na przód, znamionuje ją pełny wysiłek i upór pokonywania wszelkich trudności, dających się we znaki, każdemu młodemu teatrowi”.
Władysław Rybicki w przedstawieniu „Mój syn” w reżyserii Władysława Niedoby (1953).
Warto dodać, że Witold Rybicki parał się także pracą reżyserską. Pierwszym przedstawieniem, którego reżyserii podjął się na Scenie Polskiej, były „Śluby panieńskie, czyli magnetyzm serc” Aleksandra Fredry (1955), później już w latach 70. m.in. reżyserował kolejno: „Lisie gniazdo” (1971), „Kopernika” (1973) czy „Sylwestrową przygodę” (1974). W kolejnych latach zaangażował się jeszcze w dziesiątki innych projektów artystycznych. Ze Sceną Polską Witold Rybicki współpracował jako etatowy aktor aż do 1994 roku, choć oczywiście publiczność mogła oglądać go na scenie do 2008 roku, kiedy to zagrał w „Kąpielisku Ostrów” w reżyserii Rudolfa Molińskiego. Jak przyznaje ze wzruszeniem jubilat, do dnia dzisiejszego Teatr Cieszyński pozostał jego domem, gdzie ma najwierniejszych przyjaciół. 
08 / 09 / 2017
Małgorzata Bryl-Sikorska

Czytaj też:

Co o tym sądzisz