Upiornie dobry popis Sceny Polskiej

Scena Polska w doskonałym stylu zamknęła właśnie tak zwany „tryptyk zegadłowiczowski”, inscenizując trzecie przedstawienie opierające się na literaturze autorstwa Emila Zegadłowicza. Przy odrobinie pomyślnych wiatrów „Lampka oliwna” może stać się towarem eksportowym Teatru Cieszyńskiego, promując go w międzynarodowym środowisku artystycznym.

To było tak szczególne przedstawienie, że pozwolę sobie na emocjonalny i prywatny ton na wstępie. Występy Sceny Polskiej Teatru Cieszyńskiego śledzę od blisko czterech lat. To stosunkowo krótki czas, patrząc na historię tego zespołu. Choć nie widziałam wielu ważnych, dobrych, wzbudzających zachwyt lub kontrowersje przedstawień z przeszłości, mam już jednak pewne porównanie. Z kolei przygodę Patrycji Sikory (grającej w „Lampce oliwnej” główną rolę kobiecą) ze Sceną Polską obserwuję od samego początku, czyli „Tajemniczego ogrodu”, który był jej spektaklem dyplomowym. Aktorka ma już za sobą role poprawne, gorsze i lepsze. Parę razy swoimi kreacjami mnie olśniła, kilkakrotnie też zirytowała… Puentując to, co powyżej napisane, mogę z pełnym przekonaniem napisać, że „Lampka oliwna” jest jednym z najlepszych przedstawień, jakie widziałam w Teatrze Cieszyńskim, zaś rola Hanki Patrycji Sikory jest dotąd jej najlepszą kreacją aktorską. „Lampka oliwna” jako dzieło zespołowe wielu twórców, jak i rola Sikory pretendują do szeregu nagród teatralnych i zasługują na to, by reprezentować na zewnątrz Teatr Cieszyński podczas szeregu festiwali w Polsce, Republice Czeskiej i innych krajach. 
Warto, by kierownictwo teatru przy wsparciu przyjaciół tej sceny doprowadziło do tego, by „Lampka oliwna” była pokazywana dużo i często poza siedzibą w Czeskim Cieszynie i żeby już zaplanowane uczestnictwo w konkursie na inscenizację dawnych dzieł literatury polskiej „Klasyka żywa” nie skończyło się jedynym zwycięstwem. Bo gorąco wierzę w to, że przedstawienie Sceny Polskiej zostanie ponownie docenione w tym konkursie.
Mariusz Osmelak w roli ojca.
Literatura Emila Zegadłowicza zagościła na deskach Teatru Cieszyńskiego po raz trzeci. Przypomnijmy, że w 2009 roku Scena Polska wystawiła dramat „Głaz graniczny”, następnie w repertuarze w 2015 roku pojawiła się inscenizacja zbioru sześciu ballad pisarza pt. „Powsinogi beskidzkie”. Tym razem sięgnięto po debiut dramaturgiczny Zegadłowicza, czyli „Lampkę oliwną”. Ta tragedia w trzech aktach miała prapremierę w maju 1924 roku w reżyserii Stanisławy Wysockiej w krakowskim Teatrze im. Juliusza Słowackiego. W dotychczasowych inscenizacjach dzieł Zegadłowicza na Scenie Polskiej wykorzystano jego twórczość powstałą w latach 20. ubiegłego wieku, gdy przede wszystkim dawał się poznać czytelnikom jako poeta. Analizując dorobek pisarza, lata 20. można zakwalifikować także jako okres szczytowy obfitujący w publikacje. Był to też moment powoływania do życia wadowickiej grupy literackiej „Czartak” ściśle związanej z kulturą i przyrodą Beskidów, promującej motywy regionalne.
Mogę z pełnym przekonaniem napisać, że „Lampka oliwna” jest jednym z najlepszych przedstawień, jakie widziałam w Teatrze Cieszyńskim.
„Lampka oliwna” jest osadzona w realiach beskidzkiej wsi. W drewnianej chacie stojącej gdzieś w dolinie Zegadłowicz zamknął tragedię rodzinną, zaś przemiany głównych bohaterów, ich motywy i portrety psychologiczne poddał wnikliwej analizie. Oto na łożu śmierci leży gospodarz (Mariusz Osmelak), zaś jego dorosłe dzieci, Błażek (Marcin Kaleta) i Hanka (Patrycja Sikora) zamiast zająć się starym ojcem, tylko podliczają zyski, ile dostaną w spadku, a nawet życzą rodzicowi szybkiego zgonu. Hanka, w której jak sama mówi płonie nieposkromiony ogień, jest dla mężczyzn obiektem fascynacji. Garną się do niej jak ćmy do zapalonej lampy w środku ciemnej nocy. Ten ogień z gruntu złej dziewczyny będzie jednak zabójczo niebezpieczny. Zegadłowicz nie byłby jednak sobą, gdyby do tego czasem wstrząsająco ludzkiego świata nie wprowadził elementów sakralnych i mistycznych związanych z lokalnymi wierzeniami. Stąd nad drewnianym domostwem i poczciwą beskidzką wsią pojawiają się postaci świętych (Anna Paprzyca, Małgorzata Pikus, Dariusz Waraksa, Grzegorz Widera), które snują się między bohaterami, raz dla nich widoczne, a raz nie.
Bogdan Kokotek, który podjął się reżyserii wszystkich przedstawień wchodzących w skład właśnie zamkniętego „tryptyku zegadłowiczowskiego”, z „Lampki oliwnej” uczynił nie tylko tragedię, ale i trzymający do samego końca w napięciu thriller. Reżyser spektaklu zadbał o dynamikę przedstawienia, scena goni więc scenę, a kwestie podawane są przez aktorów w dużym tempie. Choć w „Lampce oliwnej” słychać specyficzną melodykę dramatu Zegadłowicza, myślę, że widzowie siedzący dalej od sceny mieli problem z wychwyceniem wszystkich kwestii. Dramat napisany gwarą, przepełniony poetyckimi inwersjami i słowami, które już dawno wyszły z powszechnego użytku, wymaga od aktorów perfekcyjnej dykcji i staranności. W tym kontekście niestety, w szczególności odtwórcy grający role pierwszoplanowe, nie do końca podołali zadaniu. Bezapelacyjnie na upiorny i ekspresyjny (ekspresjonizm jako prąd w sztuce bardzo długo znajdował się w kręgu głównych inspiracji Zegadłowicza) charakter przedstawienia miały też wpływ doskonała, czasami przeszywająca aż do kości muzyka autorstwa Zbigniewa Siwka i pomysłowa, dobrze przemyślana gra oświetlenia (scenografia: Bogdan Kokotek). Wszystko to wpisane w minimalistyczną scenografię złożoną z wyłaniającej się z ciemności części drewnianej chaty dało bardzo dobry efekt.
Bogdan Kokotek z „Lampki oliwnej” uczynił nie tylko tragedię, ale i trzymający do samego końca w napięciu thriller.
Nieprzytłaczająca scenografia pozwoliła wyjść w „Lampce oliwnej” na pierwszy plan rzemiosłu aktorskiemu. Najnowsze przedstawienie Sceny Polskiej przede wszystkim należało do Patrycji Sikory. To jej Hanka stała się osią piętrzącej się z sekundy na sekundę tragedii, to na nią spadł ciężar największej i najbardziej ekspresyjnej roli tego przedstawienia. Dominującą otoczenie, ale i wewnętrznie zagubioną dziewczynę, a w ostatnich scenach nawet bohaterkę szaloną, obłąkańczo zmierzającą do tragicznego końca, dyrektor Teatru Cieszyńskiego Karol Suszka porównał do Balladyny lub Lady Makbet i jest w tym wiele racji. Wielkie brawa dla Sikory, która pokazała w „Lampce oliwnej” zupełnie inne oblicze aktorskie od wszystkich wcześniejszych na Scenie Polskiej. Kolejna doskonała rola należy do gościnnie występującego absolwenta PWST, Macieja Cymorka, który być może w najbliższym czasie zasili szeregi aktorskie Sceny Polskiej. Aktor jako zakochany po uszy w Hance prostoduszny Janek grał z równą pasją i oddaniem co Patrycja Sikora. W kontekście wyzwań aktorskich warto też wyróżnić pozostałych odtwórców głównych ról, czyli Marcina Kaletę, Tomasza Kłaptocza i Mariusza Osmelaka.
Brawa dla Sceny Polskiej, że wspólnymi siłami w tak dobrym stylu udało jej się zamknąć „tryptyk zegadłowiczowski”. Zespołowi należy życzyć wielu zasłużonych nagród za „Lampkę oliwną”, zaś całemu Teatrowi Cieszyńskiemu jak najwięcej inscenizacji rodzimej literatury regionalnej. Co jak nie takie właśnie sceniczne interpretacje mogą być wyróżnikiem tej melpomeny i świadczyć o jej niepowtarzalności?
„Lampka oliwna”, Emil Zegadłowicz, reż. Bogdan Kokotek, premiera: 6 października 2017, Scena Polska Teatru Cieszyńskiego.
1. Od lewej: Joanna Litwin, Barbara Szotek-Stonawski, Dariusz Waraksa, Halina Paseková. 2. Na pierwszym planie Marcin Kaleta, za nim Patrycja Sikora. 
08 / 10 / 2017
Małgorzata Bryl-Sikorska
Sprawdź w dziale "Z afisza", kiedy będzie grane to przedstawienie.

Czytaj też:

Co o tym sądzisz