Skrytykujemy kołtuńską mentalność

Już 13 stycznia Scena Czeska Teatru Cieszyńskiego wystawi premierę „Moralność pani Dulskiej” Gabrieli Zapolskiej. Za reżyserię inscenizacji odpowiada dyrektor teatru, Karol Suszka, który w rozmowie zdradza kilka szczegółów dotyczących tego przedstawienia.

W bieżącym sezonie artystycznym w Teatrze Cieszyńskim ma miejsce międzynarodowa wymiana dramaturgii. Jeszcze przed wakacjami letnimi Scena Polska zagra bowiem czeską sztukę Petra Zelenki („Job interviews”), z kolei za niespełna dwa tygodnie odbędzie się premiera „Moralności pani Dulskiej”, którą przygotowuje Pan z zespołem Sceny Czeskiej. Jak aktorzy odnaleźli się w tym polskim dramacie z początku XX wieku?

Bez większych problemów i oporów, bo Czechom ten dramat jest znany i bliski. Wszystko za sprawą doskonałej aktorki teatralnej i telewizyjnej, Zdeňki Baldovej, która zagrała fenomenalną Dulską w filmie z 1958 roku, który wyreżyserował Jiří Krejčík. Nie przesadzę, jeśli powiem, że „Moralność pani Dulskiej” jest najlepiej znanym polskim dramatem w Republice Czeskiej, a z pewnością najczęściej wystawianym w czeskich teatrach. Ta sztuka po prostu wpisuje się w klimat teatru czeskiego. Ponadto aktorzy mogą tu w pełni zaprezentować umiejętności i ujawnić talenty. Muszę powiedzieć, że próby póki co przebiegają przyjemnie, choć z początku miałem duże obawy, kiedy ciągle mnie pytali: „a dlaczego?, a gdzie?, a po co?, a na co?”… To przedstawienie bazuje na rzemiośle aktorskim, w związku z czym moja funkcja jest taka, żeby im nie przeszkadzać, a czasem asekurować z lewa czy z prawa. Nie chcę im z góry narzucać żadnej idei. 
"Moralność pani Dulskiej" Scena Czeska, zdjęcia z próby.

 Kogo zobaczymy w rolach głównych?

Główną rolę zagra koleżanka Lenka Waclawiecówna, która stworzyła szaloną Dulską. Jej gra jest szybka, dynamiczna, żwawa. Dulska nie patyczkuje się i nie liczy się z nikim, aż do pewnego momentu… Mam niesamowitą przyjemność współpracowania także z Ondřejem Frydrychem, który gra Zbyszka. On również staje się jedną z centralnych postaci, podobnie jak Juliasiewiczowa, a w tej roli wystąpi Petra Sklářová. Nie zapomnijmy o roli prawie niemej, ale przecież niezwykle istotnej. Milczącego Dulskiego zagra Vítězslav Kryške. To jest taka rola, że publiczność doskonale wie, że on powie tylko jedno zdanie i kiedy ono pada ze sceny, widzowie biją brawo. W poszukiwaniu obsady aktorskiej udaliśmy się też do Konserwatorium Artystycznego w Ostrawie, bo o ile mieliśmy w swoim zespole aktorkę, która mogłaby zagrać Hesię, to już nie posiadaliśmy potencjalnej odtwórczyni Meli. Tę rolę zagra u nas gościnnie Valerie Skalická i powiem, że jest to dla mnie problematyczne, bo system pracy w teatrze różni się od systemu funkcjonującego w tej szkole. Adeptce trudno pogodzić oba zadania, ale z próby na próbę jej rola kształtuje się coraz lepiej. 

Jaki obiera Pan klucz interpretacyjny „Moralności pani Dulskiej”? Rozumiem, że nie będzie to takie przedstawienie, w którym jedynie tytuł nawiązuje do danej sztuki.

Nie, zdecydowanie jest mi to daleka estetyka. Od samego początku mojej pracy w teatrze ten rodzaj reżyserowania dramatów jest mi obcy i nie uznaję takich wynaturzeń. Śmieszy mnie ta ekwilibrystyka reżysersko-aktorska, po której reżyser w długich wywiadach musi tłumaczyć, o co mu chodziło. Aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że z takim podejściem staję współcześnie do nierównej walki, bo dobre przedstawienie pod względem rzemiosła jest przemilczane, a gorąco dyskutowane są jakieś wyskoki awangardy czy pseudo awangardy. 
Śmieszy mnie ta ekwilibrystyka reżysersko-aktorska, po której reżyser w długich wywiadach musi tłumaczyć, o co mu chodziło. 

„Moralność pani Dulskiej” jest ponad stuletnim dramatem, więc co dla Pana zostaje w nim aktualne do dziś? Na co chce Pan zwrócić uwagę widzów?

Przede wszystkim współcześnie pozostają aktualne małomieszczański sposób myślenia i jego ostra oraz celna krytyka. To ani nie zestarzało się, ani nie zubożało w kontekście aktualności, ani nie straciło siły wyrazu. Na studiach aktorskich jeden z naszych profesorów zapytał nas, co reżyser powinien zrobić na pierwszej próbie „Moralności pani Dulskiej”. Młodzież zaczęła wymieniać a to prezentację ikonografii, a to sięgnięcie do literatury, a to projekcje filmowe. Kiedy skończyli, pan profesor tylko pokręcił głową i odparł, że reżyser po trzech godzinach opowiadania na koniec i tak wszystko zawrze w jednym zdaniu, że „Moralność pani Dulskiej” to krytyka małomieszczańskiej, kołtuńskiej mentalności. Pani Zapolska musiała być niesamowicie poddenerwowana i podekscytowana, skoro swoją krytykę zawartą w tej sztuce napisała w ciągu trzech dni. Aktorzy, jeśli nie narzuca się im, co i jak mają grać, doskonale zorientują się, jak mają wejść w role, z tego powodu że jest to doskonale napisany dramat.
"Moralność pani Dulskiej" Scena Czeska, zdjęcia z próby.

Czy pierwszy raz spotyka się Pan jako reżyser z twórczością Gabrieli Zapolskiej?

Tak. Natomiast wcześniej, jeszcze w szkole aktorskiej próbowałem sił jako aktor w spektaklach bazujących na innych dramatach jej autorstwa. Ponadto oglądałem interpretacje telewizyjne i filmowe „Moralności pani Dulskiej”, a także przyglądałem się inscenizacji tej sztuki w reżyserii Rudolfa Molińskiego w Teatrze Cieszyńskim, którą przygotował wraz z zespołem Sceny Polskiej w 1994 roku z główną rolą Haliny Pasekovej. 

Porozmawiajmy jeszcze o zaplanowanych rozwiązaniach scenograficznych.

Fascynował mnie motyw myślenia zawarty w „Moralności pani Dulskiej”. Jest taka scena, w której Zbyszko mówi do Dulskiej: „Mamo, człowiek jest zwierzęciem towarzyskim. Musi od czasu do czasu myśl wymienić. O! widzi mamcia, myśl – to wielkie słowo”. A o tym wie Dulska i zrobi wszystko, by nie pozwolić ludziom myśleć. Dlatego w przestrzeni scenicznej nie będzie ani jednego miejsca do siedzenia, bo wiadomo, że człowiek potrzebuje usiąść, zebrać myśli, by zastanowić się nad czymś. 

To co? Wszyscy grają bite dwie godziny na stojąco?

Dokładnie tak! (śmiech) Nie ma miejsc do siedzenia, a więc nie ma czasu i okazji do tego, by cokolwiek przemyśleć. Oczywiście, wszyscy bohaterowie chcą się z tego wyrwać. Juliasiewiczowa ucieka, odejść też chce cały czas ubrany w płaszcz i kapelusz Zbyszko, ale nie udaje mu się. Ta małomieszczańska mentalność jest w nich tak zakodowana, że przeprowadzenie jakiejkolwiek zmiany, a więc dopuszczenie do przemyśleń, może być niesłychanie trudne, ale jak się okaże, także i niebezpieczne… 
Pani Zapolska musiała być niesamowicie poddenerwowana i podekscytowana, skoro swoją krytykę zawartą w tej sztuce napisała w ciągu trzech dni. 

Dlaczego warto przyjść do Teatru Cieszyńskiego i obejrzeć „Moralność pani Dulskiej”?

Po pierwsze, dla znakomitego aktorstwa i tu już mogę dać gwarancję, że takie właśnie będzie. Po drugie, dla mile spędzonego wieczoru, podczas którego koledzy aktorzy będą chcieli powiedzieć coś ważnego. Po trzecie, dla refleksji, która być może pojawi się dopiero po wyjściu z teatru. A mianowicie, co zrobić, by do takich sytuacji, jakie widzieliśmy na scenie, nie dochodziło w rzeczywistości.
01 / 01 / 2018
Małgorzata Bryl-Sikorska

Czytaj też:

Co o tym sądzisz