Stworzymy pogłębiony portret kobiety

24 lutego na deskach Teatru Cieszyńskiego odbędzie się premiera Sceny Polskiej „Job Interviews” w reżyserii Katarzyny Deszcz. Inscenizacja współczesnej sztuki autorstwa Petra Zelenki będzie jednocześnie polską prapremierą. – Moim zdaniem „Job Interviews” to dobry wybór i na ten zespół, i na ten czas – przyznaje reżyserka.

Do premiery „Job Interviews” zostały niespełna dwa tygodnie. W jakiej atmosferze przebiegają próby?

Zostało nam niewiele czasu na przeprowadzenie prób, bo w międzyczasie aktorzy jeszcze grają spektakle wyjazdowe. Intensywnie będziemy pracować tydzień przed premierą. Choć to zasadniczo okres, w którym powinno mieć miejsce tylko szlifowanie spektaklu, a nie budowanie go. Jednak musimy zdążyć. Nie mamy wyjścia, jakkolwiek mam poczucie presji związanej z małą ilością czasu na próby. W tak krótkim czasie aktorzy mogą mieć problemy z osadzeniem się postaci, a także dojrzewaniem ról, a to stanowi niezwykle ważną tkankę spektaklu. 

Czy jest Pani otwarta na inicjatywy aktorów podczas prób?

Bardzo. Zawsze staram się pracować według najprostszej zasady, czyli mówię aktorom, o co mi chodzi i wyjaśniam, kim są postaci. Natomiast to, jak to zostanie zrealizowane, pozostawiam wspólnej pracy.

A o co Pani chodzi w inscenizacji „Job Interviews”? O czym chce Pani opowiedzieć?

Ten tekst opowiada jedną z tych współczesnych historii, które doskonale znamy. Główna bohaterka Nina robi karierę w korporacji, jest przebojowa, odnosi liczne sukcesy, doskonale zarabia – to taki model współczesnej kobiety sukcesu. Jednak pewnego dnia niespodziewanie traci to wszystko i stacza się właściwie na samo dno. Umówmy się, że jest to historia dość oczywista i na temat takich osób społeczność ma wyrobione zdanie, choć rzadko wyrażane jest na głos, a mianowicie: skoro była bezwzględna, pchała się na sam szczyt w wyścigu szczurów i zależało jej wyłącznie na karierze, to dobrze jej tak, dobrze, że upadła, ma nauczkę. 
Natomiast zależy mi na tym, by pokazać Ninę z jej perspektywy. Nie chcę mieć w tym spektaklu bohaterki oczywistej, powierzchownej, takiej telewizyjnej panienki, a zależy mi na pogłębionym portrecie psychologicznym. Chciałabym opowiedzieć o kobiecie, która ma naprawdę dobrą wolę, bo ostatecznie sukces osiągnęła ciężką pracą i dobrymi pomysłami. W ambitnej postawie nie widzę niczego złego. Owszem, Nina bywa bezwzględna, okrutna, ale w moim przekonaniu i tak postępuje według pewnego kodeksu moralnego, który sobie wyznacza. W pierwszej chwili można ją ocenić wyłącznie negatywnie jako człowieka, który dla kariery zrobi wszystko, ale moim zdaniem Nina cierpi, ma wyrzuty sumienia i swoje dramaty. Tego bardzo często w ocenianiu takich osób już nie widzimy. 
Małgorzata Pikus i Mariusz Osmelak podczas próby „Job Interviews”.

Kiedy w 2018 roku słyszę o dramacie, który podejmuje problematykę zaplątania współczesnego człowieka w mechanizmy show-biznesu i kapitalizmu, czuję pewne zniecierpliwienie, bo ten temat był już przerabiany w sztuce współczesnej wielokrotnie i na dziesiątki przeróżnych sposobów, także na scenach teatralnych. 

Zdaję sobie z tego sprawę. Dlatego bardziej chcę opowiedzieć o człowieku niż o mechanizmach. Mechanizmy i tak są naturalnie wpisane w ten tekst. Ten temat był już tyle razy podejmowany, mielony, obracany na różne strony, że jeżeli z tego nie wydłubie się człowieka z jego dylematami, paletą emocji, to będziemy mieć poczucie, że powtarzamy coś, o czym każdy już słyszał. Na przykład, że praca w korporacji i gonitwa za pieniądzem wciąga i że to może wyniszczać. Ja chcę od tej tezy wyjść, ale potem chciałabym to złamać i drążyć głębiej. 

Sztuka „Job Interviews” została przełożona na język polski przez Krystynę Krauze, która przygotowała większość polskich tłumaczeń dramatów Zelenki. Kilka lat temu miała miejsce czeska prapremiera, natomiast na Scenie Polskiej Teatru Cieszyńskiego odbędzie się prapremiera polska. Jak się Pani pracuje na tym tłumaczeniu?

Mam wrażenie, że w tym tłumaczeniu są pewne nieścisłości, na które zwracają mi też uwagę dwujęzyczni aktorzy Sceny Polskiej. Na przykład sporo jest kwestii brzmiących w czeskim, a nie polskim klimacie językowym. Niemniej bardzo dobrze pracuje mi się na tekstach Petra Zelenki. To drugi po „Opowieściach o zwyczajnym szaleństwie” dramat tego autora, który reżyseruję. To, co uwielbiałam w „Opowieściach…”, to była pewna sfera metafizyki, która kryła się za tym tekstem. Znacznie mniej tego jest w „Job Interviews”. Nie ma takich cudownych zabaw, jak zabawa z kocem, urojenia matki czy lalka w „Opowieściach…”. Ten tekst idzie bardziej w kierunku realizmu psychologicznego. Spróbuję jednak przełamać ten realizm.
Cieszę się, że mogę tę realizację przygotować na Scenie Polskiej. W tej sztuce jest jedna główna rola kobieca i jeszcze kilka ważnych ról dla innych aktorów. Moim zdaniem „Job Interviews” to dobry wybór i na ten zespół, i na ten czas. 
Nie chcę mieć w tym spektaklu bohaterki oczywistej, powierzchownej, takiej telewizyjnej panienki, a zależy mi na pogłębionym portrecie psychologicznym.

Jak za Pani pomysłami reżyserskimi będą podążały rozwiązania scenograficzne autorstwa Andrzeja Sadowskiego?

Pierwszą część przedstawienia chcę zrobić tak, jak napisał Zelenka. Będą to takie flesze z życia, czyli bardzo gęsto, krótko, mocno. Scenograf zaprojektował ściany, przypominające ścianki, na tle których fotografują się ludzie show-biznesu. Obrazy będą bardzo szybko zmieniać się, podążając za dynamicznymi scenami kalejdoskopu życia Niny. Natomiast druga część spektaklu będzie miała zupełnie inny charakter. Chcę, by była ona wręcz psychodramą. Pokażemy sceny załamania i szaleństwa bohaterki. Pod względem scenograficznym w drugiej części scena zostanie wyczyszczona z dosłowności. Powstanie przestrzeń laboratoryjna, coś w rodzaju sali terapeutycznej. To będzie takie miejsce wszędzie i nigdzie, bez dookreślenia przestrzennego i czasowego. 

Nina jest osią sztuki „Job Interviews”, a zatem duże wyzwanie spoczywa na barkach Małgorzaty Pikus, która ją zagra. Obecny sezon artystyczny w Teatrze Cieszyńskim moim zdaniem należy do mocnych i zapadających w pamięć ról kobiecych, jak choćby Hanka Patrycji Sikory w „Lampce oliwnej” czy Dulska Lenki Waclawiecovej w „Moralności pani Dulskiej”. Czy ta kreacja ma szansę dołączyć do grona ról, których widownia Teatru Cieszyńskiego nie zapomni na długo?

Wierzę że tak. Z Gośką współpracowałam już wielokrotnie, ale dotąd nigdy nie obsadziłam jej w głównej roli. Tym razem uważam, że to rola „napisana” dla Gośki ze względu na jej dojrzałość aktorską, wiek, doświadczenie, a także jej cechy osobowościowe. Sądzę, że Gośka pociągnie sobą całe to przedstawienie. To przecież portret jednej kobiety, której losy plączą się poprzez zależność od innych bohaterów. Bohaterka przejdzie na naszych oczach olbrzymią i bolesną transformację, ale naprawdę nie chcę, by wnioski były proste, że: „Skoro tak żyłaś, to dobrze ci tak”. Przy pierwszym czytaniu tej sztuki można odnieść takie wrażenie. Jednak kiedy zagłębimy się w problematykę tego dramatu, to widać, że taka interpretacja spłaszczyłaby tę ciekawą, złożoną postać. 
Katarzyna Deszcz – reżyserka teatralna, absolwentka Wydziału Prawa UJ oraz Wydziału Reżyserii Dramatu PWST w Krakowie. W latach 80. XX wraz z mężem Andrzejem Sadowskim założyła w Krakowie grupę teatralną Mandala, która wystawiała eksperymentalne przedstawienia. W teatrze repertuarowym reżyseruje od 1991 roku. W latach 2003-2006 była dyrektorem Teatru im. A. Mickiewicza w Częstochowie. „Job Interviews” jest kolejnym przedstawieniem, jakie przygotowuje na Scenie Polskiej Teatru Cieszyńskiego po „Pamięci wody” (2003), „Innych rozkoszach” (2005), „Kalece z Inishmaan” (2009), „Porcji Coughlan” (2011) oraz „Ich czworo” (2014).
08 / 02 / 2018
Małgorzata Bryl-Sikorska

Czytaj też:

Co o tym sądzisz