Recenzje teatralne premier trzech scen Teatru Cieszyńskiego: Sceny Czeskiej, Sceny Polskiej i Sceny Lalek Bajka.

Taneczno-muzycznie na Scenie Czeskiej

W sobotę, 4 listopada Scena Czeska Teatru Cieszyńskiego wystawiła premierowo widowisko muzyczno-taneczne o tajemniczo brzmiącym tytule „Pa.Di.Pa.Ré”. Jak wyjaśnił przed premierą reżyser, Jaroslav Moravčík, w tytule zaszyfrowany jest zwrot, który oznacza „Ten, którego dał Bóg”. Historia o powstaniu świata i człowieka to wdzięczny temat do podjęcia na deskach teatralnych. Czy ten potencjał udało się wykorzystać?

Twórczość Jaroslava Moravčíka, słowackiego tancerza, reżysera i choreografa związanego m.in. ze scenami teatralnymi na Słowacji i w Republice Czeskiej, jest doskonale znana widowni Sceny Czeskiej. Wystarczy przypomnieć tak popularne tytuły ostatnich sezonów, jak np. „Báthoryčka” czy „Franciszek z Asyżu”. Sukcesem okazała się także premiera ubiegłej jesieni, czyli „Kubo, musical na ludową nutę”, do którego Moravčík stworzył układy choreograficzne. O ile jednak wcześniejsze przedstawienia mają charakter musicalowy, czyli łączą muzykę, taniec i sceny dialogowe, o tyle „Pa.Di.Pa.Ré” jest wyłącznie widowiskiem muzyczno-tanecznym.
czytaj całość
07/08/2017 | recenzje

W tym szaleństwie jest metoda

Rzutem na taśmę publikujemy ostatnią recenzję przedstawienia wystawionego podczas Festiwalu Teatrów Moraw i Śląska. Przedostatniego dnia festiwalowego, 10 listopada na deskach Teatru Cieszyńskiego zaprezentował się zespół Teatru Dramatycznego im. Jerzego Szaniawskiego z Płocka z przedstawieniem „Poskromienie złośnicy” według Williama Szekspira. 

To mogło być kolejne przedstawienie grane „po bożemu”, w epokowych strojach, z niespecjalnie interesującą scenografią-tłem dla komediowych zmagań trącących myszką postaci. Ale nie było, choć wiele wskazywało, że tak będzie. Oto dyrektor Marek Mokrowiecki wchodzi na scenę i uprzejmie dziękuje dyrektorowi Karolowi Suszce za zaproszenie na festiwal, a po chwili zaczyna streszczać widowni szekspirowską sztukę. Ot, drętwa teatralna pogadanka przed spektaklem. Tymczasem publiczność nie ma jeszcze pojęcia, że przedstawienie już trwa. Nagle wywód Mokrowieckiego zostaje brutalnie przerwany przez aktorów, którzy robią straszliwy rumor, wchodząc w przestrzeń teatralną bocznymi drzwiami. – Nie no, przecież ja nie mogę pracować w takich warunkach! – krzyczy Mokrowiecki i poirytowany schodzi ze sceny, nie kończąc swojego referatu. Przedstawienie zaczyna się w sposób szalony i to szaleństwo zostanie utrzymane do samego końca. 
czytaj całość
07/08/2017 | recenzje

On kontra bas

„Każdy muzyk niewątpliwie przyzna, że w orkiestrze w każdej chwili może zabraknąć dyrygenta, ale nie kontrabasu… Powiem więcej – i teraz będzie definicja – orkiestra istnieje dopiero wtedy, gdy w niej występuje kontrabas”. To fragment sztuki „Kontrabasista” autorstwa niemieckiego pisarza Patricka Süskinda, którą zagrał 8 listopada Teatr Kameralny ze Słowacji w ramach 17. Festiwalu Teatrów Moraw i Śląska w Czeskim Cieszynie.

Urodzony w 1949 roku w Ambach w Bawarii Patrick Süskind nigdy nie grał na kontrabasie, ale od dzieciństwa uczył się gry na fortepianie. Z czasem zainteresowała go przeszłość – studiował historię średniowieczną i nowożytną na Uniwersytecie w Monachium. Studia ukończył w 1974 roku, a następnie zajął się pisaniem. Sztukę „Kontrabasista” ukończył latem 1980 roku, a rok później miała prapremierę w teatrze w Munich, z czasem zyskując coraz większą popularność w teatrach w całej Europie. Pierwsza polska premiera „Kontrabasisty” odbyła się w 1985 roku w Starym Teatrze im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie. Sztukę wyreżyserował i zagrał w niej Jerzy Stuhr, a ciekawostką jest fakt, że monodram Stuhra cieszący się ogromną popularnością jest grany do dziś.
czytaj całość
07/08/2017 | recenzje

„Dášeňka” – spektakl mądry i uroczy

„Co człowiek musi przede wszystkim dać swojemu pieskowi? a) kości, b) obrożę, c) miłość” – to pytanie testu dla najmłodszych umieszczonego w programie teatralnym przedstawienia „Dášeňka” Teatru Lalek z Ostrawy, które otworzyło 7 listopada 17. Festiwal Teatrów Moraw i Śląska. Każdy widz, który widział to przedstawienie – czy to dziecko, czy dorosły – już wie, że jedyną poprawną odpowiedzią jest „c”.

Któż z nas, gdy był dzieckiem, nie chciał mieć psa? Zapewne większość młodych widzów, którzy zasiedli we wtorkowe przedpołudnie na widowni Teatru Cieszyńskiego, ma takie marzenie. A ci, którzy takiego pragnienia nie mają, pewnie są już w posiadaniu ukochanego czworonoga. Jednak o psie nie marzą przecież tylko dzieci. W dzisiejszych niepewnych czasach, gdy relacje międzyludzkie są wystawiane na poważną próbę i wartości zaliczane do tzw. kapitału społecznego znajdują się w kryzysie, często okazuje się, że najwierniejszym kompanem jest pies. On ucieszy się zawsze, gdy zobaczy nas w drzwiach. I nieważne czy wyszliśmy tylko na minutę w celu opróżnienia skrzynki na listy, czy też nie było nas miesiącami. Jego ciepły, włochaty grzbiet jest na wyciągnięcie ręki. Niezmiennie wierny i szczery w wyrażaniu swoich emocji, wrażliwy i oddany. Pewnie dlatego większość z nas tak bardzo kocha psy. A „Dášeňka” w wykonaniu lalkarzy z Ostrawy właśnie opowiada o tej niezwykłej i wspaniałej więzi między człowiekiem a psem. Niech nie zwiedzie nas średnia wieku festiwalowej widowni na tym przedstawieniu, która wyniosła około dziesięć lat. „Dášeňka” to przedstawienie mądre i urocze, które niezależnie od wieku każdemu widzowi dostarczy wielu wzruszeń i doskonałej zabawy. 
czytaj całość
07/08/2017 | recenzje

W prosty sposób o ważnych sprawach

3 listopada na Scenie Lalek „Bajka” miała miejsce premiera polskojęzycznej wersji przedstawienia „Królowa śniegu” Hansa Christiana Andersena w reżyserii Marie Mikovej, ze scenografią Zuzanny Štancelovej i muzyką autorstwa Beaty Hlavenkovej. To wspólne dzieło trzech artystek dowodzi, że czasem najprostsze pomysły są najlepsze.

Kiedy dzieci i ich opiekunowie zajmują miejsca na widowni, z póki co panującego na scenie mroku niewyraźnie wyłania się tajemniczy sześcian. Ni to wielka skrzynia, ni to szafa już pobudza dziecięcą wyobraźnię. Co znajdziemy za drzwiczkami, których pełno w tym intrygującym prostokącie? Czy przez te otwory przedostaniemy się do niesamowitej opowieści teatralnej? Wtem płyną pierwsze dźwięki muzyki, a zza jeszcze zamkniętych drzwiczek prześwitują kolorowe światła. Po chwili staje się jasne, że przepastny prostokąt pełen otworów, dźwigni i otwieranych w różne strony drzwiczek stoi w centrum działań scenicznych. To głównie tam zostają animowane lalki (poruszane od tyłu, wykonane z pluszu, pacynki lub jawajki). Czasami sześcian sam zamienia się w wielką lalkę. Wystarczy, że na szczycie pojawi się biała głowa w kształcie rombu ze złowieszczymi, świecącymi na niebiesko oczami, a po bokach „wyrosną” kościste białe ręce z dłońmi jakby zgrabiałymi od zimna. W ten sposób przed dziećmi pojawia się ogromna Królowa śniegu. 
czytaj całość
07/08/2017 | recenzje

Upiornie dobry popis Sceny Polskiej

Scena Polska w doskonałym stylu zamknęła właśnie tak zwany „tryptyk zegadłowiczowski”, inscenizując trzecie przedstawienie opierające się na literaturze autorstwa Emila Zegadłowicza. Przy odrobinie pomyślnych wiatrów „Lampka oliwna” może stać się towarem eksportowym Teatru Cieszyńskiego, promując go w międzynarodowym środowisku artystycznym.

To było tak szczególne przedstawienie, że pozwolę sobie na emocjonalny i prywatny ton na wstępie. Występy Sceny Polskiej Teatru Cieszyńskiego śledzę od blisko czterech lat. To stosunkowo krótki czas, patrząc na historię tego zespołu. Choć nie widziałam wielu ważnych, dobrych, wzbudzających zachwyt lub kontrowersje przedstawień z przeszłości, mam już jednak pewne porównanie. Z kolei przygodę Patrycji Sikory (grającej w „Lampce oliwnej” główną rolę kobiecą) ze Sceną Polską obserwuję od samego początku, czyli „Tajemniczego ogrodu”, który był jej spektaklem dyplomowym. Aktorka ma już za sobą role poprawne, gorsze i lepsze. Parę razy swoimi kreacjami mnie olśniła, kilkakrotnie też zirytowała… Puentując to, co powyżej napisane, mogę z pełnym przekonaniem napisać, że „Lampka oliwna” jest jednym z najlepszych przedstawień, jakie widziałam w Teatrze Cieszyńskim, zaś rola Hanki Patrycji Sikory jest dotąd jej najlepszą kreacją aktorską. „Lampka oliwna” jako dzieło zespołowe wielu twórców, jak i rola Sikory pretendują do szeregu nagród teatralnych i zasługują na to, by reprezentować na zewnątrz Teatr Cieszyński podczas szeregu festiwali w Polsce, Republice Czeskiej i innych krajach. 
czytaj całość
07/08/2017 | recenzje

Scena Czeska w komediowej odsłonie

Scena Czeska Teatru Cieszyńskiego wystawiła premierowo 23 września inscenizację kultowej sztuki Woody’ego Allena „Zagraj to jeszcze raz, Sam”. Doskonale napisany tekst bawiący odbiorców już od blisko pięćdziesięciu lat niesie jednak kilka pułapek, jeśli twórcy chcą wystawić go w teatrze, bowiem jest to scenariusz filmowy. Jak sprostał temu wyzwaniu reżyser przedstawienia Sceny Czeskiej, Miloslav Čížek?

Głównego bohatera, Allana Felixa (Tomáš Hába) pewnego dnia opuszcza żona Nancy (Adéla Krulikovská), stwierdzając, że nie jest dość zabawny. Błahy powód rozstania powoduje poważne załamanie Felixa. Jeśli dotąd mężczyzna nie był dość pewny siebie, to teraz zupełnie utracił poczucie własnej wartości. Ze smętnych rozmyślań, że nie jest dość męski, na zawsze pozostanie samotny i nigdy już nie pokocha nikogo tak, jak Nancy, głównego bohatera próbuje wyrwać para najbliższych przyjaciół – zapracowany Dick (David Depta) oraz jego partnerka spragniona czułości i miłości, Linda (gościnnie Dagmar Kopečková). A ponieważ Allan ma bujną wyobraźnię, a do tego zawodowo pisze recenzje filmów, w jego wyobrażeniach rad miłosnych udziela mu też amant wszech czasów, Humphrey Bogart (Zdeněk Hrabal), który w klasycznym prochowcu i kapeluszu z szerokim rondem wygląda tak, jakby wyszedł prosto z planu filmu „Casablanca”. Jak skończy się ta historia? I czy Allan Felix pozbędzie się kompleksów, a ostatecznie odnajdzie nową miłość?
czytaj całość
07/08/2017 | recenzje

Miniatura, w której nikt nie zawiódł

72. sezon artystyczny Scena Czeska Teatru Cieszyńskiego otworzyła adaptacją współczesnej, angielskiej sztuki autorstwa Willy’ego Rusella – „Edukacja Rity” („Výchova slečny Rity”). Dramat, choć doskonale napisany i cieszący się popularnością w teatrach na całym świecie, stanowi wyzwanie nie tylko reżyserskie, ale i aktorskie. Jak czeski zespół poradził sobie z tym twardym orzechem do zgryzienia?

Pisanie wierszy od miesięcy napoczęte, ale nie skończone, książki rozłożone w bezładzie, nuda, pustka w głowie i nieodłączny kompan – butelka whisky. Tak pewnie jeszcze wiele lat płynęłoby życie literaturoznawcy, profesora akademickiego zmagającego się z wypaleniem zawodowym, gdyby nie pewne osobliwe odwiedziny. Oto do gabinetu znudzonego wykładowcy wpada wyzywająco ubrana kobieta, która żąda od niego, by w ramach kursów otwartego uniwersytetu nauczył ją „wszystkiego”. Kim jest nowa uczennica? To pochodząca z niższych warstw społecznych dwudziestosześcioletnia fryzjerka, którą zaczęło mierzić dotychczas prowadzone życie pod jednym dachem z mężem, amatorem picia w pubie i oglądania telewizji. Wbrew zwyczajom panującym w jej rodzinie Rita, bo o niej mowa, nie chce być sprowadzona do roli kury domowej i maszynki do rodzenia dzieci. Stawia sobie ambitne wyzwanie ukończenia szkoły wyższej. Jak mówi, nawet jeśli zdecyduje się urodzić dziecko, najpierw chce coś w życiu osiągnąć, dojrzeć też w sensie intelektualnym. Nie boi się zawalczyć o swoje marzenie. Ta mieszanka wybuchowa nieposkromionej żywiołowości i spontaniczności z wzniosłymi celami nowej uczennicy z początku przeraża profesora Franka, ale z drugiej strony także oczarowuje i trochę go onieśmiela. Takiego zjawiska jeszcze nigdy w życiu nie widział. 
czytaj całość
07/08/2017 | recenzje

Z dwojga złego lepiej się żenić

Scena Polska Teatru Cieszyńskiego wystawiła ostatnią premierę przed wakacjami. Tym razem zespół sięgnął po dramat pisarza i publicysty okresu pozytywizmu Michała Bałuckiego. Powstało przedstawienie dowcipne, dynamiczne, zagrane z komediowym zacięciem, choć to nie oznacza, że „Klub kawalerów” w reżyserii Adama Sroki jest spektaklem bez mankamentów.

Polski zespół wziął na warsztat kolejną sztukę Michała Bałuckiego. W 2015 roku Scena Polska wystawiła „Grube ryby”, których reżyserii również podjął się Adam Sroka, pochodzący z Krakowa reżyser o bogatym dorobku artystycznym. Dominującą pozycję w twórczości reżyserskiej Sroki zajmuje klasyka literatury polskiej i światowej. Reżyser równie chętnie sięga po współczesną literaturę, a w jej kontekście m.in. najnowszą polską dramaturgię. Do klasyki reżyser podchodzi raczej ostrożnie i z przynależnym jej szacunkiem, nie stara się szokować widza na siłę, nie wynaturza dzieła dramatycznego. Adam Sroka w ostatnim wywiadzie, przeprowadzonym na łamy bloga internetowego Teatru Cieszyńskiego „Teatr to my”, powiedział: „Chylę czoła przed Bałuckim, bo uważam go za wybitnego dramaturga w swoim gatunku. Wydaje nam się, że jego sztuki są łatwe, ale w ogóle tak nie jest. Niedawno byłem na pewnym przedstawieniu, które łączyło kilka sztuk Bałuckiego. W pierwszym akcie, który trwał dwie godziny, widzowie zaśmiali się tylko raz i to była klęska. Publiczność musi bawić się, a nie oglądać komedię na smutno lub tragedię zrobioną z komedii. Chciałbym więc, żeby poszli razem z nami w tę komediową przygodę”.
czytaj całość
07/08/2017 | recenzje

To, co piękne i niemożliwe zarazem

Scena Polska Teatru Cieszyńskiego wystawiła przedostatnią premierę w 66. sezonie artystycznym. Tym razem polski zespół teatru w Czeskim Cieszynie wziął na warsztat kultowy dramat Paula Barza „Kolacja na cztery ręce”, którego reżyserii podjął się czeski reżyser Michael Tarant. 

Na dzień przed premierą fragmenty najnowszego przedstawienia są pokazywane podczas Nocy Muzeów. Oczom widzów wchodzących do nowej Miejskiej Galerii Sztuki „12” w Domu Narodowym w Cieszynie ukazuje się suto nakryty stół, na którym ułożyły się skąpo odziane aktorki Sceny Polskiej Joanna Litwin i Patrycja Sikora. Ich nagie uda i odkryte dekolty sąsiadują z półmiskami z serowymi koreczkami, apetycznie wyglądającymi pasztecikami i kiściami winogron. Zdezorientowana cieszyńska publiczność, która zasiada wokół tego stołu rozpusty, nie wie, czego najpierw spróbować. Wszystko to razem przypomina jedną ze scen filmu „Obsługiwałem angielskiego króla” Jiříego Menzla, w której przed klientami hotelu kołują na obrotowym blacie jedzenie i rozebrana kobieta. Nagle do sali wpada Bogdan Kokotek w roli Jerzego Fryderyka Haendla i rozpoczyna zaciętą dyskusję z Tomaszem Kłaptoczem, który wciela się w Jana Sebastiana Bacha. Ich gwałtowny dialog przerywa Rafał Walentowicz jako totumfacki Jan Krzysztof Schmidt donoszący kolejne potrawy. Widzowie zajadając pasztet i łypiąc na wyciągnięte długie nogi Joanny Litwin, przysłuchują się pojedynkowi na słowa między muzycznymi sławami baroku.
czytaj całość
07/08/2017 | recenzje

Dopóki śpiewasz, dopóty żyjesz

Scena Czeska Teatru Cieszyńskiego zaprezentowała historię Karla Hašlera, popularnego czeskiego autora piosenek, aktora, twórcy kabaretowego i filmowego. Scenariusz najnowszego przedstawienia stworzył współczesny pisarz, pasjonat życia i twórczości Hašlera, Gustav Oplustil, który przyjechał na sobotnią premierę. Zaś reżyserii spektaklu „Písničkář” podjął się kierownik Sceny Czeskiej, Miloslav Čížek.

Jak powiedział kierownik literacki Sceny Czeskiej Ivan Misař, zapowiadając premierę, przedstawienie „Písničkář” łączy w sobie elementy rewii, kabaretu, musicalu i przedstawienia dramatycznego. Muzyka tworzona jest na żywo przez aktorów i akompaniującą im orkiestrę, która zasiada w głębi sceny. Dominują taneczne sceny grupowe w wykonaniu aktorów Sceny Czeskiej i gościnnie występujących tancerzy. Akcja fabularna rozgrywa się od początków XX wieku do pierwszych lat II wojny światowej, czyli w czasach, gdy tworzył Karel Hašler. Fakty te sprawiają, że przedstawienie „Písničkář” nieco przypomina zeszłoroczny hit Sceny Polskiej „Powróćmy jak za dawnych lat, czyli polskie piosenki międzywojenne” (premiera: kwiecień 2016 r.). Podstawową jednak różnicą kompozycyjną między tymi spektaklami jest to, że na „Powróćmy jak za dawnych lat...” składają się wyłącznie sceny muzyczne i rewiowe. Tymczasem „Písničkář” posiada rozbudowaną warstwę fabularną, a muzyka i taniec ją uzupełniają. 
czytaj całość
07/08/2017 | recenzje

Leniuch w końcu schodzi z zapiecka

Na Scenie Lalek „Bajka” Teatru Cieszyńskiego w Czeskim Cieszynie zagościła po raz pierwszy w historii tej sceny bajka autorstwa Josefa Lady, czeskiego autora literatury dziecięcej i twórcy ilustracji do popularnej powieści „Przygody dobrego wojaka Szwejka”. 21 kwietnia „Bajka” wystawiła premierowo przedstawienie „O leniwym Jasiu”.

Jasiu (Marian Mazur) cały dzień leży na zapiecku i ani myśli wstać. Mama (Ewa Kus) zadyszana biega po izbie i dogląda całe gospodarstwo, a ten nawet nie kiwnie palcem. Raz boli go boczek, więc trzeba go obrócić. Innym razem należy otworzyć mu usta i wlać do nich jedzenie. Nakarmić kury? O nie, za zimno. Sprzątnąć ze stołu? Nie, bo noga ścierpła. Pomóc choć trochę umęczonej mamie? Nie, nie, i chrapie dalej. Już cała wioska czeka, by Jasio zmężniał, wyruszył w podróż, doświadczył nowych przygód. Wróżka (gościnnie Kateřina Michejdová) przepowiada mu zmiany, mama go zaklina, stary mędrzec (Jan Szymanik) czeka na zakręcie, by go pożegnać. A ten co? Nic, dalej śpi w najlepsze na zapiecku owinięty w pierzyny. Na tego wstrętnego leniucha nie ma mocnych. Z ciepłego grajdoła nie wyciągną go nawet błagania króla, by zabił okropnego smoka i uwolnił piękną księżniczkę. Jasiu jednak w końcu będzie musiał stawić czoła smokowi, ale to, co ostatecznie zadecyduje o jego przemianie, będzie niespodzianką zarówno dla najmłodszych, jak i dużych widzów.
czytaj całość
07/08/2017 | recenzje

To nie była letnia propozycja

Scena Polska sięgnęła po współczesną komedię, wystawiając premierowo 22 kwietnia „Plotkę” opartą na filmowym scenariuszu autorstwa Francisa Vebera. Powstało przedstawienie wyraziste, mocne, w paru scenach zrywające z niektórymi tabu w Teatrze Cieszyńskim. „Plotka” zapewne będzie miała przeciwników i zwolenników, mało kogo pozostawiając letnim.

Kilka powtarzających się dźwięków i wyświetlane na monitorze mandale (rysunek na planie koła wywodzący się z tradycji hinduskiej uważany za symbol harmonii i doskonałości). Przygaszone światła oraz wyłaniające się z półcienia elementy scenografii. Tak zmysłowo i tajemniczo zaczyna się „Plotka”, reżyserowana przez bielszczankę Małgorzatę Siudę.
czytaj całość
07/08/2017 | recenzje

Połowicznie wyśmienita satyra polityczna

Przedstawienie „Čaj u pana senátora” w reżyserii Ivana Krejčí, które miało swoją premierę 4 marca na Scenie Czeskiej Teatru Cieszyńskiego w Czeskim Cieszynie, trudno jednoznacznie ocenić. Z jednej strony spektakl urzeka świetnymi pomysłami inscenizatorskimi, z drugiej strony pozostawia niedosyt, bo są takie momenty, w których zabrakło inwencji twórczej utalentowanego reżysera.

Autor „Čaju u pana senátora” Ivan Stodola, urodzony w 1888 roku w Liptowskim Mikułaszu w północnej Słowacji, był nie tylko jednym z najważniejszych słowackich dramatopisarzy XX wieku, ale również uznanym lekarzem. Wyższe studia medyczne ukończył w Budapeszcie i Berlinie, a następnie rozpoczął pracę jako lekarz w Liptowskim Mikułaszu. W tym czasie w mieście tętniło amatorskie życie teatralne, stąd jako miłośnik melpomeny Stodola dołączył do jednego z zespołów. Jego pierwsze próby dramaturgiczne spodobały się do tego stopnia, że wkrótce trafiły na deski nowo utworzonego Słowackiego Teatru Narodowego w Bratysławie, którego początki sięgają 1920 roku. Pochodząca z 1929 roku komedia „Čaj u pana senátora” jest jednym z pierwszych licznych dzieł dramaturgicznych Ivana Stodoly. 
czytaj całość
07/08/2017 | recenzje

Kołderka ożyła i oczarowała widzów

To nieprawda, że uwagę dzieci mogą przykuć jedynie największe fajerwerki. Czasami wystarczy przy pomocy dobrego pomysłu ożywić najzwyklejszą kołdrę, by dziecięca publiczność piszczała z zachwytu. Przedstawienie „Bajka dla kołderki” w wykonaniu zespołu Sceny Lalek Bajka Teatru Cieszyńskiego od pierwszych minut uwodzi malowniczością i ciekawymi rozwiązaniami scenicznymi.

Kolorowa przestrzeń dziecięcego pokoju, a w nim szafka, na której przysiadł barwny motyl, drzwi dzielące dziecięce królestwo od świata dorosłych, a w centralnej części łóżeczko, na którym leży ukochana, milutka kołdra. Mała Agnieszka (Wanda Michałek) właśnie kładzie się spać, jej tata naukowiec (Jakub Tomoszek) wykonuje nocne eksperymenty w pracy, a mama (Dorota Grycz) ma jeszcze wiele do zrobienia przed jutrzejszym wyjazdem do babci. Agnieszka kręci się niecierpliwie w łóżku, bo wcale nie jest jeszcze senna. Może dziewczynce udałoby się zamknąć oczy, gdyby mama znalazła czas na przeczytanie bajki. Jednak nie tym razem – w kuchni czeka na dokończenie ciasto, trzeba też wyprasować tacie koszulę, a na koniec jeszcze zmobilizować się do zakręcenia sobie włosów, by jutro jako tako wyglądać. Jakby tego było mało, gdzieś zapodziała się jedna z ciepłych skarpetek Agnieszki, a mama nie może jej znaleźć, bo zgubiła też okulary. Nie pomogą więc błagania o choć kilka minut bajkowej opowieści przed snem. Właśnie zaczęło się przypalać ciasto, więc mama całując i otulając córeczkę, pośpiesznie opuszcza jej pokój. 
czytaj całość
07/08/2017 | recenzje

„Skąpiec” w wersji ekstremalnie słodkiej 

Po dramatach „Rajska jabłonka” i „Pani z morza” Scena Polska Teatru Cieszyńskiego w tym sezonie sięgnęła po pierwszą komedię. Krotochwilę nie byle jaką, bo jedno z najlepszych i najciekawszych dzieł Moliera – „Skąpca”. Aktorzy dobrze odnaleźli się w korowodzie komediowych gagów wywołujących żywy śmiech publiczności, ale powstało też pytanie, czy w „Skąpcu” idzie tylko o rozbuchany humor?

Nasze życie kręci się wokół pieniędzy. Wzdychamy do nich, gdy ich brakuje. Podliczamy przy nagłym ich przypływie. Wydajemy je z wypiekami na twarzach, znosząc do domu kolejne przedmioty. Aż wreszcie oszczędzamy je – na koncie oszczędnościowym, na lokacie czy w skarpecie. Inwestujemy, zbieramy grosz do grosza i z radością patrzymy, jak powiększa się nasze finansowe źródełko. Jednak u niektórych finansowa zaradność i oszczędność idą znacznie dalej w kierunku nieznośnego dla otoczenia sknerstwa, obsesji na punkcie pieniędzy, choroby, której na imię skąpstwo. Wprost nie da się wytrzymać pod jednym dachem z dusigroszem, który dla oszczędności chodzi w podartym, dwudziestoletnim płaszczu, a gości częstuje starymi, wyschniętymi na kamień ciastkami, wmawiając im, że to takie ekskluzywne i egzotyczne frykasy. Do szewskiej pasji doprowadza jego permanentne udawanie ubogiego i narzekanie na brak gotówki, byle nikt nie domyślił się, że pod łóżkiem, za listwą lub w jeszcze innym dziwnym miejscu chomikuje duże pieniądze. W ten sposób staje się niewolnikiem mamony, której nigdy nie wyda. 
czytaj całość
07/08/2017 | recenzje

Ta komediowa bomba nie wybuchła

Pierwszą premierą na Scenie Czeskiej Teatru Cieszyńskiego w 2017 roku jest „Jak důležité je mít Filipa” na podstawie sztuki Oskara Wilde'a znanej w Polsce pod tytułem „Bądźmy poważni na serio”. Choć przedstawienie reżyserowane przez Petra Gábora zdecydowanie posiada potencjał komediowy, nie wszystko poszło tak, jak powinno. 

Jak napisał Hesketh Pearson, zmarły w 1964 roku brytyjski aktor, reżyser teatralny, scenarzysta, a także autor popularnych biografii, w tym książki na temat życia Oskara Wilde'a, „Bądźmy poważni na serio” stanowi „doskonałą fuzję niedojrzałości emocjonalnej Wilde'a z nad wiek dojrzałą stroną intelektualną”. I dalej: „Ta sztuka ośmiesza wszystko, co ludzie robią na serio: urodzenie, chrzest, miłość, małżeństwo, śmierć, pogrzeb, nieprawe pochodzenie i «szacowność», a wszystko czyni z tak lekkim sercem i w sposób tak absurdalny, że tylko pozbawieni humoru duchowni mogliby się obrazić”. 
czytaj całość
07/08/2017 | recenzje